Planowana na białostockich Skorupach budowa wielkiego osiedla mieszkaniowego wywołała ogromne oburzenie wśród lokalnej społeczności, która nie chce zniszczenia kameralnego charakteru swojej dzielnicy. Radna niezrzeszona Alicja Biały złożyła oficjalną interpelację do władz miasta, punktując liczne błędy w wyliczeniach dewelopera, brak placów zabaw dla dzieci, groźby przepełnienia lokalnej szkoły oraz widmo paraliżu komunikacyjnego na okolicznych ulicach.
Niedzielny ostry dyżur obywatelski i spora dawka sąsiedzkiego gniewu przyniosły natychmiastowe efekty w białostockim magistracie. Radna Alicja Biały, do niedawna związana z Prawem i Sprawiedliwością, a obecnie radna niezrzeszona, złożyła interpelację, w której w mocnych słowach sprzeciwia się planom deweloperskim na białostockich Skorupach. Sprawa dotyczy Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego dla rejonu ulic Sowlańskiej, Poziomej i Plażowej.
Obrazek jak z filmu, osiedle Skorupy zdominowane przez domki jednorodzinne, ciche uliczki i mieszkańców znających się od pokoleń. Wokół panuje cisza, spokój i przeciętne zagęszczenie na poziomie dwudziestu osób na hektar. Aż tu nagle na biurka urzędników i tablice ogłoszeń trafia projekt nowej zabudowy. Wynika z niego, że na obszarze zaledwie sześciu i pół hektara ma wyrosnąć ogromne blokowisko, liczące tysiąc trzysta mieszkań dla ponad trzech tysięcy nowych lokatorów.
To daje drastyczne zagęszczenie, wynoszące niemal pięćset osób na hektar, czyli wskaźniki znane ze ścisłego centrum metropolii, a nie ze spokojnej dzielnicy Białegostoku.
Reakcja była natychmiastowa. W ostatnią niedzielę konsultacji społecznych doszło do porywczego spotkania z mieszkańcami. Odzew był jednoznaczny, brakuje zgody na wciśnięcie betonu i wieżowców w miejsce, gdzie ludzie od lat cenią sobie przestrzeń. Wynikiem tych rozmów jest interpelacja złożona do Prezydenta Miasta Białegostoku za pośrednictwem Przewodniczącego Rady Miasta.
Co najbardziej oburza w dokumentacji zaprezentowanej przez inwestora? Radna wskazuje na szereg wyliczeń, które w jej ocenie mocno odbiegają od rzeczywistości.
Po pierwsze, deweloper napisał w dokumentach, że do Szkoły Podstawowej numer dwadzieścia jest trzysta sześćdziesiąt pięć metrów. Mieszkańcy sprawdzili to na mapie, w rzeczywistości to aż osiemset pięćdziesiąt metrów. Podobnie ze szkołą przy ulicy Warmińskiej, zamiast deklarowanego kilometra i sześciuset metrów, dzieci miałyby do pokonania dwa kilometry i dwieście metrów.
Po drugie, w placówce numer dwadzieścia uczy się dziś około trzystu dzieci. Jeśli na nowe osiedle wprowadzi się ponad trzystu kolejnych uczniów, szkoła zwyczajnie nie wytrzyma i skończy się to nauką na zmiany do późnego wieczora.
Po trzecie, w planach inwestora dla blisko pięciuset dzieciaków z nowych bloków nie przewidziano ani jednego placu zabaw. Propozycje odsyłania rodzin na Dojlidy brzmią jak żart, ponieważ to ponad kilometr piechotą, ruchliwa ulica Plażowa do przejścia, a w sezonie letnim wstęp na tamtejszą plażę jest przecież płatny.
Skorupy już dziś borykają się z problemami drogowymi. Skrzyżowanie ulic Baranowickiej, Sowlańskiej i Obrębowej w godzinach szczytu zamienia się w jeden duży korkowy zator. Wprowadzenie na ten obszar dodatkowych dwóch tysięcy samochodów doprowadzi do całkowitego paraliżu. Co więcej, komunikacja miejska, reprezentowana przez dwie linie autobusowe kursujące co pół godziny lub czterdzieści minut, nie jest w stanie przejąć takiego potoku pasażerów.
W interpelacji padają konkretne, mocne pytania do władz miasta. Radna pyta, jakim cudem projekt dopuszcza osiedle na tysiące osób bez zapewnienia chociażby jednego bezpiecznego placu zabaw. Docieka również, jakie konkretne inwestycje drogowe oraz wzmocnienie komunikacji miejskiej zostaną wymuszone na deweloperze przed wydaniem jakiejkolwiek zgody oraz czy Prezydent stanie po stronie mieszkańców i odrzuci projekt w obecnym, przesadzonym kształcie.
Mieszkańcy Białegostoku nie mówią nie dla rozwoju miasta. Chcą jednak rozwoju z poszanowaniem tkanki miejskiej i dotychczasowych lokatorów. Przykładem do naśladowania są rozwiązania z ulicy Sowlańskiej czy Sybiraków, gdzie zabudowa sięga maksymalnie czterech pięter, a między blokami zachowano przestrzeń na zieleń, odpoczynek i place zabaw.
Do interpelacji dołączono imienne listy ze sprzeciwem Białostoczan. Teraz ruch należy do magistratu, a mieszkańcy czekają na odpowiedź, czy głos lokalnej społeczności zdoła powstrzymać deweloperski apetyt.
Krzysztof Pietrzykowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze