Wszystko wskazuje na to, że polityczny zegar ministra rolnictwa i szefa podlaskiego PSL Stefana Krajewskiego tyka nieubłaganie. Po fali protestów, lawinie medialnych kompromitacji i rekordowo niskich sondażach ludowców w ich dawnym bastionie, nawet partyjni koledzy zaczynają postrzegać go jako wizerunkowy balast. Wprawdzie sam Krajewski na konferencji prasowej demonstruje butną pewność siebie ogłaszając kolejne spotkania i działania, ale z politycznych kulis wiemy, że nad jego głową zebrały się czarne chmury. W rządowej koalicji panuje przekonanie, że jest wizerunkowym obciążeniem co w przedwyborczym okresie może być bardzo kosztowne. Przedstawiamy pełną chronologię upadku coraz mniej popularnego ministra-posła z Zambrowa.
Czarna seria politycznych potknięć ministra zaczęła się rozwijać z początkiem roku. Już w styczniu 2026 roku polityk przetrwał pierwsze wotum nieufności zgłoszone przez opozycję, a pod jego domem wylądowało pół tony gnojowicy. Główny sprawca po skardze Krajewskiego wylądował w areszcie choć jego żona i dzieci pozostały bez wsparcia finansowego. Wkurzeni rolnicy wykupili w Zambrowie wielkopowierzchniowe banery nawołując "Stefan, wypuść rolnika". Krajewski zareagował groźbami pozwów sądowych. Dodatkowo rolnicy protestujący pod biurem Krajewskiego (zapalali znicze jako grabarzowi polskiego rolnictwa) zaczęli być wzywani do sądów i karani grzywnami.
Wiosną wybuchł ostry spór z podlaskim hodowcą spod Hajnówki, Hubertem Ojdaną. Po burzliwych rozmowach w resorcie rolnik bez ogródek poradził kolegom z branży wyprzedaż chlewni ze względu na ogromne straty przy skupie żywca, a sam wystawił gospodarstwo na sprzedaż. Hodowcy wskazują na nieopłacalność hodowli i brak reakcji resortu na fakt, że polska wieprzowina ma jedną z najniższych cen skupu. Zarzucają, że resort jest bezczynny, a sam Krajewski nie dotrzymuje słowa. Dodają, że tylko co trzeci schabowy w Polsce pochodzi ze świni hodowanej w kraju.
Dodatkowo rolnicy z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników podnoszą, że resort patronuje patologiom realizowanym w funduszach promujących polskie branże rolnicze, które przymusowo gromadzą środki od sprzedaży płodów rolniczych. Jako przykład szczególnych absurdów pokazują wydawanie setek tysięcy złotych na promocję spożycia polskiej wieprzowiny w krajach arabskich, gdzie islam zakazuje jej spożywania. Podnoszą też, że fundusze promują też mięso wyprodukowane poza Polską, które zostało tu przetworzone na wędliny lub tylko przebrendowane jako polski produkt.
W maju zaczęła się awantura z wchodzącą w życie umową Unii Europejskiej z krajami Mercosur. Rolnicy zaniepokojeni, że bezcłowy napływ taniej żywności produkowanej z tych krajów pozbawi wyeliminuje ich produkty z rynku masowo protestowali. Argumentowali, że produkcja rolna z Ameryki Południowej jest tak tania, bo nie stosują się do niej surowe (i kosztowne) normy wymagane przez UE, które w Polsce są drobiazgowo przestrzegane. Krajewski za treść takich rozwiązań winił poprzedni rząd PiS. W jednym z wywiadów palnął jednak, że nie nie zna treści umowy z krajami Mercosur, bo... jej nie czytał. Wywołał tym falę memów, złośliwych komentarzy ekspertów i kolejną falę irytacji rolników. Wkrótce potem minister pytany dlaczego mimo współpracy z Mercosur drastycznie drożeje kawa pochodząca z Ameryki Południowej zaoferował Polakom borykającym się z drożyzną alternatywę w postaci tradycyjnej „polskiej kawy z żołędzi”.
Prawdziwy festiwal absurdu nastąpił późnym latem. W sierpniu i wrześniu ministerstwo pod kierownictwem Krajewskiego stało się tłem dla kolejnych wpadek. Najpierw wybuchł skandal wokół uroczystego odsłonięcia chińskiego traktora na targach co oburzyło rodzimych producentów maszyn. Krajewski wyjaśniał, że wsparł w ten sposób polską firmę handlującą tą marką, ale oponentów nie przekonał.
A już 22 września, ministerialne korytarze zamieniły się w wybieg dla modeli podczas zamkniętej imprezy duetu Paprocki & Brzozowski. Imprezie towarzyszył bankiet z poczęstunkiem i alkoholem o czym donosiła Telewizja Republika. Wydarzenie trwało do północy, wywołując pytania o bezpieczeństwo państwowych dokumentów i powagę urzędu. Gdy opinia publiczna skierowała gromy na kierownictwo resortu, Ministerstwo Rolnictwa usiłowało się bronić, przekonując, że Skarb Państwa świetnie zarobił na wynajmie. Jak ustaliła Wirtualna Polska, „zysk” wyniósł zaledwie 5 tys. zł netto. Tłumaczenia rzeczniczki Iwony Pacholskiej o niezwykle wartościowo wizerunkowej bezpłatnej promocji miodu i jabłek w strefie degustacji tylko dolały oliwy do ognia.
Minister dał się poznać również jako zwolennik niekonwencjonalnych metod dyplomacji. W sierpniu starosta zambrowska publicznie oskarżyła Krajewskiego o wywieranie nacisków politycznych i pretensje dotyczące jej aktywności w sieci. Powód był kuriozalny: Piotr Mozolewski, jeden z lokalnych polityków Konfederacji, umieścił w mediach społecznościowych komentarz zarzucający żonę Krajewskiego o promowanie zagranicznych produktów spożywczych sprzedawanych w nie polskiej sieci handlowej. Zapytał też o wsparcie dla producenta tego produktu z resortu rolnictwa. Edyta Marchel-Groszfeld, starosta z Zambrowa polajkowała ten materiał. Krajewski zadzwonił do niej z pretensjami i groźbami, ale miał pecha - rozmowa odbyła się w czasie obrad zarządu powiatu i słyszało ją kilka osób uczestniczących w nich.
Prawdziwa bomba wybuchła jednak w październiku, gdy Ogólnopolski Związek Zawodowy Urzędowych Lekarzy Weterynarii nagłośnił brak wypłat pensji i upublicznił relację z rozmowy telefonicznej. Szef resortu miał w niej grozić związkowcom „rozwałką” w strukturach i masowymi zwolnieniami. W odpowiedzi wściekli lekarze zapowiedzieli masowe protesty w całej Polsce. Powodem protestów weterynarzy są wielomiesięczne zaległości finansowe z ministerstwa m. in. za badania mięsa. Na początku września w RMF FM Krajewski publicznie zapewnił, że do końca września pieniądze trafią na konta lekarzy. W pierwszych dniach października wielu z nich nie otrzymało zaległych sum. Na nagłośnienie sprawy minister zareagował agresją wobec szefa organizacji zrzeszającej weterynarzy.
Gwoździem do politycznej trumny ministra stał się program dopłat do nawozów i paliwa. Środowiska rolnicze wyśmiały zbyt niskie stawki (do 500 zł/ha) oraz sztywne kryteria. Okazało się, że resort przyjął sztucznie zaniżone ceny referencyjne nawozów, drastycznie krzywdząc rolników, którzy kupowali środki produkcji znacznie drożej. Pod presją fali krytyki i manifestacji przed gmachami rządowymi minister musiał się uderzyć w piersi i na początku października zlecić ponowną weryfikację wskaźników przez instytuty naukowe. Rzecz w tym, że rolnicy są wściekli, bo od wielu miesięcy opinia publiczna słyszy o 800 milionach złotych przeznaczonych na pomoc dla nich. Tymczasem od początku roku 2026 płacą coraz wyższe rachunki za paliwa i nawozy, ceny skupu stoją w miejscu, a ministerstwo nieustannie ogłasza narady, konsultacje i zapowiada pomoc.
Wszystko to prowadzi do logicznego finału. Podczas sierpniowej konferencji prasowej Sławomir Izdebski z rolniczego OPZZ postawił ultimatum wicepremierowi Kosiniakowi-Kamyszowi, domagając się natychmiastowej dymisji ministra pod groźbą blokady kraju. Wniosek o jego odwołanie formułują m. in. NSZZ RI „Solidarność” oraz Oddolny Ogólnopolski Protest Rolników. Dla podlaskiego PSL, gdzie od roku sondaże pod dyktatorską ręką Krajewskiego szorują po dnie na poziomie poniżej 3 procent, odwołanie ministra z Zambrowa wydaje się jedyną szansą na uratowanie jakichkolwiek resztek politycznej wiarygodności. Niepopularny wśród rolników polityk, dodatkowo z opinią aroganta i prostaka, broni się zarzucając wszystkim krytykującym polityczne działania i cele. Rzecz w tym, że nawet lokalni działacze PSL-u nie chcą już bronić Krajewskiego i nieoficjalnie mówią, że staje się coraz większym politycznym balastem. Zwłaszcza, że czarna seria wpadek Krajewskiego wydaje się nie mieć końca, a przydomek "słoń" (złośliwcy mówią tak o nim z powodu tuszy, która wzrosła mu odkąd objął rządowe funkcje) zaczyna mieć odniesienie do tego jak porusza się w tzw. politycznej porcelanie.
Czy Waszym zdaniem minister Stefan Krajewski powinien poddać się do dymisji? Jak oceniacie jego dotychczasową pracę na rzecz podlaskiego rolnictwa? Czekamy na Wasze opinie i komentarze pod tekstem!
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze