Wiadomości, Białymstoku wieczorem odbywał się… płynnie - zdjęcie, fotografia

Białystok nawiedziła w tym roku pierwsza większa ulewa i tradycyjnie już, wzorem ubiegłych lat, ruch w tym czasie odbywał się… płynnie. Zamiast samochodem, rowerem, motocyklem, najlepiej było poruszać się po mieście łódką, kajakiem lub pontonem. Bo zamiast jechać, lepiej było płynąć.

Straż Pożarna, Straż Miejska i oczywiście Policja miały co robić we wtorkowy wieczór i to przez kilka godzin. Stolica Podlasia kolejny raz została sparaliżowana po tym, jak na miasto spadły strugi deszczu. Mimo, że jeszcze przed południem pojawiły się komunikaty o możliwych dużych opadach deszczu, magistrat nie był w stanie skutecznie poinformować mieszkańców o możliwych utrudnieniach, a nawet niebezpieczeństwie. Wydaje się, że niewiele wyciągnięto wniosków z ubiegłorocznych podtopień, ani nawet z ćwiczeń, jakie w Białymstoku również się odbywały.

Policja zabezpieczała jak mogła zalane części arterii miejskich i nie wpuszczała tam kierowców. Ale policjanci pojawili się dopiero, jak droga lub ulica były już kompletnie nieprzejezdne. Straż Pożarna jeździła na sygnale przez długi czas starając się wypompowywać wodę z zalanych miejsc. Tradycyjnie zalana była ulica Jurowiecka, skrzyżowanie Św. Rocha z Bohaterów Monte Cassino, rondo na Piastowskiej, ulica Wierzbowa z Aquaparkiem Antoniuk, przejechać się również nie dało ulicą Poleską, Świętokrzyską i Towarową. Trudności można było spotkać i również tradycyjnie przy tunelu Fieldorfa Nila, ale i na ulicy Zwierzynieckiej, na wysokości siedziby Radia Akadera. Zalana kompletnie była też droga dla rowerów wzdłuż rzeki Białej na Alei Piłsudskiego i Sienkiewicza.

- Dlaczego tu nie ma żadnych patroli, które by zablokowały przejazd? Dlaczego nikt nie przekazał, że nie można tędy jechać. Po ciemku nie widać czy jest głęboko, czy nie – skarżył się naszej redakcji jeden z kierowców, który ugrzązł w wodzie przy skrzyżowaniu Bohaterów Monte Cassino ze Św. Rocha.

- Ostrzegaliśmy się z kolegami przez nasze kanały. Kto gdzieś był, od razu dawał znać innym, gdzie da się przejechać, a gdzie nie da się – mówił z kolei jeden z białostockich taksówkarzy.

Bardzo źle sytuacja wyglądała w okolicy budowy Trasy Niepodległości. Konkretnie na osiedlach Słoneczny Stok, Leśna Dolina i Zielone Wzgórza. Tam, przy samej budowie, woda stała na wysokości ponad pół metra. Nie dało się przejechać ulicą Popiełuszki, także Hetmańska była zalana i nieprzejezdna. Kiedy okazało się, że nie da się przejechać, dość szybko pojawiła się Policja oraz wozy strażackie, które próbowały wypompowywać wodę. Na Popiełuszki, jeszcze przed skrzyżowaniem ze Św. Andrzeja Boboli, widzieliśmy aż cztery wozy straży pożarnej. Pojawiły się szybko także radiowozy, które blokowały ruch, aby kierowcy nie wjeżdżali na tak głęboką wodę.

Najgorzej było chyba jednak na osiedlu Starosielce. Ta dzielnica została kompletnie odcięta od świata. Przez ponad pół godziny nie dało się do niej dojechać z żadnego kierunku. Dopiero przed godziną 21.00 można było próbować przebić się nowym odcinkiem ulicy Wrocławskiej i skręcić w jedną z mniejszych uliczek osiedlowych, żeby dotrzeć choćby do torów kolejowych i przejazdu.

- Wracałam z pracy do domu i niestety, Hetmańska zalana okropnie. Musiałam zawrócić i pojechałam na Popiełuszki. Tam stała woda chyba na metr, może mniej. Stał jeden wóz straży pożarnej i widziałam, że też nie da się przejechać. Na Wrocławskiej widziałam światła policyjne, więc postanowiłam objechać wszystko i pojechać przez Elewatorską. Też się nie dało. Chodź ty usiądź i płacz. Miałam już w ogóle pojechać na Nowe Miasto i stamtąd do Niewodnicy, ale na szczęście zadzwonił mąż i powiedział, że na Wrocławskiej się da jechać i żebym próbowała tamtędy. Udało się, choć kałuże były duże – przekazała naszej redakcji Katarzyna.

Tę trudną sytuację utrudniała awaria elektryczności. W niektórych miejscach doszło do uszkodzenia latarni ulicznych, jedna – na przykład – na ulicy Hetmańskiej – leżała w wodzie zamiast świecić. W ciemnościach natomiast część kierowców nie widziała, że jest aż tak źle. Ludzie wjeżdżali w kałuże, po czym okazywało się, że było to bajoro, z którego nie dało się wyjechać. Dopiero o godzinie 21.00 Białystok stał się bardziej przejezdny, ale strażacy mieli co robić jeszcze długi czas.

Sytuacja w mieście się normalizuje, przejezdny jest Tunel Fieldorfa Nila, (przed chwilą przejeżdżałem). Przejezdna jest jedna nitka ulicy Wierzbowej. Najtrudniejsza sytuacja jest przy ulicy Jurowieckiej/Jedność Łowiecka. W ciągu 1h spadło 28 l wody na m.kw .” – napisał na swoim twitterowym profilu Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku na kilka chwil przed godziną 21.00 we wtorek.

Wcześniej jeszcze podawał tam samo informację o tym, że dzięki dostarczonym workom z piaskiem udało się powstrzymać zatopienie garaży przy Kujawskiej. I to w zasadzie tyle. Na oficjalnym profilu miasta na Facebooku, z którego korzysta zdecydowana większość mieszkańców, nie pojawiło się nawet jedno słowo o zagrożeniach, o zalanych ulicach, ani o niczym innym związanym z burzą i ulewą. Identycznie było ze stroną internetową – ani jednej wzmianki czy komunikatu.

Internauci, ale i zwykli mieszkańcy, zwrócili uwagę w licznych wpisach w internecie, jak też i podczas rozmów, gdy stali unieruchomieni na poboczach, że kiedy przychodzi ulewa, kolejny raz zalewane są dokładnie te same miejsca co zwykle. Winią prezydenta i podległych mu urzędników, że od tak długiego czasu, nic nie zrobiono, aby poprawić drożność kanalizacji wodnej w miejscach newralgicznych, jak Jurowiecka, Poleska, tunel Fieldorfa Nila, Wierzbowa, a także szereg innych arterii, których zawsze nie da się przebrnąć podczas większych opadów.

Pan Prezydent podjął działania a od kilku lat w tych samych miejscach dalej to samo popada i Nila, Antoniuk,Jurowiecka, Miłosza, Hetmańska zalane dobre działania....” – skomentował internauta u prezydenta na profilu na twitterze.

A gdzie powiadomienie wcześniejsze ??? Super” – to już słowa kolejnego internauty.

I faktycznie, ograniczenie się wyłącznie do napisania kilku zdań na własnym profilu na twitterze, to trochę za mało, żeby ostrzec mieszkańców 300-tysięcznego miasta przed zagrożeniami. Tym bardziej, że magistrat raczej musiał otrzymać powiadomienie o tym, co czeka Białystok. Miasto bowiem ma zamówione tego rodzaju komunikaty z biura prognoz. Można się zastanawiać, w jakim celu istnieje Miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego, skoro nie potrafi kolejny raz w porę ostrzec mieszkańców.

Tak zwana szczelna zabudowa i słaba jednak sieć kanalizacyjna, powoduje kolejny raz szkody. Mieszkańcom zalało piwnice i garaże, na parkingach samochody stały zanurzone niekiedy aż do połowy. Kierowcy znów będą musieli szukać swoich tablic rejestracyjnych. Strażacy mieli ponownie nieprzespaną noc. Białystok jest dalej zabetonowywany i traci kolejne miejsca z zielenią. A doświadczenia z ubiegłych lat okazały się nieprzydatne do niczego. I tylko ruch, tradycyjnie w takich sytuacjach, odbywał się płynnie… po wodzie.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: US)

Reklama

W Białymstoku ruch wieczorem odbywał się… płynnie komentarze opinie

  • gość 2018-09-05 07:48:22

    A pan prezydent Truskolaski powie nic się nie stało. Do następnej ulewy. Głosujcie na Truskawkę - powodzenia.

  • gość 2018-09-05 07:48:39

    No i gdzie ta Straż Miejska. Wywalić na zbity pysk dać pieniądze na więcej etatów w policji

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama