Dla wielu to świetna zabawa i szybki sposób na przemieszczanie się po mieście. Dla lekarzy z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego (UDSK) w Białymstoku oraz ekspertów z Politechniki Białostockiej – śmiertelne zagrożenie. Dlaczego zderzenie z hulajnogą elektryczną może nieść ze sobą taką samą siłę niszczącą, jak ciężki przedmiot spadający z wysokości? Statystyki z naszego regionu nie pozostawiają złudzeń: żarty się skończyły.
Eksperci z Politechniki Białostockiej stawiają sprawę jasno: masa urządzenia połączona z prędkością generuje ogromną energię kinetyczną. Choć fabryczne blokady ograniczają prędkość e-hulajnóg do 20 km/h, to po nielegalnym tuningu potrafią one pędzić nawet 80–90 km/h.
Jednak to wcale nie rekordowe prędkości są najgorsze – już uderzenie przy przepisowych 20 km/h generuje siłę porównywalną z upadkiem ciężkiego przedmiotu z dużej wysokości na bezbronne ludzkie ciało. Konstrukcja hulajnogi nie posiada stref zgniotu ani poduszek powietrznych, przez co całe uderzenie amortyzuje bezpośrednio kierowca lub potrącony pieszy.
Skutki fizyki na własne oczy widzą lekarze z białostockiego UDSK. Do 24 czerwca 2026 roku szpital przyjął już 56 młodych pacjentów z poważnymi urazami po jeździe na hulajnogach.
– To mnogie urazy ciała, złamania kończyn, ciężkie urazy czaszkowo-mózgowe, czyli złamania kości czaszki, krwiaki wewnątrzczaszkowe, stłuczenia mózgu – wylicza prof. dr hab. n. med. Adam Hermanowicz, kierujący Kliniką Chirurgii i Urologii Dziecięcej UDSK. Do listy dopisuje też zmasakrowane twarze i urazy narządów wewnętrznych: płuc, wątroby czy śledziony.
Te dramatyczne opisy to rzeczywistość, z którą zderzyła się rodzina 14-latka z okolic Grajewa. Nastolatek 19 czerwca 2026 roku wymusił pierwszeństwo i wjechał prosto pod samochód. Chłopaka ratował śmigłowiec LPR.
– Na szybie auta pozostały ślady włosów, kask leżał na jezdni – opowiada wstrząśnięta mama chłopca, pani Ewa Cybula.
Tomografia wykazała masywny uraz głowy, obrzęk mózgu i połamane nogi. Nastolatek spędził cztery doby w śpiączce farmakologicznej. Choć powoli wraca do zdrowia, jego historia to potężne ostrzeżenie dla innych.
Podlaska policja od początku roku odnotowała w regionie 1 wypadek (1 osoba ranna) oraz aż 33 kolizje z udziałem e-hulajnóg. Mundurowi przypominają, że hulajnoga elektryczna to pojazd, a nie zabawka. Musi posiadać sprawne hamulce, dzwonek oraz oświetlenie z przodu, z tyłu i z boków.
Osoby w wieku 13-18 lat muszą posiadać kartę rowerową lub prawo jazdy kat. AM, A1, B1, T. Młodsi (do 13 lat) mogą jeździć wyłącznie w strefie zamieszkania pod opieką dorosłych. Prawo zabrania przewożenia innych osób, zwierząt oraz jazdy po alkoholu. Po chodniku wolno jechać tylko wyjątkowo – z prędkością pieszego i ustępując mu pierwszeństwa.
Za brak kasku u dzieci do 16. roku życia odpowiadają prawnie rodzice. Służby apelują jednak do wszystkich, niezależnie od wieku. Zwykły, plastikowy kask zapięty na głowie to często jedyna granica między niegroźnym potłuczeniem a śmiercią na asfalcie.
– My zalecamy wszystkim korzystającym z hulajnóg elektrycznych, rowerów bez względu na wiek zakładanie kasków na głowę. Kask nie gryzie – apeluje mł. insp. Tomasz Krupa, rzecznik prasowy KWP w Białymstoku.
A jakie są Wasze obserwacje z podlaskich ulic i chodników? Czy użytkownicy e-hulajnóg w naszym regionie jeżdżą bezpiecznie, czy wręcz przeciwnie? Napiszcie w komentarzach, czy Waszym zdaniem kaski powinny być całkowicie obowiązkowe dla każdego!
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze