-0°C bezchmurnie

Winda – normalnie obiekt funkcjonalny. Winda w Białymstoku – obiekt niefunkcjonalny

O problemach z windami w przejściach podziemnych nasza redakcja informuje co jakiś czas. I to od momentu ich instalacji. Największy problem z nimi jest taki, że mimo tych informacji o problemach, nie jest on rozwiązany od lat. Niepełnosprawni i rodzice z dziecięcymi wózkami w Białymstoku muszą nabyć nowych umiejętności – fruwania nad ulicami.

To, że w całym cywilizowanym świecie od dawna odchodzi się od pomysłów spychania pieszych do podziemi kosztem upłynniania przejazdu samochodów, to wiedzą już niemal wszędzie. Niestety, ta informacja nie jest w stanie przebić się przez chyba jakiś bunkier atomowy, który musi gdzieś istnieć w okolicach czwartego piętra biurowca na Słonimskiej. Jeśli nie bunkier, to coś innego musi w każdym razie blokować przepływ normalnych informacji ze świata cywilizowanego, skoro prezydent i jego urzędnicy od kilku lat nie są w stanie pojąć, że takie rozwiązania nie są nawet uznawane za dobre w krajach trzeciego świata.

Nie są również dobre w Białymstoku. Między innymi dlatego, że organizacja przejść podziemnych od momentu ich otwarcia jest mocno daleka od dobrej i nawet nigdy nie zbliżyła się do doskonałej. Powód? Niedziałające windy, które mają służyć osobom niepełnosprawnym, rodzicom z dziecięcymi wózkami czy osobom starszym, które nie są w stanie samodzielnie pokonać stromych schodów.

- Tu strach wsiadać. Byłem na zakupach w poniedziałek i jak wracałem z zakupami, to zaraz po wejściu winda stanęła i nie chciała ruszyć. Wystraszyłem się. Ale potem nacisnąłem guzik i trzymałem stale i winda tak jakby skakała i jakoś mnie dowiozła na górę. Więcej nie wsiadam! – mówił Józef Gryciuk.

- Ja chodzę na zakupy na giełdę codziennie. Jeden raz tylko winda działała. I co? Mam codziennie stać i dzwonić tu ze swojego telefonu? Czy nie można coś raz normalnie naprawić, żeby ludziom służyło? Jak porobili te bunkry pod ziemią, to niech dbają, żeby działało jak trzeba. Kiedyś tego nie było i człowiek chodził normalnie, a teraz łaź po tych schodach jak potępieniec! – dodała kobieta.

Z tym, że te komentarze były udzielane naszej redakcji blisko pięć lat temu, bo jeszcze na początku stycznia 2014 roku. Od tamtej pory trochę się zmieniło. Nawet więcej niż trochę. Od dwóch lat windy w zasadzie w ogóle nie działają, więc nie ma obawy, że ktoś się będzie pieklił, że raptem nie działa Nie działa, to nie działa, koniec tematu, sprawa zamknięta. Byliśmy na miejscu i sprawdzaliśmy jak wygląda przejście podziemne oraz czy windy faktycznie nie działają. A sprawdzaliśmy dlatego, że do redakcji co chwila wpływały sygnały, że od dawna tymi urządzeniami nikt kompletnie się nie interesuje. Czy to prawda i jak to wygląda widać na nagraniu wideo zamieszczonym powyżej.

Ale tymi windami nie interesował się chyba nikt i to już od bardzo dawna. Jeszcze w 2013 roku kiedy pisaliśmy o awariach, urzędnicy bagatelizowali temat i przekonywali, że za chwilę będzie naprawione. Było, na chwilę i znów była kolejna awaria. Jedna z wind została poważnie uszkodzona w 2014 roku. Wówczas kobieta jadąca autem nagle zasłabła i wjechała w urządzenie. Naprawa ciągnęła się bardzo długo, ale urzędnicy zapewniali, że będzie naprawione.

- Po wycenie kosztów naprawy i sprawdzeniu sprawności windy, dnia 8 kwietnia 2014 r. wszczęto procedurę zgodnie z przepisami Prawo Zamówień Publicznych w formie zapytania ofertowego na naprawę uszkodzeń. W dniu 28 kwietnia wyłoniono wykonawcę na przeprowadzenie napraw. Naprawa i przywrócenie sprawności windy powinny się zakończyć, zgodnie z umową, do 30 maja 2014 r. – poinformowała wówczas Beata Kołakowska z Departamentu Prezydenta Miasta.

To mamy końcówkę roku 2018 i dziś można znów postawić to samo pytanie. Choć można zapytać też i samych siebie – po co zadawać to pytanie, skoro odpowiedzią w zasadzie od lat jest działanie w postaci jego braku. Na dodatek to nie jest jedyne miejsce, które tak „ułatwia” ludziom życie i pozwala na bezpieczne i bezproblemowe przedostawanie się z jednego brzegu ulicy na drugi.

- Patrząc dalej w kierunku ulicy Wasilkowskiej jest kładka z "windami". Efekt użycia ich jest identyczny – napisał na naszym redakcyjnym fanpage pan Patryk.

Ale skoro prezydentowi zależało na tym, żeby ciągnąć obwodnice przez miasto, a nie poza nim, to mieszkańcy mają dzięki temu dodatkowe powody do aktywności fizycznej. Szkoda, że w tym temacie nie pomyślano o ludziach niepełnosprawnych i starszych, dla których ten tor przeszkód jest kompletnie nie do pokonania. Innego przejścia dla pieszych w najbliższej okolicy zwyczajnie nie ma. Nie da się przejść żadnym szlakiem, oprócz tego podziemnego.

W normalnym mieście, windy są obiektami funkcjonalnymi, czyli w języku potocznym – ułatwiającymi życie. W mieście wojewódzkim z zapędami metropolitalnymi, ten wynalazek jeszcze z początków ubiegłego wieku, wskazuje jednak, że windy są obiektami niefunkcjonalnymi. I w białostockim przypadku – zwyczajnie nie spełniają swojej roli, do której normalnie służą w każdym cywilizowanym mieście. Być może prezydent z urzędnikami zgodnie z nowoczesnymi zapędami oczekują, że mieszkańcy nauczą się fruwać nad jezdnią. Na pewno wtedy wiele by to problemów rozwiązało.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)


Winda – normalnie obiekt funkcjonalny. Winda w Białymstoku – obiekt niefunkcjonalny komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się