To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca. Ale być może, jest to koniec początku - to słowa WInstona Churchilla w 1942 roku. Premier Anglii tak zareagował na jedną z pierwszych klęsk Niemiec w II wojnie światowej. Te same słowa w styczniu 2025 roku wypowiedział Łukasz Masłowski przedłużając kontrakt z Jagiellonią. Analogia jest oczywista: Churchill wygrał wojnę z Anglią ale późną wiosną 1945 odszedł. Masłowski w maju 2026 ogłosił odejście z Jagiellonii po wygraniu po raz trzeci z Dumą Podlasia awansu do europejskich pucharów. Anglia po Churchillu straciła status mocarstwa, ale przetrwała. A jak będzie z Jagiellonią?
Do końca maja sam nie wierzyłem, że Łukasz Masłowski odejdzie z Jagiellonii. Był wykurzany z Białegostoku przez wiele osób (dodajmy - spoza szeregów Jagi), ale trzymał się dzielnie. W barwach Dumy Podlasia osiągnął wiele, a największym sukcesem było mistrzostwo Polski zdobyte z dwoma innymi muszkieterami: trenerem Adrianem Siemieńcem i prezesem Wojciechem Pertkiewiczem. Ten drugi odszedł z Jagiellonii już w grudniu 2024 roku, Masłowski żegna się z Jagą w czerwcu 2026. Został Siemieniec, ale wszyscy zadają sobie pytanie jak długo jeszcze pozostanie w żółto-czerwonych. Zwłaszcza, że młodym trenerem z Czeladzi interesuje się sporo klubów - w tym kilka zagranicznych. Kwestią czasu jest kiedy Adrian pożegna się z Białymstokiem.
Nie ma co się na to obrażać: takie są reguły gry i losy w piłkarskim świecie. Nic nie trwa wiecznie, ludzie się rozwijają i przechodzą do miejsc, gdzie mają łatwiej, lepiej, dostają więcej uznania i... pieniędzy. Nie będę wdawał się w rozważania co zadecydowało w konkretnym przypadku Łukasza Masłowskiego. Nie jest tajemnicą, że właściciel Widzewa jest w stanie zaoferować bardzo dużo: znakomite wynagrodzenie oraz wielki budżet na stworzenie dobrego zespołu. Jest też kwestia Widzewa, który Masłowski ma po prostu w sercu. No i sprawa oczywista: Łódź ma większe możliwości i potencjał niż Białystok. Większe miasto, większe tradycje piłkarskie, większe możliwości i położenie w centrum Polski. Czy atmosfera w Widzewie pozwoli Masłowskiemu rozwinąć skrzydła to już inna sprawa. W tym klubie jest... specyficznie o czym wiem, bo mam tam kilku dobrych znajomych. Tyle że i Jagiellonia ma swoją specyfikę, która nie każdemu musi odpowiadać.
Nawiązując do cytatu Churchilla powtórzonego przez Masłowskiego - stał się bonmotem nie tylko w białostockim światku piłkarskim. Tyle, że nawet nie "koniec początku" okazał się dość krótki jak na gusta kibiców Jagiellonii i dziennikarzy śledzących losy Dumy Podlasia. Odejście z Jagiellonii Białystok człowieka, który w duecie z trenerem Adrianem Siemieńcem przestawił wajchę w białostockim klubie i udowodnił, że niemożliwe nie istnieje każe zadawać sobie pytania nie co dalej - bo jakiś następca Masłowskiego na Jurowieckiej (czy też Elewatorskiej) pojawi się z pewnością. Pytanie brzmi "co z kontynuacją projektu", bo Masłowski w Jagiellonii to nie tylko sentymenty, trafione transfery, ale i budowa struktury sportowej opartej na kimś więcej niż najbardziej nawet genialny szef i jego intuicja.
Łukasz Masłowski 30 czerwca pożegna się z Podlasiem. Dla Dumy Podlasia to bez wątpienia zamknięcie pewnego magicznego rozdziału, ale też brutalne przypomnienie, jak działa piłkarski biznes. Gdy na stole pojawiają się wielkie pieniądze i potężny kapitał, sentymenty lądują w szufladzie. Czy Białystok ma powody do paniki? Niekoniecznie. Klub od dawna przygotowywał się na ten scenariusz, a przy Jurowieckiej rodzi się właśnie nowa struktura, która ma zabezpieczyć przyszłość Jagi na lata. A Masłowski? Nie jest wykluczone, że tu wróci jeżeli jego pożegnanie nie spali mu mostów. W końcu jego przeprowadzka do Widzewa to także powrót.
Łukasz Masłowski pojawił się przy Słonecznej w marcu 2022 roku. Jagiellonia była wtedy w zupełnie innym miejscu niż dzisiaj – targana wewnętrznymi problemami, poszukująca tożsamości, dryfująca w kierunku ligowej szarzyzny. Masłowski wszedł w buty po Cezarym Kuleszy, który wcześniej przez długie lata trząsł Jagiellonią i obstawił ją swoimi ludźmi. Ostatnie lata rządów obecnego szefa PZPN nie były jednak udane - klub grzązł w kłopotach (zwłaszcza finansowych).
Masłowski wziął na siebie odpowiedzialność za przebudowę pionu sportowego i zrobił to w sposób spektakularny. Początki były trudne, wymagające działania w bardzo restrykcyjnych, skromnych realiach finansowych. Dyrektor sportowy musiał wykazać się nie lada sprytem, intuicją i bezbłędnym okiem do zawodników niedocenianych w innych miejscach.
To właśnie w trakcie jego czteroletniej kadencji do Białegostoku trafili gracze, którzy stworzyli fundamenty pod historyczne sukcesy Jagiellonii. Symbolem jego transferowego nosa stał się chociażby Afimico Pululu – napastnik, który na Podlasiu rozwinął skrzydła i stał się postrachem ligowych defensorów. Masłowski potrafił znaleźć jakość tam, gdzie inni widzieli jedynie przeciętność. Oczywiście, jak każdy szef pionu sportowego, nie ustrzegł się błędów. Ostatnie okienka transferowe minionego sezonu przyniosły kilka nie trafionych ruchów: nazwiska takie jak Jóźwiak, Nahuel, Sylla, Baždar czy AZ Jackson nie zdołały nawiązać do sukcesów swoich poprzedników. Również wysoka, jak na warunki Jagi, kwota wydana na Filipa Szmyta mocno polaryzowała kibiców, bo młodzieżowiec wiosną rzadko dawał argumenty na boisku. Z drugiej strony akurat ten zawodnik ma przed sobą przyszłość i może dać Jadze nie tylko wiele radości, ale i... solidny zysk finansowy. A to ważne nie tylko dla finansów Jagielloni, ale także dla marki klubu. Bo jeżeli leży się na granicy Unii Europejskiej, gdzie za miedzą - zdaniem agentów piłkarskich - toczy się wojna i jest niebezpiecznie to trzeba mieć inne argumenty. Skoro nie możemy przebijać się zerami dopisywanymi na kontraktach to trzeba pokazywać, że Jaga to przepustka do wielkiego futbolu.
Mimo ostatnich potknięć, całościowa ocena kadencji Masłowskiego musi być jednoznaczna. Odchodzi stąd jako absolutna legenda, człowiek, który wspólnie z prezesem Wojciechem Pertkiewiczem i trenerem Adrianem Siemieńcem stworzył legendarne trio, jakie wprowadziło Jagiellonię na salony. Sam dyrektor przyznał w klubowych mediach, że decyzja dojrzewała w nim od dawna, a pożegnanie z podlaską serdecznością i żółto-czerwoną społecznością jest dla niego niezwykle trudnym, osobistym momentem. Teraz przed nim nowe, potężne wyzwanie finansowe – powrót do Widzewa Łódź, klubu o znacznie większym potencjale budżetowym, gdzie prawdopodobnie zastąpi Dariusza Adamczuka.
Włodarze Dumy Podlasia nie załamują rąk i od dłuższego czasu intensywnie sondują rynek. Kto ma największe szanse, by przejąć stery po Masłowskim? Na giełdzie nazwisk pojawia się kilka bardzo konkretnych opcji, a negocjacje z niektórymi kandydatami są już na finiszu.
Najpoważniejszym i głównym kandydatem do objęcia stanowiska dyrektora pionu sportowego jest Jarosław Gambal. To postać doskonale znana w środowisku – były dyrektor skautingu w Cracovii i Zagłębiu Lubin, a także skaut Rakowa Częstochowa. Rozmowy z Gambalem są już bardzo zaawansowane. Krążą plotki, że strony dopinają już tylko szczegóły dotyczące jego dokładnej roli przy Słonecznej. Co ciekawe, rozważany jest on nie tylko jako klasyczny dyrektor sportowy, ale również jako dyrektor techniczny bądź szef ds. rekrutacji.
Kolejnym mocnym nazwiskiem na liście jest Piotr Kosiorowski. 45-letni działacz, który jeszcze do niedawna z sukcesami zarządzał pionem sportowym w Polonii Warszawa, a wcześniej szefował skautom w Widzewie Łódź, idealnie pasuje do profilu Jagiellonii. Smaczku tej kandydaturze dodaje fakt, że Kosiorowski to prywatnie bliski znajomy Masłowskiego. W kuluarach mówi się nawet, że odchodzący dyrektor mógłby w ten sposób „zostawić swojego namaszczonego następcę”.
Poza wymienionymi Maciej Szymański miał rozmawiać (rozmawia?) także z innymi. Wojciech Strzałkowski mówił, że jest pięć kandydatur. Podobno mowa o Arturze Płatku, który jest obecnie związany z Rakowem Częstochowa. Płatek przed laty rozmawiał już z Jagiellonią i... sam polecił wówczas klubowi Łukasza Masłowskiego. Historia mogłaby więc zatoczyć pełne koło.
Poza tym wymienia się nazwiska Tomasza Stefankiewicza (dyrekor wykonujący świetną robotę w pierwszoligowej Polonii Bytom i Radosława Kucharskiego (mający za sobą przeszłość w Legii Warszawa, obecnie w Wiśle Płock). Jest też Jiří Rosický czyli brat słynnego Tomáša Rosického, którego kandydatura jest niezwykle ciekawym, zagranicznym kierunkiem. Ile prawdy jest w tych plotkach? Pewne jest tylko to, że do najpóźniej do połowy czerwca Jagiellonia chce zakończyć negocjacje i mieć już następcę Masłowskiego.
Kluczowym wnioskiem z obecnej sytuacji jest to, że Jagiellonia Białystok wyciągnęła wnioski z błędów przeszłości polskich klubów. Władze z Podlasia robią wszystko, by nie dopuścić do sytuacji, w której cała przyszłość i stabilność sportowa drużyny zależą wyłącznie od jednej osoby. Odejście Masłowskiego nie musi oznaczać więc burzenia struktur, a wręcz przeciwnie – ich rozbudowę.
Sygnały o możliwym odejściu dyrektora docierały do zarządu już pod koniec 2024 roku, kiedy to po odejściu prezesa Pertkiewicza Masłowski poczuł się niepewnie. W wywiadzie dla Kuriera Porannego przewodniczący rady nadzorczej Wojciech Strzałkowski rzucił nowe światło na kulisy tej sprawy. Ujawnił, że klub już wtedy wiedział o planach Masłowskiego, który chciał odpocząć i wrócić bliżej rodzinnych stron do Zduńskiej Woli. Zawarto wówczas dżentelmeńską umowę, że dyrektor dokończy obecny sezon.
Właśnie dlatego plany rekrutacyjne Jagiellonii były wielotorowe. Klub nie szukał po prostu „nowego Masłowskiego”, ale prowadził nabór do całego pionu sportowego. Początkowo zakładano nawet zatrudnienie wicedyrektora, który u boku doświadczonego szefa uczyłby się specyfiki klubu, by z czasem naturalnie przejąć jego obowiązki. Choć życie zweryfikowało te plany szybszym odejściem dyrektora, Jagiellonia nie rezygnuje z pomysłu stworzenia szerokiego, profesjonalnego sztabu. Nowa struktura ma zostać uzupełniona o stanowisko dyrektora operacyjnego lub technicznego, a w strukturach rozważane jest także znaczne zwiększenie roli dotychczasowego szefa skautingu, Grzegorza Mańkowskiego. Celem jest stworzenie systemu, w którym mechanizmy transferowe i skautingowe będą działać bezawaryjnie, niezależnie od tego, kto akurat podpisuje dokumenty.
Naturalne jest, że kibice po stracie tak ważnego ogniwa czują niepokój. Czy Jagiellonia bez Masłowskiego zdoła utrzymać się w krajowej czołówce? Głosy płynące z piłkarskiego środowiska są jednak nadzwyczaj spokojne i pełne optymizmu.
W obronie stabilności i pozycji Jagiellonii stanął między innymi były prezes Legii Warszawa, Bogusław Leśnodorski. W swojej dosadnej ocenie zauważył, że Masłowski miał już prawo czuć się zmęczony i powtórzenie tak gigantycznych sukcesów w Białymstoku byłoby dla niego niezwykle trudnym zadaniem. Jednocześnie Leśnodorski wyraził głębokie przekonanie, że Jagiellonia bez problemu poradzi sobie z tą zmianą. Jak podkreślił, klub z obecnej czołówki Ekstraklasy nie stanie się nagle ligowym średniakiem, a silna i stabilna Jaga jest po prostu potrzebna całej lidze, by ta stawała się coraz ciekawsza.
Białostocki klub udowodnił w ostatnich latach, że posiada ogromną dojrzałość organizacyjną. Maciej Szymański, mimo urlopu, codziennie prowadzi długie rozmowy z wyselekcjonowaną piątką kandydatów, by wybrać opcję gwarantującą płynne wejście w nowe rozgrywki.
Kibice Jagi - i nie tylko oni - pytają głośno czy Masłowski będzie odpowiadał za letnie okienko transferowe. I czy to na pewno dobrze, skoro ma zasilić rywala Jagiellonii w Ekstraklasie czyli łódzki Widzew. Czy zobowiązania złożonego przez ustępującego już dyrektora mogą być poważnie traktowane przez kandydatów na nowych jagiellończyków? Bo kadra drużyny przypomina trochę plac budowy, gdzie miała być kontynuacja a zapowiada się generalna przebudowa. Duma Podlasia straciła swojego snajpera, posypała się defensywa a i bramkarzem interesują się nowi pracodawcy. Na dodatek osoba Adriana Siemieńca też przymierzana jest do nowych projektów poza granicami kraju. Wątpliwości rozwiewa sam Strzałkowski mówiąc, że Masłowski pracuje nad wzmocnieniami Jagiellonii, bo w końcu wiele rozmów prowadził już wiosną czyli po zapowiedzi, że chce opuszczać Białystok.
Poza tym ważne jest jak kończy swoją pracę w Jagiellonii. Dlaczego? Masłowski uchodzi za wrażliwego człowieka choć nieco introwertycznego. W Białymstoku cieszy się zasłużonym uznaniem nie tylko zaprzysięgłych kibiców, którzy wspierają Jagiellonię na dobre i na złe, ale także tych, którzy mają ambicje bycia ekspertami piłki nożnej. Cieszy się również uznaniem dziennikarzy. Nic dziwnego, że dobra atmosfera wokół jego odejścia do Widzewa pozwoli w przyszłości zbudować most do ewentualnego powrotu Łukasza do Białegostoku. On sam też zapewne nie chce spalić za sobą mostów, bo wie doskonale, że życie pisze różne scenariusze. Dlatego jestem przekonany, że koniec zwieńczy dzieło i Masłowski nie tylko sfinalizuje rozmowy w sprawie transferów ale i przekaże wszystko co trzeba swojemu następcy.
Nie ma co ukrywać – odejście Łukasza Masłowskiego to symboliczny koniec pewnej epoki. Epoki romantycznej, w której Jagiellonia z pozycji niedocenianego ligowca wspięła się na sam szczyt, grając najpiękniejszą piłkę w kraju. Z trio Pertkiewicz-Masłowski-Siemieniec na posterunku pozostał już tylko ten ostatni, utalentowany młody szkoleniowiec.
Jednak w profesjonalnym sporcie koniec jednej ery jest zawsze początkiem następnej. Jagiellonia AD 2026 to już nie jest klub, który po stracie jednego architekta rozsypie się jak domek z kart. Klub zaskakująco spokojnie przechodzi przez kadrowe wiry. Na pewno jednak przed nowym dyrektorem sportowym jest zadanie niezwykle trudne, bo poprzeczka została zawieszona na niebotycznym poziomie. Jednak z dobrze prosperującym działem skautingu (w którym ważną rolę wciąż odgrywa Michał Opiłka, sprowadzony jesienią z Widzewa jako koordynator i prawa ręka Masłowskiego) oraz jasną wizją właścicieli, Jagiellonia ma wszelkie argumenty, by pisać kolejne, równie piękne karty swojej historii. Czas pokory i budowy struktur właśnie przynosi owoce – Białystok jest gotowy na nowe wyzwania.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze