Ostatni weekend kwietnia na podlaskich drogach można określić jednym słowem: plaga. Mimo nieustannych apelów policji i tragicznych statystyk, minione dni przyniosły serię zatrzymań kierowców, którzy za nic mieli bezpieczeństwo własne i innych. Od Brańska, przez Sokółkę, aż po Białystok i „carski szlak” – mundurowi eliminowali z ruchu osoby kompletnie pijane, w tym rekordzistę, który wydmuchał blisko 4 promile.
Fatalna seria rozpoczęła się już w piątek, 24 kwietnia. Dzielnicowi z Brańska zauważyli Toyotę, której tor jazdy przypominał literę „S”. Za kierownicą siedział 56-latek, który w organizmie miał blisko 2 promile alkoholu. Jakby tego było mało, sprawdzenie w bazach danych wykazało, że mężczyzna posiada aktywny zakaz prowadzenia pojazdów wydany przez Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim. Teraz odpowie przed sądem w trybie przyspieszonym.
Równie pracowitą noc mieli funkcjonariusze z Sokółki. Z soboty na niedzielę zatrzymali dwóch nietrzeźwych kierujących. Pierwszy, 44-latek w Citroenie, „pływał” po jezdni, mając ponad 2 promile. Niedługo później ten sam patrol zatrzymał 33-letnią kobietę jadącą Volkswagenem. Wynik? Ponad promil. Oboje stracili uprawnienia, a ich nocne eskapady zakończą się aktami oskarżenia.
Niedziela, 26 kwietnia, nie przyniosła poprawy. W Białymstoku, na osiedlu TBS, policjanci z drogówki otrzymali sygnał o kierowcy Audi, który podjechał pod jeden z lokali gastronomicznych. Świadkowie słusznie podejrzewali, że 31-latek jest pijany. Badanie wykazało ponad 2 promile. Podobnie jak w przypadku z Brańska, ten kierowca również złamał sądowy zakaz. Jego auto odholowano na parking, a jemu samemu grozi teraz do 5 lat więzienia.
W tym samym czasie na trasie Michałowo – Gródek inny kierowca Citroena urządził sobie „szkołę przetrwania” dla innych uczestników ruchu. Przyspieszał, hamował i nie trzymał prostego toru jazdy. 57-latek, zatrzymany przez mundurowych, miał w organizmie ponad 2 promile. Zamiast do celu, trafił prosto do izby wytrzeźwień, a jego samochód odjechał na lawecie.
Do najbardziej drastycznego i niebezpiecznego zdarzenia doszło na tzw. „carskim szlaku”. 54-letni kierowca Daewoo kompletnie stracił panowanie nad autem podczas skrętu na skrzyżowaniu. Samochód z impetem uderzył w wystający pieniek drzewa. Gdy świadkowie podbiegli pomóc, poczuli potężną woń alkoholu.
– Funkcjonariusze ustalili, że 54-latek miał w organizmie około 3,7 promila alkoholu. Mężczyzna przyznał, że wracał właśnie ze sklepu, ponieważ skończył mu się zapas trunków. W aucie policjanci znaleźli kolejne puszki z piwem – relacjonują służby.
Reklama
Zarówno kierowca, jak i jego pasażer byli w stanie upojenia alkoholowego. To cud, że ten rajd zakończył się na pieńku, a nie na czołowym zderzeniu z innym pojazdem.
Analizując ostatnie dni, przeraża nie tylko stężenie alkoholu, ale też powtarzalność łamania sądowych zakazów. Dla wielu kierowców orzeczenia sądu wydają się być jedynie „papierem”, co widać po przypadkach z Brańska czy Białegostoku. Policja przypomina, że za kierowanie w stanie nietrzeźwości grozi do 3 lat więzienia, ale za złamanie zakazu sądowego kara rośnie do 5 lat pozbawienia wolności.
Warto podkreślić rolę mieszkańców regionu. Większość tych zatrzymań była możliwa dzięki czujności zwykłych ludzi – osób, które widziały podejrzane manewry lub nietrzeźwego wsiadającego za kółko pod restauracją.
Policja przypomina: jeśli widzisz kierowcę, który jedzie „zygzakiem”, gwałtownie hamuje bez powodu lub zachowuje się nienaturalnie – nie wahaj się. Telefon pod numer 112 może uratować czyjeś życie. Ten kwietniowy weekend pokazał, że walka z pijanymi mordercami na drogach wciąż wymaga ogromnej czujności służb i społeczeństwa.
Czy Waszym zdaniem zaostrzenie kar, w tym obligatoryjna konfiskata pojazdu, to jedyny sposób na powstrzymanie drogowej recydywy na Podlasiu?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze