Czym się różni F-35 od pociągu do Łomży? Otóż, niczym. Długo nad tym myśleliśmy i już to wiemy. Amerykański supersamolot i nasz regionalny pociąg to jest to samo.
Dziś głównymi bohaterami naszej Podlaskiej Kroniki Towarzyskiej są ci, którzy uroczyście reanimowali kolej w mieście Łomża. A towarzystwo było przednie: premier, posłowie, władze wojewódzkie, media. Pięknie było i uroczyście. Premiera to nawet przywieźli rządową beemką, żeby przejechał się z Ostrołęki do Łomży. Najlepsze było to, że otwierali ci, którzy w styczniu 2020 roku nie poparli sejmowej ustawy, która za cel przyjęła powrót kolei do Łomży. Tak jak z amerykańskimi samolotami, których zakup kilka lat temu krytykowali ci, którzy dziś robią sobie z nimi słitfocie.
W ogóle to rozumiemy ekstazę Łomżan, bo próbowaliśmy sobie wyobrazić, jak będziemy podekscytowani, gdy z Krywlan odleci pierwszy samolot. I tu niestety, zabrakło nam wyobraźni.
Jest jednak pewna różnica między F-35 a pociągiem do Łomży. Otóż samoloty mają matkę chrzestną, czyli panią Kosiniakową-Kamyszową, a pociąg nie ma! To poważne niedopatrzenie, przecież któraś z małżonek naszej władzy na pewno by się nadała. A i jak ładnie by brzmiało: „Pociąg Polregio Piorunek relacji Łomża – Białystok wjedzie na tor przy peronie drugim.”
Trwają piłkarskie mistrzostwa. Chcieliśmy nawet obejrzeć jakiś nocny mecz, ale gdy rano włączyliśmy telewizor okazało się, że leci mecz wieczorny, który już obejrzeliśmy, a ten nocny jest wczesnym popołudniem, gdy jesteśmy w robocie. Trochę się wkurzyliśmy, ale nam przeszło, gdy zobaczyliśmy jak się wzruszył najstarszy w naszej redakcji pan Ryszard, któremu ten turniej przypomniał młode lata. Komentatorzy siedzą w warszawskim studio, a nie na stadionie, podobnie eksperci, obraz jest niewyraźny i nie ma Polaków. Telewizja w likwidacji wróciła do lat 90, a może nawet 80. Tylko Darka Szpakowskiego nie dali do komentowania meczów, no chyba że szykują go na finał.
Chcieliśmy coś napisać o wyniku konkursu na dyrektora opery, ale tu nie ma o czym pisać. Kto miał wygrać, wygrał i wszyscy są szczęśliwi. No może oprócz kilku malkontentów, którym nie podoba się, że władza zmieniła zasady konkursu, żeby dyrektorem mogła zostać osoba bez dokonań artystycznych. Wy tam w operze lepiej uważajcie! Nie podoba się, to dostaniecie policjanta jak w teatrze! Albo byłego ormowca.
Tak jak każdy z rządzącej koalicji fotografował się z pociągiem, tak samo każdy chciał mieć zdjęcie z Andrzejem Poczobutem, który odwiedził Białystok. Pan Andrzej, oprócz tego, że jest człowiekiem niezłomnym, jest też miły i sympatyczny, więc nie odmawiał, gdy słitfocie robili z nim ludzie, o których istnieniu nigdy nie słyszał i którzy z walką z reżimem Łukaszenki nie mają nic wspólnego. Ale zawsze to fajnie mieć fotkę z bohaterem. Może kiedyś się przyda. Zawsze będzie można powiedzieć: „Nie zwalniajcie mnie! Ja mam zdjęcie z Poczobutem!”.
Nie od dziś wiadomo, że władza musi bywać. To znaczy zaszczycać, otwierać, inaugurować, witać, wręczać, czyli po prostu się pokazywać. Wiadomo: skoro nie bywasz, to cię nie ma, a jak jesteś, to znak, że jesteś ważny. Też chcielibyśmy bywać, bo - jak wiecie - aspirujemy do podlaskiej elity, ale jakoś nie chcą nas zapraszać. Takie bywanie to jest ciężka praca, a nie przyjemność. Ot, chociażby wiceprezydent Klim jednego dnia potrafi: wziąć udział w podsumowaniu roku w Młodzieżowym Domu Kultury, uroczyście otworzyć ścianę wspinaczkową w XI LO, wziąć udział w kampanii spotkanie w ramach kampanii „Broń bobrze bez kasku!” w SP 12. Wszędzie były przemówienia, rozmowy, zdjęcia itp. A poprzedniego dnia to nawet z Zenkiem zaśpiewał! Zazdrościmy mu bardzo, również tego, że nadzoruje w mieście inwestycje, np. fontannę na Plantach, żłobek na Nowym Mieście i kilka innych, które leżą i kwiczą.
KAT
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze