Białostockie bazary od lat słyną z mydła i powidła, ale dla niektórych wciąż pozostają idealnym miejscem do prowadzenia biznesów z gatunku tych bardziej ryzykownych. Przekonała się o tym 61-letnia mieszkanka miasta, której handlową passę bezlitośnie przerwali podlascy funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej (KAS) oraz Straży Granicznej z Bobrownik. Mundurowi połączyli siły i udowodnili, że nos do nielegalnych interesów mają bezbłędny.
Wszystko zaczęło się od rutynowej kontroli na jednym z miejskich targowisk. To właśnie tam wpadła 61-latka, przy której funkcjonariusze znaleźli blisko 80 paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Doświadczenie mundurowych podpowiadało im jednak, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Szybko ustalili adres zamieszkania kobiety i postanowili sprawdzić, co kryje jej piwnica. Intuicja ich nie zawiodła. Zamiast słoików z kompotami i starych rowerów, w podziemiach bloku odkryli prawdziwy magazyn – kolejne 926 paczek tytoniowych kontraband z białoruskimi banderolami. Łącznie mundurowi zabezpieczyli ponad 1000 paczek nielegalnego towaru.
Rynkowa wartość przejętych papierosów została oszacowana na ponad 20 tysięcy złotych. Straty Skarbu Państwa byłyby spore, gdyby nie szybka reakcja połączonych służb. Dla przedsiębiorczej 61-latki ta przygoda z handlem detalicznym kończy się jednak wyjątkowo niefortunnie. Kobieta usłyszała już oficjalne zarzuty z kodeksu karnego skarbowego. Zamiast spektakularnych zysków z bazarowego „etatu”, czeka ją teraz sprawa w sądzie i perspektywa wysokiej kary grzywny, która skutecznie powinna zniechęcić ją do dalszego wspierania zagranicznego przemysłu tytoniowego.
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze