Z osiedla Białostoczek prosto na Stoczek. Najedliśmy się jak za króla Jagiełły

Felietony, osiedla Białostoczek prosto Stoczek Najedliśmy króla Jagiełły - zdjęcie, fotografia

Skoro dziś sobota, to pora na nieco wieści o kolejnej miejscówce, którą testowaliśmy obiadowo w większym gronie. I tak, w naszym kulinarnym rejsie po okolicy, trafiliśmy do małej miejscowości – ostatnio odmienianej przez wszystkie możliwe przypadki, na każdej antenie dowolnej telewizji. A to wszystko za sprawą niejakiego kornika drukarza. Zatem jakoś tak wyszło, że trafiliśmy do Stoczka.

Trop kornika drukarza powiódł nas na południe regionu do urokliwej miejscowości. Białowieża, bo niej właśnie mowa, jest znana niemal w całej Polsce za sprawą leżącej obok słynnej Puszczy Białowieskiej. Jak już wiadomo grasuje tam kornik drukarz, a wraz z nim opętani dziwną wizja ratowania świata przed wszystkim i przed niczym – tak zwani ekolodzy. Ich też nasza niepoprawna politycznie redakcja nazywać będzie już ekoterrorystami. Dlaczego? Tego dowiecie się dalej.

Białowieża to miejscowość znana nie tylko z Białowieskiego Parku Narodowego, ale także z wysoko rozwiniętej bazy turystycznej. Co za tym idzie, to idzie przede wszystkim tam także dobrze zjeść. Z szeregu restauracji dostępnych w okolicy wybraliśmy tę o nazwie „Stoczek”. Ulokowana w starym domu, z ładnie dobudowanym oszklonym patio, skromnym napisem – nie sprawia na pierwszy rzut oka wrażenia mocno zachęcającego do wizyty. Nasza redakcja podjęła ryzyko, gdyż po niemalże godzinnej podróży z Białegostoku, delikatnie zgłodnieliśmy i nie mieliśmy już ochoty na szukanie innych wrażeń.

Pod lokalem zaparkować nie ma gdzie, ale dość szybko okazało się, że parking jest, dokładnie naprzeciwko restauracji. Ładny, zadbany, zielony na dodatek. Nawiasem mówiąc świetny pomysł z takim parkingiem. Ale już pod lokalem miny nam trochę zrzedły. Przed samym wejściem można było zobaczyć menu i niestety ceny. Zupa za 18 zł? Zupa za 20 zł? Od razu zaczęliśmy się zastanawiać, czy ta zupa jest z telewizorem? Czy może na dnie talerza jest jakaś zdrapka i można wygrać poloneza? Popatrzyliśmy jeszcze na cennik innych dań i w zasadzie już mieliśmy zawracać na parking i grzać z powrotem na kebsa do Białegostoku. Ale zaraz się ogarnęliśmy, że skoro miastowe ludzie ubrały nowiuśkie lakierki i wypachnili się jak na pierwszą randkę, to przynajmniej poudajemy, że nas stać. Ostatecznie umówiliśmy się, że jakby co, to skończymy na zupie. Więc klamka w dół i poszli.

Po wejściu okazało się, że byliśmy jedynymi klientami, co w niedzielne popołudnie wydawało się nam co najmniej dziwne. No ale cóż, „słowo się rzekło, kobyłka u płota”. Okazało się, że trafiliśmy do restauracji z prawdziwego zdarzenia. To jakby już sugerowały ceny w menu przed lokalem i niestety wewnątrz inne nie były. Ale i sam wystrój wnętrza można opisać jednym zdaniem „grubo” i „bogato”. A skoro grubo i bogato, to i tak jakoś grubo nam się zamówiło. Na początek miejscowe piwo, polędwiczki wieprzowe, schabowy, kaczka, rosół z pierogami z mięsem żubra. Kierowca jak zwykle obył się bez miejscowego trunku i żeby widzieć na oczy w drodze powrotnej zamówił bezpieczną lemoniadę gruszkową.

Rosół bomba! Prawdziwy, gorący z porządnymi pierożkami i chyba z mięsem z żubra, bo smakowało inaczej niż zwykłe mięso, więc zakładamy, że jednak z żubra. Polędwiczki świetnie przyrządzone. Idealnie doprawione. Lekko się kroiły, nie były za twarde, ani miękkie, po prostu idealne. Identycznie było z gotowanymi warzywami – wszystko tak jak trzeba, że nawet nie było za kelnera obstawić. Już myśleliśmy, że przynajmniej przyczepimy się do schabowego. A tu masz! Ogromiasty, porządna panierka, nie za mocno przysmalony na patelni i jeszcze z kwiatuszkami na talerzu. Wszystko w dużych porcjach. Została jeszcze ta kaczka. Napisali, że bez kości i była bez kości. Napisali, że była z kluskami i była. A kluseczki takie, że paluszki lizać, człowiek z talerzem by zjadł. Najedliśmy się jak za króla Jagiełły. A skoro ugoszczono nas po królewsku, to zamówiliśmy jeszcze deser. To były jabłuszka w poduszkowym cieście i z lodami. Jakby tak w raju karmili, to by na tym świecie grzeszników nie było.

Obsługa lokalu świetnie przygotowana do swojej roli. Kelner i kelnerka, którzy nas obsługiwali, wiedzieli wszystko – czy coś jest smażone, pieczone, czy gotowane, czy podaje się z ziemniakami, czy z chlebem. Potrafili doradzić alkohol i deser i byli mili, jakby właśnie specjalnie czekali od stycznia na takich gości jak my. Restauracja jest bardzo dobrze przygotowana pod każdym względem do obsługi kulinarnej i to na najwyższym poziomie. W zasadzie na wyjściu dopiero zauważyliśmy, że Stoczek znajduje się w żółtym przewodniku Gault&Millau, co oznacza, że tu wszystko jest na najwyższym poziomie kulinarno-restauracyjnym. 

Teraz słów kilka o ekoterrorystach. Bo tak się składa, że kiedy weszliśmy do Stoczka, to faktycznie byliśmy jedynymi gośćmi. Dość szybko zaczęli jednak przychodzić ludzie w dresach i adidasach. I to wcale nie był nikt z Dziesięcin, ani ze Starosielc. Po gadce było słychać, że też nie dotarli tu z Grajewa. Warszawka zjechała, a raczej zeszła… prosto z lasu. Niedaleko nas usiadło kilka osób, które nie krępowało się rozmową o blokadzie puszczy, z której prosto wpadli na obiad. I po chwili lokal był niemal pełny. W zasadzie byliśmy tam najbardziej elegancko ubranymi ludźmi, bo reszta – dresy, kurtki ortalionowe, plecaki obok. Część to turyści. Ale niemało było tak zwanych obrońców puszczy, którym smakowało mięso z żubra i inne dary lasu i okolic. To nas mocno zastanowiło, że w końcu nie najbogatszych ekologów, stać na obiady w cenach mocno wykraczających poza standard. No nic to… może wygrali tę zdrapkę na dnie talerza. U nas w każdym razie zdrapki nie było i rachunek trzeba było zapłacić taki, że portfel płakał, jak się otwierał. Ale powiemy Wam, że warto. Portfel płakał, ale żołądki się radowały. Warty Stoczek swoich cen.

Tubylcy, których spotkaliśmy w Białowieży nie byli zdziwieni, że dresy się stołują po eleganckich miejscach. Żadnego zdziwienia nie było też, że wcześniej własnym ciałem ochraniają kronika, żeby za chwilę pić piwo ze świerkiem. Niestety, tym martwym. Musimy jeszcze dodać, że trochę pokręciliśmy się po okolicy, bo cudna i uznaliśmy, że warto by było jeszcze do mieściny przyjechać, tylko może niech już portfel się nie awanturuje i nie robi scen. I teraz nie mamy dobrych wiadomości. W Białowieży nie ma tanich lokali. Wszystkie są na wypasie i portfel trzeba będzie ciągnąć z kieszeni jak barana lub osła. Szkoda, bo ludzi jest sporo, ale po taniości, to szukaj jedzenia dopiero gdzieś w Hajnówce.

Wiemy też, że interesują niektórych wizyty w toalecie, więc jeśli chodzi o Stoczek, to śmiało. Dużo miejsca, można nawet się położyć i trzepnąć selfie. Dwoma słowami – komfortowo i bezpiecznie. Co ważne – można się skupić, bo toalety są na samym końcu sali w przeszklonym patio.

SKALA 1-6

WYSTRÓJ – 5,0

POTRAWY – 5,0

SERWIS – 5,5

CZYSTOŚĆ,TOALETA – 4,0

MENU – 3,5

Nasza łączna ocena restauracji Stoczek w Białowieży to 4,6. Stwierdzamy, że warto tam pojechać, zjeść i pokręcić się po okolicy. Jest pięknie, choć nie tanio. Ale polecamy to miejsce z całego serca. Za tydzień na naszych łamach pojawi się opis kolejnej miejscówki, którą odwiedziliśmy. Stay tuned.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska o Maciej Kudrycki)

Z osiedla Białostoczek prosto na Stoczek. Najedliśmy się jak za króla Jagiełły komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2017-10-14 10:17:55


    Haha, dziennikarze z Białegostoku zazdroszczą, że normalnych ludzi z Polski stać na obiad za 100 zł. Widocznie jaka praca- taka płaca. A wtedy tylko wszystko ,,po taniości". Wyrazy współczucia. Bido ty moja ,bido.


  • Gość - niezalogowany 2017-10-14 20:40:52


    Odwiedzam Białowieżę od 20 lat,potwierdzam jakość "Stoczka",a ta wstawka o ekologach była bardzo niesympatyczna - wstyd.


  • Gość - niezalogowany 2017-10-15 11:11:45


    Ekozwisy to banda obłudników.


  • gość 2017-10-17 21:05:20


    Ale bzdura z tymi ekologami. Wyobraźnia iście dziecięca. A w Białowieży są tańsze lokale - trzeba tylko poszukać.


  • gość 2017-10-17 21:07:51


    Ale bzdura z tymi ekologami. Po pierwsze - dowód? Po drugie - zaglądaliście im do talerza. Dziecięcy wymysł. A w Białowieży są tańsze lokale, przed Hajnówką również.


Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama