12°C całkowite zachmurzenie

Walka o 28 milionów dla mieszkańców, których głosu nie było komu słuchać

Gospodarka, Walka milionów mieszkańców których głosu było słuchać - zdjęcie, fotografia

Tak zwana resztówka z udziałów po sprzedaży MPEC-u jest obecnie przedmiotem sporu pomiędzy prezydentem Białegostoku, a spółką Enea. Chodzi o około 28 milionów, które jak twierdzi Tadeusz Truskolaski, mają służyć mieszkańcom naszego miasta. Na co zostaną wydane? Dziś nikt tego nie chce powiedzieć, zaś sam prezydent zapomniał, że głos tych samych mieszkańców go nie interesował przed sprzedażą miejskiej spółki ciepłowniczej.

Niedawno okazało się, że w kasie miasta nie można doliczyć się grubo ponad 100 milionów złotych pochodzących ze sprzedaży Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. W odpowiedzi na interpelację radnego Henryka Dębowskiego, który pytał na co zostały wydane pieniądze, prezydent wskazał kilka inwestycji, z których część zasiliła głównie budowę dróg i inwestycji okołodrogowych. Reszta została wydana między innymi na zakup systemu zarządzania ruchem, uzbrojenie terenów inwestycyjnych, remonty szkół, czy plaży na Dojlidach. Wszystko to razem jednak nie sumuje się na kwotę ponad 260 milionów złotych, które wpłynęły do kasy miasta po sprzedaży MPEC-u.

Środki ze sprzedaży udziałów MPEC wpłynęły do Miasta w 2014 r. w wysokości 260.001.938 zł. Niniejszy wpływ stanowił dochód własny budżetu Miasta Białegostoku w roku 2014, co oznacza, iż pieniądze te mogły być przeznaczone na dowolny cel, nie były „znaczone”. Miasto przeznaczyło wskazane środki na inwestycje miejskie, zarówno dofinansowane ze środków europejskich jak i inwestycje krajowe (finansowane wyłącznie ze środków własnych miasta, bez finansowania” – wyjaśnił radnemu Dębowskiemu Tadeusz Truskolaski.

I pewnie nie byłoby z tym problemu gdyby nie dwie zasadnicze sprawy. Jeszcze przed sprzedażą MPEC-u, mieszkańcy byli zapewniani, że pieniądze nie pójdą na dowolny cel, ale będą zainwestowane w rozwój miasta – cokolwiek to miało znaczyć. W każdym razie jako rozwój prezydent uznał budowę dróg, budowę muzeum, czy też hali widowiskowo – sportowej. Choć akurat te inwestycje nie miały i nadal nie mają szans rozwinąć gospodarczo Białegostoku w zasadzie w żadnym kierunku. I co równie istotne, na oficjalnej stronie Miasta Białystok, czytamy wyraźnie, że pieniądze nie mogły zostać wydane na dowolny cel, jak na przykład spłata zadłużenia.

Środki ze sprzedaży mogą być przeznaczone wyłącznie na inwestycje, dzięki którym Białystok będzie w dalszym ciągu dynamicznie się rozwijał. Prawo nie zezwala na wykorzystanie tych środków na potrzeby bieżące. Zostaną one zainwestowane w przyszłość Białegostoku” – czytamy na stronie Miasta Białystok.

Te słowa zresztą były wielokrotnie powtarzane jak mantra, więc część mieszkańców mogła uwierzyć, że sprzedaż miejskiej spółki ciepłowniczej ma sens i przyniesie wymierne korzyści. Dlatego też można zakładać, że przynajmniej część z tych osób, które uwierzyły w zapewnienia prezydenta i wspierających go w tej decyzji radnych Platformy Obywatelskiej, nie wzięła udziału w referendum odnośnie sprzedaży MPEC. I tu jest druga sprawa, bo ta właśnie część mieszkańców mogła nie pójść do referendum, by wypowiedzieć się w sprawie własnego majątku, ponieważ radni PO oraz prezydent zachęcali swoją postawą, by do referendum nie iść.

Debata publiczna na ten temat odbyła się podczas sesji Rady Miasta, na której radni podejmowali decyzję w tej sprawie. Wielokrotnie przedstawiciele Urzędu Miasta prezentowali w mediach argumenty przemawiające za zbyciem udziałów MPEC. Argumenty te są także zaprezentowane na portalu miejskim www.bialystok.pl” – wyjaśnił białostocki magistrat w komunikacie przesłanym do mediów.

Tyle, że taki majątek nie należał do radnych, ani do prezydenta, tylko do wszystkich mieszkańców. Tym bardziej powinni oni móc zabrać głos w sprawie wspólnego majątku. Platforma z prezydentem już wiele lat temu wprowadzała standardy jak z miasta prywatnego, którym Białystok był i owszem, ale kiedy należał do hetmana Branickiego. Na pewno nie był miastem prywatnym w 2013 roku, kiedy ważyły się losy MPEC. Sam prezydent wielokrotnie podkreślał, że w referendum nie weźmie udziału. Z tym, że on przecież decyzję podjął już dużo wcześniej, podobnie jak i radni wspierającej go do tej pory Platformy Obywatelskiej.

Warto przypomnieć, co w tej samej sprawie miał do powiedzenia wiosną 2013 roku, jeszcze przed referendum, prezes PiS Jarosław Kaczyński, który specjalnie przyjechał do Białegostoku, aby zabrać głos w sprawie sprzedaży miejskiej spółki. Jest to głos zgoła odmienny, odnoszący się w rzeczywistości do faktycznych właścicieli spółki miejskiej, czyli mieszkańców Białegostoku.

- Obywatele są współwłaścicielami wciąż jednak wielkiego majątku, w tym komunalnego. Co prawda w Polsce mamy demokrację przedstawicielską, ale jestem przekonany, iż w sprawach własności – w dużej skali – demokracja bezpośrednia jest jednak konieczna – mówił przed bramą ciepłowni MPEC Jarosław Kaczyński.

Były to i wydaje się, że nadal są, dwie zgoła odmienne postawy, które nie zmieniły się do chwili obecnej. Prezydent, podobnie jak i Platforma Obywatelska, przypominają sobie o głosie mieszkańców w zasadzie w czasie kampanii wyborczej. Nawet teraz wyrażają troskę o 28 milionów złotych z resztówki, choć właśnie ten sam prezydent do pracowników MPEC mówił, że jest wolny rynek i każdy z nich swoje udziały może sprzedać komu chce i za ile chce. Dlaczego sam teraz tego nie chce zrobić?

Dziś Prawo i Sprawiedliwość, które kilka lat wcześniej doprowadziło do referendum w sprawie MPEC, też ma problemy z wsłuchiwaniem się w głos mieszkańców. Ale chodzi przede wszystkim o drobne rzeczy, jak miejsce budowy pomnika, czy nazwy ulic. W sprawach majątku wszystkich mieszkańców działacze partii woleli, aby wypowiedzieli się jego właściciele, czyli właśnie mieszkańcy. Ponad 5 lat temu ten głos nie interesował ani prezydenta, ani radnych Platformy, którzy uznali, że skoro referendum jest nieważne, można sprzedać MPEC. Tyle, że ci, którzy poszli do referendum w zdecydowanej większości sprzedawać swojej spółki nie chcieli. Prezydent ani politycy PO nie wzięli zupełnie pod uwagę faktu, że mogli mieszkańców wprowadzić w błąd obietnicami tak zwanego rozwoju, z którego jak się niedawno okazało, gdzieś się zapodziało ponad 100 milionów złotych już po sprzedaży. Ale troska na ustach o tych samych mieszkańców jakoś nie znika, nawet w sytuacji, kiedy nie można doliczyć się w miejskiej kasie – bagatela – tych ponad 100 milionów.

Wydaje się zasadne w tej sytuacji postawienie zadania zarówno przed prezydentem, jak i radnymi PO, którzy niedawno apelowali do spółki Enea, żeby odkupiła resztówkę. Najpierw niech się znajdzie ponad 100 brakujących milionów, później można prosić o pozostałe 28 milionów złotych. Bo trudno nie zakładać w tej sytuacji, że też gdzieś się po drodze nie zapodzieją.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)


Walka o 28 milionów dla mieszkańców, których głosu nie było komu słuchać komentarze opinie

  • gość 2018-08-07 10:58:21

    Car Truskolaski uważa , że miasto jes jego prywatne.Kiedy rozliczy się ze znikających zabytkowych kamienic

  • gość 2018-08-08 00:34:17

    Na beton były potrzebne pieniądze, bo za mało betonu w mieście, więcej betonu!

  • gość 2018-08-08 00:38:34

    Byliśmy na referendum, pamiętamy frekwencję żałośnie niską, ale też pamiętamy arogancję Truskolaskiego, wtedy był typowym POwcem i jak oni wyprzedawali polski majątek tak i on zrobił i referendum miał gdzieś jak POwce w sprawie sześciolatków czy wieku emerytalnego, prywatne państwo i prywatne miasta, arogancja

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl