To historia, od której pękają serca, a krew w żyłach zaczyna płynąć szybciej z czystej, ludzkiej wściekłości. Na łomżyńskim Osiedlu Południe rozegrały się sceny, które bardziej przypominają mroczny thriller niż rzeczywistość. Niespełna dwuletnia dziewczynka, zapłakana i przerażona, błąkała się po klatce schodowej, szukając ratunku u obcych ludzi. Według informacji z łomżyńskiej policji w tym czasie jej 21-letnia matka urządziła sobie „gościnne występy”, które o mały włos nie zakończyły się tragedią.
Wszystko zaczęło się około godziny 11.00, kiedy do drzwi jednej z mieszkanek bloku zapukała mała istotka. Widok był wstrząsający – niespełna dwuletnie dziecko było skrajnie wystraszone, zapłakane i za wszelką cenę nie chciało wrócić do mieszkania obok. Sąsiadka zachowała zimną krew i natychmiast zaopiekowała się małą dziewczynką, ale to, co wydarzyło się chwilę później, zmroziło wszystkich obecnych.
Na klatce schodowej pojawiła się 21-letnia matka dziewczynki. Zamiast skruchy czy troski, świadkowie zobaczyli agresję. Kobieta siłą próbowała wyrwać dziecko sąsiadce i zaciągnąć je z powrotem do lokalu, w którym trwała libacja. Wtedy z ust małej dziewczynki padły słowa, które są chyba jednym z najbardziej dramatycznych momentów interwencji: dziecko krzyczało, że ta kobieta nie jest jego matką. To instynktowne wyparcie opiekuna pokazuje, jak wielki strach i traumę musiało przeżyć to dziecko w oparach alkoholu i dymu tytoniowego.
Kiedy na miejsce przyjechali wezwani policjanci, zastali sytuację, której nie da się wytłumaczyć przypadkiem. Drzwi do mieszkania były zamknięte, a domownicy wpuścili mundurowych dopiero po kilkunastu minutach intensywnego pukania. Wewnątrz, w oparach przetrawionego alkoholu, znajdowało się czworo dorosłych: dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Wśród nich 21-letnia matka, która próbowała ukryć się pod kocem wraz z córką, jakby to miało magicznie zakończyć interwencję.
Szczegóły dotyczące imprezy i okoliczności są szczególnie bulwersujące. Kobieta nie jest mieszkanką Łomży – a przyjechała tu z powiatu kolneńskiego, by, jak poinformowała policjantów „odwiedzić znajomych”. Wizyta trwała nieprzerwanie od poprzedniego dnia i polegała na nieustannym piciu alkoholu. W organizmie młodej matki alkomat wskazał blisko 1,7 promila alkoholu. Mimo to, z rozbrajającą szczerością, twierdziła przed funkcjonariuszami, że przez cały czas „bardzo dobrze zajmuje się córką”. Rzeczywistość za oknem, gdzie widniała wybita szyba, oraz porozrzucane wszędzie butelki przeczyły zapewnieniom.
Stan dziecka w momencie interwencji był opłakany. Dziewczynka wegetowała w brudzie i bałaganie, a jej podstawowe potrzeby biologiczne zostały całkowicie zignorowane przez ucztujących dorosłych. Gdy policjanci zapytali o posiłki, 21-latka przyznała, że pamięta jedynie, iż córka jadła coś poprzedniego wieczora przed godziną 18.00. Oznacza to, że w chwili, gdy dziecko zapukało do drzwi sąsiadki, było głodne od co najmniej 17 godzin.
O skali traumy, jaką przeżyła dwulatka, najlepiej świadczy jej reakcja na widok policjantki. Dziecko, które powinno szukać schronienia w ramionach matki, przylgnęło do obcej kobiety w mundurze. Dziewczynka nie chciała puścić policjantki nawet na krok, wtulając się w nią przez cały czas – od mieszkania, przez drogę do karetki, aż po pobyt w szpitalu. To właśnie w policyjnym mundurze dwulatka znalazła jedyną dostępną jej w tamtej chwili ochronę i bezpieczeństwo.
Obecnie dziecko przebywa w szpitalu pod opieką lekarzy, gdzie dotarł już jego ojciec. Sytuacja 21-letniej matki jest natomiast bardzo poważna. Policjanci nie tylko wdrożyli procedurę Niebieskiej Karty, ale również wydali kobiecie natychmiastowy zakaz zbliżania się i kontaktowania z córką. W tej sytuacji dla dobra bezbronnego dziecka konieczne jest odcięcie od toksycznego wpływu osoby, która zawiodła na całej linii.
Postępowanie jest prowadzone w kierunku naruszenia art. 160 Kodeksu karnego. Młodej kobiecie grozi do 5 lat pozbawienia wolności za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sprawa trafi również do sądu rodzinnego, który zdecyduje o dalszych losach opieki nad dziewczynką.
Interwencja policji być może uratowała dziecku życie, ale możliwe problemy na psychice dziecka mogą goić się jeszcze bardzo długo. Pozostaje pytanie: jak to możliwe, że nikt wcześniej nie zareagował na „imprezowy” tryb życia matki z powiatu kolneńskiego?
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze