Sejm uchwalił przepisy, które całkowicie zmienią krajobraz polskich urzędów i sądów. Nadchodząca nowelizacja Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadza rozwiązanie, o którym dyskutowano od lat – możliwość zakończenia małżeństwa poza salą rozpraw. Dla wielu par oznacza to koniec wielomiesięcznej batalii o terminy, oszczędność nerwów oraz znaczne przyspieszenie formalności. Nowe prawo, przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości, ma uprościć życie tym, którzy podjęli wspólną i zgodną decyzję o rozstaniu.
Najważniejszym punktem reformy jest przeniesienie kompetencji orzekania o rozwodzie w określonych przypadkach z sądów okręgowych do Urzędów Stanu Cywilnego (USC). Oznacza to, że zamiast przed obliczem sędziego, małżonkowie staną przed kierownikiem USC. Nie jest to jednak oferta skierowana do każdego związku. Ustawodawca wprowadził szereg rygorystycznych warunków, które mają zapobiec pochopnym decyzjom i chronić interesy najsłabszych.
Z szybkiej ścieżki skorzystają wyłącznie pary, które nie posiadają wspólnych małoletnich dzieci. To kluczowe zastrzeżenie – wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi dobro maluchów, alimenty czy opieka, sąd pozostaje jedyną instancją władną do rozstrzygania sporu. Dodatkowo małżeństwo musi trwać co najmniej rok, obie strony muszą wyrazić pełną zgodę na rozwód, a między małżonkami nie może toczyć się żadne inne postępowanie, np. o separację. Warunkiem koniecznym pozostaje również wykazanie trwałego i zupełnego rozkładu pożycia.
Choć nowelizacja mówi o uproszczeniu, nie oznacza to rozwodu „od ręki” przy jednym okienku. Ustawodawca przewidział mechanizm „bezpiecznika”, który ma dać stronom czas na ewentualną refleksję. Cały proces został podzielony na dwa etapy. W pierwszym kroku małżonkowie muszą wspólnie stawić się w urzędzie i złożyć pisemne oświadczenia o spełnieniu wszystkich przesłanek ustawowych.
Następnie rozpoczyna się bieg ustawowego terminu – co najmniej jednego miesiąca. Dopiero po tym czasie para musi ponownie pojawić się przed urzędnikiem, by potwierdzić swoją wolę. Jeśli po upływie tego miesiąca małżonkowie podtrzymają zdanie, kierownik USC dokona wpisu w rejestrze, co będzie równoznaczne z prawomocnym zakończeniem związku. Taki tryb ma wyeliminować decyzje podejmowane w afekcie, pod wpływem chwilowej kłótni.
Zmiana ma wymiar nie tylko czasowy, ale i finansowy. Obecnie procedura sądowa często wiąże się z koniecznością opłacenia drogich pełnomocników i długim oczekiwaniem na wyznaczenie rozprawy, co w dużych aglomeracjach trwa nawet rok. Według nowych założeń, opłata administracyjna w urzędzie ma wynosić tyle samo, co dzisiejszy wpis sądowy – czyli 600 zł. Dla par bezdzietnych i zgodnych będzie to rozwiązanie znacznie tańsze i mniej stresujące.
Głównym celem reformy jest jednak odciążenie sądów, które dosłownie uginają się pod ciężarem spraw rozwodowych. Tylko w pierwszej połowie 2024 roku wpłynęło do nich blisko 40 tysięcy pozwów. Przeniesienie najprostszych spraw do urzędów pozwoli sędziom skupić się na skomplikowanych procesach, w których występują konflikty o opiekę nad dziećmi lub podział majątku.
Eksperci są podzieleni w ocenach wpływu nowych przepisów na statystyki demograficzne. Z jednej strony łatwiejszy dostęp do zakończenia małżeństwa może zachęcać do rozstań, szczególnie młode pary. Z drugiej strony prawnicy podkreślają, że rozwód rzadko jest decyzją impulsywną – zazwyczaj to finał długotrwałego kryzysu. Uproszczenie procedury pozwoli po prostu zakończyć trudną relację z większą godnością i mniejszym nakładem środków.
Nowelizacja trafi teraz do Senatu. Jeśli proces legislacyjny przebiegnie bez zakłóceń, nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2027 roku. Do tego czasu pary planujące rozstanie muszą korzystać z dotychczasowej, sądowej drogi. Bez względu na opinie, jest to bez wątpienia największa reforma prawa rodzinnego w Polsce od dekad, dostosowująca przepisy do realiów współczesnego społeczeństwa.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze