Policjanci z białostockiej komendy odebrali zgłoszenie dotyczące grupy kilkunastu nastolatków, którzy poruszali się motorowerami elektrycznymi po ulicy Giedroycia w Białymstoku. Na miejsce natychmiast wysłano funkcjonariuszy patrolówki oraz wydziału ruchu drogowego. Mundurowi bardzo szybko zauważyli na jezdni kierowcę jednośladu marki Yamaha, którego pojazd nie posiadał wymaganych prawem tablic rejestracyjnych.
Gdy policjanci dali kierującemu sygnał do zatrzymania się, młody człowiek gwałtownie skręcił na chodnik i rozpoczął ucieczkę. Po przejechaniu około 250 metrów wjechał w wąską, leśną dróżkę, uniemożliwiając radiowozowi dalszy pościg. Funkcjonariusze nie dali jednak za wygraną i po dokładnym przeszukaniu terenu odnaleźli uciekiniera na pobliskim parkingu przy ul. Giedroycia, gdy stał tuż obok elektrycznego pojazdu.
Uciekinierem okazał się 14-letni mieszkaniec Białegostoku. Nastolatek szczerze przyznał funkcjonariuszom, że zignorował polecenia do zatrzymania, ponieważ zwyczajnie przestraszył się kontroli drogowej. Jak się szybko okazało, chłopiec nie posiadał wymaganych uprawnień do kierowania tego typu pojazdem. Dodatkowo sam elektryczny motorower nie spełniał wymogów i nie był w ogóle dopuszczony do ruchu drogowego.
Na miejscu zdarzenia pojawiła się matka 14-latka, która przyznała, że to ona udostępniła synowi nieprzepisowy pojazd. Z uwagi na udostępnienie pojazdu osobie bez uprawnień i niedopuszczonego do ruchu, policjanci nałożyli na kobietę mandat karny w wysokości 5 000 złotych. Samym nastolatkiem i jego odpowiedzialnością za ucieczkę przed kontrolą zajmie się w najbliższym czasie sąd rodzinny.
Co sądzicie o reakcji policji i wysokości mandatu dla rodzica? Czy na białostockich osiedlach problem nielegalnych jednośladów staje się coraz poważniejszy? Zostawcie swój komentarz!
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze