Na łamach naszego portalu informowaliśmy niedawno o interpelacji radnego Prawa i Sprawiedliwości Henryka Dębowskiego, który postanowił rozliczyć władze Białegostoku ze sposobu wykorzystywania Straży Miejskiej. Pytał wówczas wprost, dlaczego w czasie, gdy na osiedlach brakuje patroli, a mieszkańcy zmagają się z dewastacjami czy zniszczonymi nawierzchniami, na sali obrad Rady Miasta Białystok wygodnie zasiada dwóch umundurowanych strażników. Dziś nadeszła oficjalna odpowiedź sygnowana z upoważnienia Prezydenta Miasta Białegostoku przez Dyrektora Biura Zarządzania Kryzysowego. Lektura tego dokumentu nie pozostawia złudzeń. Władza po raz kolejny próbuje zasłonić się potokiem urzędniczej nowomowy i cytatami z ustaw, zamiast przyznać, że samorząd powinien być dla ludzi, a nie po to, by odgradzać radnych i prezydenta od zwykłych mieszkańców.
Odpowiedź magistratu na pytania radnego Henryka Dębowskiego to wręcz podręcznikowy przykład urzędniczego uniku. Zamiast konkretów, mieszkańcy Białegostoku otrzymali wywód na temat art. 11 ustawy o strażach gminnych, który mówi o ochronie spokoju i obiektów komunalnych. Co więcej, urząd bez cienia żenady powołuje się na kontrole Najwyższej Izby Kontroli oraz... sytuację geopolityczną i ogólnokrajowy stopień alarmowy BRAVO, uzasadniając w ten sposób stałą obecność mundurowych podczas sesji rady! Czy włodarze miasta naprawdę uważają, że sala obrad białostockiego samorządu jest bezpośrednio narażona na działania o charakterze hybrydowym lub terrorystycznym, przez co wymaga dwóch strażników miejskich oddelegowanych do siedzenia na krzesłach?
Radny Henryk Dębowski w swojej interpelacji pytał o rzecz fundamentalną, a mianowicie jakie konkretne zagrożenia uzasadniają taką asystę, ile sesji w latach od 2023 do 2026 roku zabezpieczali funkcjonariusze oraz ile dokładnie roboczogodzin na to poświęcono. Odpowiedź miasta w tej kwestii jest wręcz szokująca: magistrat kategorycznie odmówił podania wyliczeń roboczogodzin i liczby strażników, tłumacząc to w kuriozalny sposób ochroną informacji i "względami bezpieczeństwa". Oznacza to, że podatnicy, z których pieniędzy opłacana jest każda godzina pracy Straży Miejskiej, nie mają prawa dowiedzieć się, ile kosztuje ich ta urzędnicza wygoda.
Urzędnicy w odpowiedzi przekonują, że skierowanie strażników do ochrony budynków urzędu i sesji nie ogranicza liczby patroli na ulicach. Taki wywód godzi w prostą logikę — jeśli dany funkcjonariusz spędza kilkanaście godzin na zabezpieczaniu sesji czy parkingów miejskich, to fizycznie nie może w tym samym czasie być na białostockich osiedlach i reagować na zgłoszenia mieszkańców.
Co równie wymowne, odpowiedź magistratu w wielu miejscach całkowicie przemilczała najistotniejsze wątpliwości podniesione przez szefa klubu PiS. Radny Henryk Dębowski dopytywał przecież o kwestie budzące ogromne emocje mieszkańców, czyli czy strażnicy wykonywali zadania związane z bezpośrednią ochroną prezydenta i jego zastępców, czy kierowano patrole w rejon miejsca zamieszkania prezydenta (w tym w formie patroli całodobowych lub po cywilnemu) oraz czy funkcjonariusze jeździli z władzami miasta w delegacje służbowe w charakterze ochrony. Brak precyzyjnego i jednoznacznego zaprzeczenia ze strony urzędu w tych kwestiach budzi uzasadniony niepokój i wzmacnia poczucie, że władza traktuje formację porządkową jak własną, prywatną kadrę ochronną.
Jako portal od początku stający po stronie mieszkańców i wspierający prospołeczne inicjatywy radnych Prawa i Sprawiedliwości, wyrażamy kategoryczny sprzeciw wobec takiego stawiania sprawy. Radny Henryk Dębowski trafnie zauważył, że Straż Miejska została powołana po to, by być blisko ludzi i służyć lokalnej społeczności na co dzień, a nie po to, by tworzyć swoisty bufor i nadgorliwą asystę dla miejskich dostojników. Odgradzanie się od obywateli za pomocą umundurowanych służb w trakcie otwartych sesji Rady Miasta to zły sygnał, który uderza w same fundamenty samorządności.
Nasz portal nie poprzestanie na publikacji tej urzędniczej odpowiedzi. Będziemy kontynuować naszą interwencję i domagać się od Prezydenta Miasta Białegostoku pełnej przejrzystości oraz realnego przywrócenia Straży Miejskiej jej właściwej roli, jaką jest patrolowanie białostockich ulic i osiedli. Mieszkańcy płacą podatki za swoje bezpieczeństwo, a nie za komfort i spokój urzędników.
Krzysztof Pietrzykowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze