Polityka, Zgrany polityczny Gdzie ojciec - zdjęcie, fotografia

Od początku kampanii wyborczej Krzysztofowi Truskolaskiemu w spotkaniach z mieszkańcami często towarzyszy prezydent Białegostoku, prywatnie ojciec kandydata na posła. Czyżby ten młody poseł, który ubiega się w kampanii o reelekcję, sam nie dał rady? Czy może udział prezydenta ma wzmocnić kandydata w zbieraniu głosów?

Już od lipca tego roku swoją kampanię do polskiego Parlamentu prowadzi dość intensywnie Platforma Obywatelska w ramach Koalicji Obywatelskiej. Członkowie sztabu wyborczego spotykali się w naszym województwie między innymi z mieszkańcami Białegostoku czy Augustowa. W tym gronie był Krzysztof Truskolaski, kandydat na posła z ramienia tego komitetu, ale także obecny był prezydent Białegostoku, choć on sam nie kandyduje do żadnej izby na Wiejskiej w Warszawie.

Tadeusz Truskolaski był obecny na wielu spotkaniach w całym województwie podlaskim. I nie tylko w dni wolne od pracy, jak soboty, czy niedziele, ale również w dni powszednie. Spotkania z wyborcami czy politykami samorządowymi, na których obecni byli dwaj Truskolascy, odbywają się w różnych godzinach, ale zazwyczaj popołudniami. Stąd pojawiają się pytania, czy Tadeusz Truskolaski w czasie tych wyjazdów wspiera syna w kampanii czy prowadzi inne działania, ale nade wszystko, czy wykorzystuje do tego choćby służbowe auto?

[person:55291]„W jakim charakterze uczestniczy Pan w spotkaniach z Mieszkańcami Województwa Podlaskiego organizowanych przez Koalicję Obywatelską, w których uczestniczy Pana syn Poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Truskolaski? W charakterze Prezydenta Miasta Białegostoku czy osoby prywatnej?

Czy Pana zdaniem udział Prezydenta Miasta Białegostoku (a tym samym przedstawiciela wszystkich Mieszkańców reprezentujących różne poglądy polityczne) w kampanii wyborczej Koalicji Obywatelskiej jest etyczny?

Czy w powyższych spotkaniach (czy też organizacji Pana udziału w spotkaniach w ramach kampanii POKO) biorą udział inni podlegli Panu pracownicy?

Czy podczas w/w spotkań korzysta Pan z przywilejów Prezydenta Miasta Białegostoku, tj. samochodu służbowego, telefonu, czy korzystał Pan z jakiegokolwiek mienia Miasta Białystok?

Czy nie powinien Pan w tym czasie zajmować się pilnymi sprawami Mieszkańców Białegostoku?” – pyta prezydenta Białegostoku radny PiS Henryk Dębowski.

Krzysztof Truskolaski jest jedynym politykiem walczącym o głosy wyborców, który jeździ na spotkania z wyborcami z własnym ojcem. To może dziwić tym bardziej, że jego ojciec jako prezydent Białegostoku wprowadził w urzędzie miejskim kodeks etyki, w którym nakazuje się wszystkim pracownikom załatwianie spraw w sposób całkowicie apolityczny. Tymczasem część mieszkańców widząc wspólne zdjęcia, albo też będąc przypadkowymi uczestnikami spotkań z wyborcami, ma mieszane uczucia widząc duet Truskolaskich.

- Na początku wakacji byliśmy w Suwałkach u rodziny i tam spotkaliśmy naszego prezydenta, który chodził i rozmawiał z mieszkańcami tak jak kandydaci co startują w wyborach. Dziwnie to wyglądało. Szczególnie, że obok szedł jego syn, który jest kandydatem na posła. To co? To on w tym wieku nie jest samodzielny? Takie jest moje wrażenie, że nie jest i prezydent niepotrzebnie się z nim pokazuje i jeździ jak ciotka przyzwoitka – napisała do naszej redakcji Pani Dorota.

- Podobno poseł Truskolaski junior chce być postrzegany jako polityk niezależny od swojego taty prezydenta – zatem wydaje mi się, że wspólne jeżdżenie z własnym ojcem prezydentem w czasie kampanii mu w osiągnięciu tego celu nie pomaga. Wręcz przeciwnie, utwierdza wszystkich, że jest po prostu politycznie od ojca zależny. A tak po ludzku, z tego co wiem, to Krzysztof Truskolaski ma już ukończone 18 lat – to chyba obliguje do tego, by prowadzić własne działania polityczne bez "opieki" rodziców – skomentował naszej redakcji również wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz, który jest z tego samego rocznika co poseł Truskolaski.

Na przykład Tomasz Cimoszewicz też ma ojca polityka. Włodzimierz Cimoszewicz, który zapowiadał polityczną emeryturę ponad cztery lata temu, do polityki jednak wrócił i w maju tego roku zdobył mandat europosła w Warszawie. Ale on nie jeździ ze swoim synem po wszystkich miasteczkach i wioskach po Podlasiu. Nie jeździł także cztery lata temu, a wręcz mówił publicznie, że nie będzie pomagał synowi w polityce i w walce o głosy wyborców. Dodał nawet, że wolałby, aby syn w ogóle zmienił nazwisko, aby miał swój własny dorobek.

- Dlatego, że na razie nie ma w swoim życiorysie niczego, co mógłby przedstawić jako swój dorobek własny – w działalności publicznej, społecznej itd. Bardzo bym nie chciał, żeby syn zaczynał karierę wykorzystując tylko wspólne nazwisko – mówił Włodzimierz Cimoszewicz na antenie stacji TVN24 przed wyborami do Parlamentu w 2015 roku. – Kiedyś, kilka miesięcy temu, gdy wspomniał (o swoich planach – dop. red.), bardzo otwarcie mu powiedziałem: dobrze, zmień nazwisko na Jan Nowak i kandyduj. Wtedy będzie to sprawdzian, czy ludzie chcą ciebie, czy nazwisko – dodał.

Krzysztof Truskolaski miał cztery lata na to, aby zapracować na siebie, własne nazwisko i pokazać się wyborcom, że potrafi cokolwiek osiągnąć bez wsparcia ojca. Miał cztery lata, aby udowodnić, że jest samodzielnym politykiem z własnymi osiągnięciami. Wspólne wyjazdy i spotkania – nawet, jeśli łączą ich silne więzy rodzinne oraz światopogląd czy sprzyjanie określonym formacjom politycznym świadczyć mogą o czymś wręcz przeciwnym. W końcu też obydwaj muszą mieć  jeszcze świadomość, że takie pokazywanie się wspólnie w miejscach publicznych dla wielu osób wygląda wręcz groteskowo – bo to wygląda tak, jakby prawie 30-letni syn wciąż trzymał się spodni swego ojca. A przecież do Sejmu chce iść po to, by stanowić o losach tego kraju i jego obywateli.

Do końca kampanii wyborczej zostało jeszcze mniej niż miesiąc. Czy Tadeusz Truskolaski do końca będzie jeździł z synem po województwie i pomagał mu w kampanii? I czy przemyślał, że dla wyborców syn może jawić się jako niesamodzielny wyrostek, który bez ojca nie daje rady w dorosłym życiu politycznym? Z tymi pytaniami zostawiamy tych dwóch polityków i naszych czytelników.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: zrzut ekranu z Facebooka)

Zgrany duet polityczny. Gdzie syn, tam i ojciec komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2019-09-18 12:16:38

    Nepotyzm w czystej postaci.Wstyd nie może pan w taki sposób nadużywać swojego stanowiska.

  • gość 2019-09-18 13:12:49

    Dobrzy ludzie, ja się pytam gdzie jest jego matka? Co się stało z jego matką? Zostawiła syna czy co? Pani redaktor domagam !!!!! się przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie. Przecież matka nie mogła go zostawić na pastwę losu.

  • gość 2019-09-18 18:12:06

    Nepotyzm w polskiej polityce to standard niestety i dotyczy to wszystkich partii . Osobiście bardziej przeraża mnie robienie kariery na nazwisku zmarłego męża,żony czy rodzica , nawet nie wiem jak to nazwać ale pewnie coś z nekro.

  • gość 2019-09-18 18:45:58

    Gościu pisze cyt" Nepotyzm w czystej postaci.Wstyd nie może pan w taki sposób nadużywać swojego stanowiska" Chciałoby się napisać gościu walnij się w łeb. Czy to dziennikarz stosuje nepotyzm czy ta kalikatura polityka? .

  • gość 2019-09-19 20:33:27

    To ile komentarzy pani usunęła ?

  • gość 2019-09-22 16:32:05

    Przykład idzie z góry - Rządzący promują na posłów całe swoje rodziny , są tacy co po kilka osób ,
    żony obecne , byłe itp. więc co dziwnego w tym przypadku ?

  • Gośćmi - niezalogowany 2019-10-01 17:24:26

    Truskawki to niestety wstyd dla Podlasia

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama