Polityka, Weekend Białymstoku marsz wojna ulicach Konflikt dwóch wieżowców - zdjęcie, fotografia

Ten weekend w Białymstoku stał pod znakiem marszów, przemarszów, zabawy i rozróby. Ludzie z lewicowo-liberalnym światopoglądem silnie oburzała różnie okazywana dezaprobata dla środowisk LGBT demonstrujących w sobotnim Marszu Równości. A okazywała ją większość obecnych na ulicach białostoczan: od tych przypadkowych po mocno zmotywowanych do protestu przeciw publicznej promocji gender i odmienności seksualnych. Ci głośno biadali, że Białystok fatalnie się wypromował jako centrum Ciemnogrodu. Prawicowcy i konserwatyści denerwowali się, że na ulicach ich miast promuje się obce im poglądy i robią to w większości przyjezdni. Ludzie, którzy w Białymstoku nie mieszkają i jest to dla nich tylko punkt na mapie. I tak napiętą atmosferę podgrzała dodatkowo sądowa batalia, która rozpętała się w czwartek i piątek.

Zanim doszło do burd na ulicach oraz gigantycznego zamieszania w całym mieście odbyła się wojna na papiery i paragrafy. Po jednej stronie stanął prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski działający w obronie Tęczowego Białegostoku organizującego demonstracje LGBT. Po drugiej: dwaj arcybiskupi (prawosławny i katolicki), duchowni, białostoczanie o tradycyjnych poglądach, opozycjoniści z czasów komuny oraz ponad 20 tysięcy osób podpisanych pod petycją o odwołanie Marszu Równości. No i podlaski marszałek Artur Kosicki. Stosując porównanie z Tolkiena była to wojna dwóch wieżowców: tego ze Słonimskiej z tym na Wyszyńskiego. 

Pierwsze sądowe starcie wygrała wieża ze Słonimskiej. Postawiła na swoim i prawo do zorganizowanej demonstracji mieli w sobotę tylko zwolennicy Marszu Równości. Zwolennicy oprotestowanego skutecznie Marszu Rodzin znaleźli jednak rozwiązanie: zamiast zorganizowanego Marszu Artur Kosicki, marszałek województwa podlaskiego, zaprosił na Przemarsz na Piknik Rodzinny, podczas którego zwolennicy tradycyjnej rodziny zademonstrowali swoje przywiązanie do ważnych dla nich wartości. Przewędrował on spod Kościoła świętego Rocha ulicami Lipową i Rynkiem Kościuszki aż do Pałacu Branickich, gdzie większość zebranych zaczęła wesołą zabawę zorganizowaną przez Urząd Marszałkowski. Był biskup, marszałek, posłowie, ministrowie i ponad 5 tysięcy białostoczan z dziećmi bawiących się aż do wieczora. 

W tym czasie Białystok zmienił się w oblężone miasto co przepowiadał marszałek Kosicki. Ostrzegał przed tym prezydenta Tadeusza Truskolaskiego mówiąc w Radio Białystok, że zgoda na Marsz Równości, prawnicze kruczki i sądowe blokowanie demonstracji zwolenników tradycyjnych wartości skończy się wielkim zagrożeniem dla mieszkańców. Ostrzegał, że Marsz Równości wywoła ogromne emocje, nad którymi ciężko będzie zapanować. 

Prezydent w odpowiedzi oskarżył marszałka, że to jego imprezy wywołują zagrożenie jako kontra wobec demonstracji mniejszości seksualnych wędrujących ulicami miasta (w planie były przemarsze pod dwiema katedrami: prawosławną i katolicką). Jak się okazało rację miał marszałek: na Pikniku Rodzinnym było spokojnie i kto tam się wybrał słyszał tylko huk strzałów i odgłos śmigłowca latającego nad centrum. Poza tym był bezpieczny: mógł się bawić nienarażony na oglądanie poprzebieranych zwolenników LGBT, latających kamieni i butelek oraz przemocy. Awantury, które wybuchły wokół marszu - w tym przemoc niektórych kiboli, którzy zaczęli rzucać kamieniami, petardami i bić uczestników Marszu Równości, nie miały nic wspólnego z marszałkiem. I nawet wyjątkowo zła wola Tadeusza Truskolaskiego oraz osób niechętnych Kosickiemu nie może powiązać jego osoby z wszystkim co oglądaliśmy na ulicach miasta. A działo się sporo: pobicie kilkunastu osób z Marszu Równości, latający kamienie i butelki, strzały z broni gładkolufowej, gaz pieprzowy i utarczki z policją. Przed tym wszystkim ostrzegał wieżowiec z Wyszyńskiego (trzymając się tolkienowskiej symboliki), ale wieżowiec Słonimskiej wiedział swoje. 
 
Pytanie - w jakim stopniu atmosferę na białostockich ulicach podgrzały postanowienia Sądu Apelacyjnego, do którego poskarżył się prezydent Truskolaski protestując przeciw Marszowi Rodzin. Przypomnijmy: najpierw w czwartek Sąd Okręgowy w Białymstoku uchylił decyzję Prezydenta Miasta, który zakazał organizacji Marszu Rodziny w Obronie Tradycyjnych Wartości i Rodzin twierdząc, że marsz ten koliduje z Marszem Równości. Zdaniem Tadeusza Truskolaskiego ten drugi ma prawo przemaszerować ulicami miasta, bo jego organizatorzy zgłosili się jako pierwsi i ponoć zrobili to o 4 sekundy wcześniej niż pozostali (wysłali zgłoszenie kilka milisekund po północy, pozostali zrobili to sekundy później). Podczas wcześniejszej rozprawy administracyjnej w Urzędzie Miejskim urzędnicy Prezydenta nie chcieli pokazać dowodu, że tak istotnie było, choć organizatorzy konkurencyjnych manifestacji wnioskowali o to twierdząc, że sprawa pierwszeństwa jest wątpliwa. Sąd Okręgowy nie zbadał jednak kolejności zgłoszeń uznając, że oba marsze mogą się odbyć, bo prezydent nie udowodnił, że ich jednoczesna organizacja niesie zagrożenie. Sąd uznał, że prezydent Truskolaski zakazując Marszu Rodzin naruszył prawo, bo jego urzędnicy nie zbadali sprawy zagrożeń i nie przedstawili dowodów na ich istnienie. Prezydent nie ustąpił: złożył zażalenie do Sądu Apelacyjnego twierdząc, że wbrew udzielenie zgody na przeprowadzenie zgromadzenia pod nazwą Marsz Rodzin w obronie tradycyjnych wartości i rodziny "może doprowadzić do najścia na siebie dwóch odrębnych światopoglądowo marszów, a w efekcie do sytuacji niebezpiecznej dla zdrowia i życia uczestników zgromadzeń". Sąd Apelacyjny podzielił ten pogląd, choć organizatorzy Marszu Rodzin przekazali pismo, że ich manifestacja odbędzie się o godzinę wcześniej niż Marsz Równości. Sędziowie, za dowód na istnienia zagrożenia, uznali dostarczone przez prezydenta Truskolaskiego pisma nowo powołanego Komendanta Miejskiego Policji. Ten w dokumencie dostarczonym Prezydentowi 18 lipca stwierdził, że "dokonując analizy zagrożeń wynikających z planowanych równolegle zgromadzeń (...)"z uwagi na ich czas i miejsce, istnieje realne zagrożenie kolizji obu marszów i wzajemne ich blokowanie się". Teraz już wiadomo, że niebezpieczeństwo nie leżało wcale w pokojowym marszu kroczącym z modlitwą na ustach czy piknikach dla rodzin. Było zupełnie gdzie indziej. 

W uzasadnieniu postanowienia sędziowie Sądu Apelacyjnego tłumaczyli "Komendant Policji zaznaczył przy tym, że taka sytuacja, w szczególności z uwagi na skrajnie odmienne poglądy uczestników obu zgromadzeń – która to konstatacja,  w świetle zasad doświadczenia życiowego wydaje się być słuszną - może doprowadzić do zagrożenia ich zdrowia lub życia. Z treści tego pisma wynika także, że z uwagi na planowane w owym dniu szereg innych zgromadzeń i manifestacji, zapewnienie bezpieczeństwa ich uczestnikom może być utrudnione."

Paradoksalnie ale zagrożeniem nie był - zdaniem Sądu Apelacyjnego - Czuwanie przy Pomniku Bohaterów Ziemi Białostockiej położonego o kilkadziesiąt metrów od placu NSZ, które odbywa się w tym samym czasie co Marsz Równości. Plac NSZ to miejsce, z którego "Tęczowy Białystok" zaczął  demonstrację LGBT na białostockich ulicach. Prezydent  - działając konsekwentnie w obronie bezpieczeństwa Marszu Równości - także i tej demonstracji próbował zabronić. Tu jednak przegrał - Sąd Apelacyjny tę decyzję Tadeusza Truskolaskiego uchylił. Jak się okazało tu właśnie wybuchła awantura. Rzecz jednak w tym, że nawet gdyby żadna inna demonstracja - poza maszerującymi LGBT - nie była legalna, to do awantur i tak by doszło. O prowokację w tak podminowanej atmosferze nie było trudno. Konserwatywna większość poczuła się sprowokowana m. in. uporem prezydenta, który - w ich opinii - faworyzował stronę przeciwną. Potępiając stanowczo przemoc wobec kogokolwiek ze strony przestępców z kamieniami, butelkami i pięściami trudno nie odnieść się do tego, że zdecydowana większość białostoczan oglądających ten marsz była mu przeciwna. Nawet z relacji uczestników Marszu Równości wynika, że ogromna większość obecnych patrzyła na nich z niechęcią, obrzydzeniem i okazywała ją na różne sposoby: od pogardliwych spojrzeń i słów, przez wyzwiska i obraźliwe gesty aż po próby blokowania marszu. Ich niechęć oraz przemoc radykałów spodowała, że trasa marszu ostatecznie uległa zmianie. I nic nie pomogło, że prezydent Truskolaski zarejestrował tylko Marsz Równości, bo organizatorzy Marszu Rodzin wysłali mail z zawiadomieniem 4 sekundy później. Atmosferę podgrzał fakt, że nie chciał tego udowodnić zainteresowanym każąc wierzyć im w zapewnienia jego urzędników. 

Mimo, że zgodnie z ustawą o zgromadzeniach decyzja Sądu Apelacyjnego jest już ostateczna cała sprawa może mieć sądowy ciąg dalszy. A to dlatego, że organizatorzy Marszu Rodzin zamierzają złożyć skargę do prokuratury i sądu na prezydenta Truskolaskiego. 

- Będziemy chcieli pociągnąć prezydenta do odpowiedzialności przed sądem. W tej sprawie jest cała masa uchybień plus przekroczenie uprawnień przez prezydenta. Na pewno nie pozostawimy też sprawy kolejności zgłoszeń - powiedzieli organizatorzy redakcji DDB24.

Gabriel Ejsmont 

KOMENTARZ

KTO SIEJE WIATR? KTO ZBIERA BURZĘ

Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie - mówiła matka Kazimierza Pawlaka wsadzając granaty synowi do koszyka, gdy ten jechał do sądu na proces o zastrzelonego kota. Nie wiedzieć czemu akurat ta scena z niezapomnianych "Samych swoich" przyszła mi na myśl, kiedy czytałem wyrok i uzasadnienie białostockiego Sądu Apelacyjnego. Tyle, że w lipcu 2019 roku matka Kargula powinna powiedzieć: "Sprawiedliwość sprawiedliwością, ale sąd nie jest po naszej stronie". I nawet granaty w zapasie niewiele by pomogły. Jak to mawiają na Podlasiu: "bez wódki tego nie zrozumiesz"... 

Trzech ludzi w togach przyjmując mętne argumenty prezydenta Tadeusza Truskolaskiego oraz lęki Komendanta Miejskiego Policji w Białymstoku (jest nim raptem od kilku dni, a przybył z powiatowego Bielska Podlaskiego) zakazali Marszu Rodzin uznając, że może być niebezpieczny. I nie ma znaczenia, że marsz obrońców tradycyjnej rodziny szedłby ulicami Białegostoku o 13, a godzinę później jego uczestnicy udaliby się na Piknik Rodzinny przy Pałacu Branickich. Sędziowie w Białymstoku zupełnie nie odnieśli się do tego, że z jakichś powodów magistrat nie chce pokazać w jaki sposób zgłoszenie "Tęczowego Białegostoku"  o 4 sekundy wyprzedziło kilkanaście innych zgłoszeń konkurencji.  No i mamy pierwszy paradoks: wolność manifestacji jest  wprawdzie zagwarantowana w Konstytucji, ale tylko dla tych, którzy zgłosili to jako pierwsi. A tym kto jest pierwszy decyduje Prezydent, który udowadniać tego nie musi. Dlaczego nie musi? Nie musi, bo nie. 

Analizując uzasadnienie sądu - po odrzuceniu prawniczej nowomowy  o wolności zgromadzeń i świętości konstytucji - wychodzi na to, że najważniejsze z tych wszystkich praw człowieka i obywatela jest bzdurne kryterium kolejności, choć zgłoszenia innych chętnych nadeszły w tej samej minucie. 4 sekundy. To i widzimisię urzędników ważą w Białymstoku o wolności zgromadzeń. Taka sytuacja. 

Analizując jednak dalsze poczynania sędziów z apelacji dochodzę do wniosku, że Temida w Białymstoku jest nie tylko ślepa (jej postać umieszczana na posągach w sądach ma zawiązane oczy), ale i inteligentna inaczej. Sędziowie wyrazili zgodę na czuwanie przy pomniku na Placu NSZ akurat w tym samym czasie, kiedy ruszał Marsz Równości. Dla niezorientowanych: między Placem NSZ, gdzie się uczestnicy parady LGBT  zbierali się i wyruszali do Pomnika Bohaterów jest zaledwie rzut kamieniem. Dodam, że użyte przez mnie określenie odległości nie jest wcale przypadkowe, bo ten rodzaj pomiaru był w sobotę wielokrotnie sprawdzalny.  I aż dziw bierze, że  szef białostockiej policji nie widział zagrożeń właśnie tu, ale w Marszu Rodzin. Pewnie teraz tego gorąco żałuje.

Nie wiem czy swoich decyzji nie żałuje prezydent Tadeusz Truskolaski. Rejestracja Marszu Równości to jedno, ale jego obrona w sądzie i niechęć do przedstawienia dowodu, że faktycznie jego organizatorzy byli pierwsi to błąd. Tak samo jak błędem było odmawianie możliwości organizacji Pikniku pod katedrą. Wtedy spokojna enklawa miałaby miejsce w centrum miasta i to marszałek musiałby się martwić jak zapanować nad ewentualnymi ekscesami kibiców w tej części Białegostoku.

Poza tym jak dowiodła rzeczywistość zagrożenie związane z Marszem jednak było realne i można było odmówić jego rejestracji. A nawet gdyby sąd tą decyzję uchylił to Truskolaski nie znalazłby się w roli obrońcy LGBT i jednego z współodpowiedzialnych za uliczne wojny w Białymstoku w to sobotnie popołudnie. A tak nie dość, że nie wybroni się z zarzutu braku wyobraźni co do zagrożeń to jeszcze podpadł obu arcybiskupom, sporej części białostoczan z przekonaniami prawicowymi i centrowymi. To go kiedyś zaboli, bo miał tam sporą część zwolenników lub życzliwie neutralnych. 

Prezydentowi Tadeuszowi Truskolaskiemu gratuluję zwycięstwa w sądowej batalii. Postawił na swoim i tęczowy marsz przeszedł ulicami Białegostoku, a Marsz Rodzin nie. Awantury na ulicach też przeszły ulicami miasta towarzysząc Marszowi Równości co było - niestety - nieuchronne. I przewidywali to wszyscy poza prezydentem. Nie wiem tylko jak po tej sobocie spojrzy w oczy tych białostoczanom, którzy chodzą do kościołów i cerkwi. 

Nic nie zmieni oczywistego faktu, że to Prezydent Białegostoku odpowiada za to, że w sobotę  na ulicach naszego miasta manifestowali głównie ludzie spoza Podlasia eksponując wartości LGBT, a białostoccy katolicy i prawosławni pozbawieni zostali prawa manifestacji innych wartości. Zostali upokorzeni mianem ciemnogrodu między innymi przez pisarza Jacka Dehnla. Ten warszawiak to zdeklarowany gej, który w sobotę maszerował ulicami miasta i na swoim profilu opisał przebieg Marszu Równości z perspektywy uczestnika. Wszyscy przeciwnicy mają gęby prymitywów, nazioli, chorych z nienawiści. Nawet modlący się za mniejszości seksualne byli odrażający dla Dehnla. W sumie wypisz-wymaluj brakujące ogniwa w ewolucji między małpą a człowiekiem, a ich przodkowie z pewnością mordowali Żydów. Każdy - dokładnie każdy - kto nie patrzył z zachwytem na maszerujących był po tej ciemnej stronie. Uczestnicy marszu zaś to odważni wrażliwcy, ofiary prześladowania i dumni potomkowie dawnych bohaterów. Nieliczni ich pozdrawiający to szlachetne postaci o subtelnych rysach... Ech... Lewactwo ma szczęście, bo Dehnel to artysta słowa, choć to co nimi wyraża to podłość równa tym drabom, którzy w sobotę bili i rzucali kamieniami. Koniec końców: Białystok został odmalowany jako ciemnogród. I całe lewactwo Polski i świata tak właśnie skojarzy stolicę Podlasia. Dziennikarskie relacje tak wymalowały Białystok i nie trzeba było być mędrcem, aby to przewidzieć. 

Tego upokorzenia Białystok nie zapomni przez długie lata, bo ono właśnie boli najbardziej i jest pamiętane najdłużej. Nie zapomni się też tego, że kiedy maszerowali tęczowi (w większości goście spoza miasta) to miejscowi nie mieli tego prawa. Długo też nie zapomniane będzie, że to marszałek Artur Kosicki stanął w obronie tradycyjnych wartości i rodzin, a  prezydent Tadeusz Truskolaski znalazł się po drugiej stronie barykady. I tu drugi paradoks: były tancerz i diskopolowiec jest obrońcą tradycji, a deklarujący konserwatyzm profesor został obrońcą tęczowej parady. Tak już jest, że o postawie świadczą czyny, nie słowa. 

I na koniec jeszcze jedna dykteryjka: na sali sądowej stawił się prosty rolnik z zapadłej wsi. Mocno zmieszany dopytywany przez sędzinę o swoje personalia zaczął tytułować ją określeniem. "Wysoka Sprawiedliwości". Sędzina - po kilkukrotnie zwróconej uwadze, że trzeba mówić "Wysoki Sądzie" - zniecierpliwiona wreszcie powiedziała podniesionym głosem: "Tu nie ma żadnej sprawiedliwości. Tu jest sąd". Nie wiem, gdzie się to działo, ale jakoś ta historia tutaj pasuje. 

Na koniec: w niedzielę przeszedł marsz obrońców tradycyjnej rodziny. Ponad tysiąc osób przeszło spokojnie - bez burd i awantur. Dzień wcześniej tak samo spokojnie i bez rozrób przeszedł Przemarsz na Piknik Rodzinny, który na banerach i transparentach miał tradycyjne wartości. Kto tu zatem sieje wiatr? I kto zbiera burzę?

Gabriel Ejsmont

Reklama

Weekend w Białymstoku: marsz i wojna na ulicach. Konflikt dwóch wieżowców komentarze opinie

  • gość 2019-07-22 09:27:18

    Jest jeszcze trzeci "wieżowiec" może mniej rzucający się w oczy. Przed marszem zostaje zmieniony komendant policji. Nowym zostaje pan z Bielska Podlaskiego - osoba nie znająca realiów miasta. Policja przyjęła chyba za "punkt honoru" przeprowadzenie marszu przez miasto. Widząc skrajny opór mieszkańców powinno się go szybko zakończyć, w sobotę było "po trupach do celu". Widać to dokładnie na Legionowej przy katedrze. Zmiana trasy z Mickiewicza w kierunku katedry - cel zmylenie kontr demonstrantów. Zablokowanie połączenia pałacu z Rynkiem Kościuszki. Otworzenie siłowe przejścia ulicą opodal katedry.Zagazowani ludzie i dziennikarze - większość z pikniku marszałka ( widać to na filmikach z legionowej - policja bez powodów przebija się przez transparent i gazuje ludzi). Tylko determinacja mieszkańców miasta pozwoliła aby marsz nie doszedł do końca mimo kolejnej prowokacji czyli kierunek w stronę pomnika z napisem Bóg Honor Ojczyzna.Kto miał w tym cel? Kto nadzoruje policję? Co ma do powiedzenia poseł - minister z prowincji. Uczestnicy marszu dziękowali Policji , mieszkańcy miasta niestety nie. Czasy i Policja PO wróciła nad Białą? Czy trzeci "wieżowiec" chciał coś politycznego ugrać. Te pytania powinny być postawione przed wyborami.

  • gość 2019-07-22 09:39:37

    Jest jeszcze trzeci "wieżowiec" może mniej rzucający się w oczy. Przed marszem zostaje zmieniony komendant policji. Nowym zostaje pan z Bielska Podlaskiego - osoba nie znająca realiów miasta. Policja przyjęła chyba za "punkt honoru" przeprowadzenie marszu przez miasto. Widząc skrajny opór mieszkańców powinno się go szybko zakończyć, w sobotę było "po trupach do celu". Widać to dokładnie na Legionowej przy katedrze. Zmiana trasy z Mickiewicza w kierunku katedry - cel zmylenie kontr demonstrantów. Zablokowanie połączenia pałacu z Rynkiem Kościuszki. Otworzenie siłowe przejścia ulicą opodal katedry.Zagazowani ludzie i dziennikarze - większość z pikniku marszałka ( widać to na filmikach z legionowej - policja bez powodów przebija się przez transparent i gazuje ludzi). Tylko determinacja mieszkańców miasta pozwoliła aby marsz nie doszedł do końca mimo kolejnej prowokacji czyli kierunek w stronę pomnika z napisem Bóg Honor Ojczyzna.Kto miał w tym cel? Kto nadzoruje policję? Co ma do powiedzenia poseł - minister z prowincji. Uczestnicy marszu dziękowali Policji , mieszkańcy miasta niestety nie. Czasy i Policja PO wróciła nad Białą? Czy trzeci "wieżowiec" chciał coś politycznego ugrać. Te pytania powinny być postawione przed wyborami.

  • SPEED a Policja - niezalogowany 2019-07-23 04:40:17

    ppolicja zamówiła 140 sztuk nieoznakowanych BMW za kwotę 27.000.000 zł = 192.858 zł za sztukę ! ! ! ! tak się bawi tak się bawi policja ..... .... ....

    policja nigdy nie dbała , nie dba i nie będzie dbała o bezpieczeństwo bo nawet nie wnioskują o likwidację \\" zielonych strzałek \\" , a te wyścigowe BMW po 200.000 za sztukę to DBAŁOŚĆ ale o BIZNES sprzedawcy BMW ! = jest 2019 rok są satelity , internet , radiostacje , przekaz z kamer, co 20 km Posterunek Policji więc podaj choćby 1jeden sensowny argument co robi 3X więcej auto za 200.000 od auta za 70.000 ? ! ... skoro Policja nie zadała sobie trudu użycia MÓZGU ile można za 200.000 zrobić MONITORINGU na DROGACH to kolejny raz widać że na Policję to nie ma co liczyć że może zrobi coś mądrego !

  • mieszkaniec - niezalogowany 2019-07-24 08:47:23

    tyle wysiłku, żeby popełnić taki haft tendencyjny. Logika zaiste kuriozalna - winni są młodzi ludzie, idący tanczac, śpiewając, przekazując znaki pokoju (sic!) , bo chcą równych praw, jak reszta ludzi (bo to ludzie) . Winni bo? Bo wzburzyli krew "obrońców" wartości - rycerzy z bluźnierstwem i bogiem na ustach zarazem., z kamieniem w ręku i petardą. Nie można drażnić "rycerzy" kolorowym strojem i hasłami miłości innej niż "jedynie słusznej", dla prawilnych mózgów niepojętej. Winni, choć to oni byli adresatami wyzwisk i klątw zdewociałych bab, z rózancem w ręku i pianą na ustach . Ukarani za to, że żyją i wychylają nos na ulicę. I jak się teraz ma ten tekst do tego co mówił premier tego rządu i szef waszego marszałka? Mam nadzieję, że on i wszyscy odpowiedzialni za tę zadymę i taki wizerunek miasta poniosą konsekwencje

  • KONIN - niezalogowany 2019-07-26 11:07:01

    Wstyd dla waszego miasta, kraju i świata. CNN nawet mówią o Was i dziwią się co to za dziki kraj.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"