Są ludzie, których można opisać listą osiągnięć. Medale, tytuły, stopnie mistrzowskie, sukcesy sportowe. Wszystko to robi wrażenie, ale niewiele mówi o samym człowieku. Są jednak i tacy, których prawdziwą wielkość poznaje się dopiero wtedy, gdy ma się szczęście stanąć obok nich. Do takich ludzi należy Piotr Sawicki.
Legenda głosi, że pięćdziesiąt dwa lata temu zdziwiony bocian przyleciał na Podlasie z niezwykłym niemowlakiem. Dziecko ubrane było w biały strój przewiązany czarnym pasem. Bocian podobno długo krążył nad ziemią, zastanawiając się, komu powierzyć taki dar.
Dziś, patrząc na drogę życiową Piotra Sawickiego, można z uśmiechem pomyśleć, że w każdej legendzie kryje się odrobina prawdy.
Nasze drogi przecięły się po raz pierwszy w 2012 roku. Było to krótkie spotkanie i zaledwie kilka zdań rozmowy. Potem każdy poszedł swoją drogą. Minęły lata, aż los postanowił połączyć nasze ścieżki ponownie.
Przygotowywałem wówczas wystawę wspólnie z Fundacją „Dorastaj z Nami” oraz Szkołą Podstawową im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu. Coraz częściej zastanawiałem się nad kondycją współczesnej młodzieży. Doszedłem do wniosku, że Polsce potrzebny jest rzetelny raport o stanie młodego pokolenia – nie tylko o jego sprawności fizycznej, ale także o wychowaniu, odpowiedzialności, rozwoju intelektualnym i systemie wartości.
Pomyślałem wtedy o Piotrze.
Następnego dnia zadzwoniłem.
Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, czego się spodziewać. W końcu rozmawiałem z człowiekiem od lat odnoszącym sukcesy na arenach międzynarodowych, szkolącym mistrzów Europy i świata.
Ku mojemu zaskoczeniu usłyszałem tylko spokojne:
— Zróbmy to.
Nie padło ani jedno pytanie o wynagrodzenie.
Nie było rozmowy o kosztach.
Nie było pytania, ile czasu będzie musiał poświęcić.
Liczyła się wyłącznie idea.
Już wtedy zrozumiałem, że mam przed sobą człowieka wyjątkowego.
Skromnego.
Pokornego.
Oddanego ludziom.
Dla Piotra karate nigdy nie było sposobem na zdobywanie medali. Było i pozostaje drogą wychowywania ludzi – drogą opartą na filozofii Bushidō, której fundamentami są szacunek, odpowiedzialność, dyscyplina, pokora i służba drugiemu człowiekowi.
Z czasem zrozumiałem, że właśnie przez ten pryzmat należy patrzeć na wszystkie jego działania. Nieważne, czy prowadzi trening dla kilku dzieci, organizuje mistrzostwa Europy, reprezentuje Polskę za granicą czy przygotowuje letni obóz dla młodych karateków. Cel zawsze pozostaje ten sam – wychować dobrego człowieka.
Naszym pierwszym wspólnym przedsięwzięciem była wystawa przygotowana w Szkole Podstawowej im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu. Już wtedy zobaczyłem, że Piotr potrafi robić coś znacznie więcej niż uczyć karate. Potrafi inspirować, budować relacje i sprawiać, że młodzi ludzie zaczynają wierzyć we własne możliwości.
Nie były to jednak pojedyncze wydarzenia.
Z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że dla Piotra każde spotkanie z dziećmi jest równie ważne jak mistrzostwa świata.
Przekonałem się o tym podczas Niebieskich Igrzysk zorganizowanych przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Czerwinie we współpracy ze Szkołą Podstawową im. gen. Józefa Bema w Rzekuniu.
Wśród uczestników były również dzieci w spektrum autyzmu.
Piotr nie przyjechał tam jako wielokrotny mistrz świata i Europy.
Przyjechał przede wszystkim jako wychowawca.
Przedstawił fragment przygotowanego wspólnie Raportu o wpływie karate na rozwój dzieci i młodzieży, pokazując, że karate jest czymś znacznie więcej niż sportem. To droga budowania pewności siebie, odpowiedzialności, samodyscypliny i wzajemnego szacunku.
Następnie zaprezentował specjalistyczny elektroniczny miernik siły uderzenia, dzięki któremu każde dziecko mogło w bezpieczny sposób sprawdzić swoje możliwości. Radości i uśmiechów nie było końca.
Razem z zawodniczkami Sport Club Karate Białystok, wśród których były mistrzynie Polski i Europy, przeprowadził wspólny trening.
Nie było podziału na mistrzów i początkujących.
Była wspólna zabawa.
Była nauka.
Był wzajemny szacunek.
Na zakończenie wykonał efektowny pokaz tameshiwari, rozbijając jedenaście betonowych bloczków.
Na sali zapadła cisza.
Po chwili rozległy się gromkie brawa.
Patrzyłem jednak przede wszystkim na twarze dzieci.
Nie widziałem wyłącznie zachwytu.
Widziałem wiarę, że dzięki cierpliwości, systematyczności i ciężkiej pracy można osiągnąć rzeczy pozornie niemożliwe.
Kilka tygodni później Piotr ponownie pokazał, jak rozumie misję karate.
Podczas obchodów Dnia Dziecka wraz ze swoimi podopiecznymi przygotował kilka widowiskowych pokazów, które uświetniły całe wydarzenie. Dwa z nich zadedykował dzieciom bohaterów – podopiecznym Fundacji „Dorastaj z Nami”, oddając w ten sposób hołd ich rodzicom oraz wyrażając szacunek dla działalności Fundacji.
Przygotowana przez nas wystawa stała się ważnym elementem uroczystości, a pokazy Piotra nadały jej wyjątkowy, pełen wzruszeń charakter.
To jednak nie był koniec tej historii.
Po pokazach w Rzekuniu dzieci z klas pierwszych były tak oczarowane osobowością Mistrza, jego spokojem, kulturą i umiejętnością pracy z najmłodszymi, że specjalnie przyjechały do jego dojo, aby wziąć udział w treningu prowadzonym właśnie przez niego.
Nie przyjechały po medale.
Przyjechały spotkać człowieka, który potrafił rozbudzić w nich marzenia.
Pomyślałem wtedy, że największym zwycięstwem nauczyciela nie są puchary stojące na półce.
Największym zwycięstwem są dzieci, które chcą wrócić.
Kilka miesięcy później ponownie zwróciłem się do Piotra o pomoc. Tym razem chodziło o organizację wystawy podczas III Mistrzostw Europy IKO Nakamura w Białymstoku.
Był to dla niego czas niezwykle intensywny. Na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za organizację jednego z najważniejszych wydarzeń karate w Europie. Tysiące spraw do dopilnowania, setki telefonów, dziesiątki spotkań i decyzji.
A jednak znów usłyszałem:
— Dobrze. Zrobimy to razem.
Przez wiele dni miałem możliwość obserwowania go z bliska.
Nie zobaczyłem gwiazdy.
Nie zobaczyłem człowieka budującego własny pomnik.
Zobaczyłem człowieka, który z jednakowym szacunkiem rozmawiał z dzieckiem, wolontariuszem, trenerem, zawodnikiem, policjantem, ratownikiem medycznym i pracownikiem technicznym.
To właśnie wtedy zrozumiałem, na czym polega prawdziwe przywództwo.
Nie na wydawaniu poleceń.
Na dawaniu przykładu.
Pomysł połączenia III Mistrzostw Europy IKO Nakamura z wystawą okazał się strzałem w dziesiątkę. Przez dwa dni obejrzały ją setki zawodników, trenerów, rodziców, kibiców i gości z Polski oraz z zagranicy. Wśród odwiedzających znaleźli się przedstawiciele władz samorządowych, Policji, Straży Granicznej, ratownictwa medycznego, służb mundurowych oraz liczni przedstawiciele świata sportu i karate.
Szczególnym zaszczytem była obecność Daihyo Masanagi Nakamury (8 Dan), Prezydenta Światowej Organizacji Kyokushin Nakamura, którego obecność podkreśliła rangę całego wydarzenia. Mistrzostwa odwiedziła również Pani Żaneta Cwalina-Śliwowska, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, która z uznaniem odnosiła się zarówno do wysokiego poziomu sportowego zawodów, jak i do inicjatyw towarzyszących, w tym naszej wystawy.
Patrząc na tłumy odwiedzających, zrozumiałem, że pomysł Piotra był czymś znacznie więcej niż organizacją zawodów sportowych.
Stworzył wydarzenie, które połączyło sport, historię, wychowanie i pamięć o tych, którym należy się nasz szacunek.
Właśnie w takich chwilach widać, że prawdziwy lider potrafi jednoczyć ludzi wokół wartości, a nie tylko wokół medali.
Mistrzostwa zakończyły się sukcesem.
Wszyscy cieszyli się z dobrze wykonanej pracy.
Ja jednak zapamiętałem coś zupełnie innego.
Twarz Piotra.
Nie było na niej triumfu.
Była troska.
Zapytałem:
— Co się stało?
Spojrzał na mnie i powiedział:
— Jedną strzałę złamiesz szybko. Całego kołczanu nigdy.
Dopiero później uświadomiłem sobie, że nawiązał do starej japońskiej maksymy, według której prawdziwa siła tkwi we wspólnocie, a nie w pojedynczym człowieku.
Po chwili dodał, że polskie karate ma ogromny potencjał. Wybitnych zawodników. Świetnych trenerów. Piękną historię.
Ale jest zbyt rozproszone.
Martwił się, że kiedy odejdzie pokolenie obecnych mistrzów, ich doświadczenie i dorobek mogą zostać zapomniane.
To były słowa człowieka, który nie myśli przede wszystkim o sobie.
Myśli o przyszłości.
Później długo rozmawialiśmy o wychowaniu młodzieży, ratownictwie oraz o obozach karate.
I właśnie wtedy zrozumiałem, że te obozy również są częścią jego filozofii.
Dla postronnego obserwatora mogłyby wyglądać jak zwykłe sportowe wyjazdy.
W rzeczywistości są czymś znacznie więcej.
Oczywiście są treningi.
Jest doskonalenie techniki.
Jest wysiłek i codzienna praca.
Ale równie ważne miejsce zajmuje wychowanie.
Młodzi karatecy poznają historię Polski i Podlasia.
Odwiedzają miejsca pamięci.
Uczą się szacunku dla bohaterów.
Poznają wielokulturowe dziedzictwo regionu, odkrywają piękno podlaskiej przyrody i uczą się odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Rozmowy o patriotyzmie, służbie, odpowiedzialności i wzajemnym szacunku są tam równie naturalne jak trening na macie.
Patrząc na to wszystko, zrozumiałem, że Piotr nie wychowuje wyłącznie przyszłych mistrzów karate.
Wychowuje ludzi.
Ludzi, którzy mają być odpowiedzialni za siebie, za swoje rodziny, za swoją społeczność i za swoją Ojczyznę.
Po tych wszystkich wydarzeniach zupełnie inaczej spojrzałem na relacje z Wystawy Światowej Expo 2025 w Osace.
Nie widziałem już tylko mistrza karate reprezentującego województwo podlaskie.
Widziałem człowieka, który wszędzie, gdzie się pojawia, niesie ze sobą te same wartości.
Szacunek.
Pokorę.
Odpowiedzialność.
Gotowość do służby drugiemu człowiekowi.
Zrozumiałem wtedy, że miejsce nie ma znaczenia.
Czy jest to sala gimnastyczna w Rzekuniu.
Spotkanie z dziećmi w spektrum autyzmu.
Obóz karate.
Hala mistrzostw Europy.
Czy pawilon Polski podczas Wystawy Światowej w Osace.
Piotr wszędzie pozostaje tym samym człowiekiem.
I właśnie to jest miara prawdziwego Mistrza.
Po tych wszystkich wydarzeniach coraz częściej wracałem myślami do naszych rozmów.
Do słów o odpowiedzialności.
O wychowaniu.
O przyszłości.
I wtedy zrozumiałem coś jeszcze.
Im dłużej poznawałem Piotra, tym bardziej uświadamiałem sobie, że dla niego karate nigdy nie było celem.
Było narzędziem.
Celem zawsze był człowiek.
To dlatego z takim samym zaangażowaniem prowadzi trening dla kilkuletniego dziecka, jak przygotowuje mistrza Europy.
To dlatego z jednakowym szacunkiem rozmawia z dzieckiem, rodzicem, wolontariuszem, policjantem czy mistrzem świata.
To dlatego potrafi połączyć sport z historią, patriotyzmem, przyrodą i wychowaniem.
Bo wie, że prawdziwe zwycięstwa nie rodzą się na podium.
Rodzą się w codziennym życiu.
W decyzjach.
W charakterze.
W odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Dzisiaj, patrząc na drogę, którą przeszedł, nie widzę już tylko wybitnego sportowca.
Nie widzę jedynie wielokrotnego mistrza świata i Europy.
Widzę człowieka, który od wielu lat konsekwentnie buduje coś znacznie trwalszego niż sportowe sukcesy.
Buduje ludzi.
Dlatego, gdy myślę o Piotrze Sawickim, przed oczami staje mi właśnie taki obraz.
Żubr z Podlasia… z gracją czapli.
Żubr — bo jest silny, odważny, wytrwały i niezłomny.
Czapla — bo porusza się przez życie z niezwykłym spokojem, cierpliwością i godnością.
Nie wykonuje zbędnych ruchów.
Nie szuka rozgłosu.
Nie potrzebuje udowadniać swojej wartości.
Po prostu każdego dnia robi swoje.
To niezwykłe połączenie siły i pokory.
Stanowczości i życzliwości.
Mocy i delikatności.
Takich ludzi spotyka się bardzo rzadko.
Drogi Piotrze!
Dziękuję Ci za to, że pozostałeś wierny wartościom Bushidō.
Dziękuję za Twój czas.
Za skromność.
Za pracowitość.
Za zaufanie.
Za to, że nigdy nie odmówiłeś pomocy, kiedy chodziło o sprawy naprawdę ważne.
Przed Tobą wyjątkowy rok.
W 2027 roku minie trzydzieści lat od chwili, gdy jako pierwszy Europejczyk zdobyłeś tytuł mistrza świata. Było to osiągnięcie, które na trwałe zapisało się w historii światowego karate i do dziś pozostaje inspiracją dla kolejnych pokoleń zawodników i trenerów.
Życzę Ci przede wszystkim zdrowia.
Niech nigdy nie zabraknie Ci siły do realizacji kolejnych marzeń, ludzi, którzy będą szli z Tobą tą samą drogą, oraz uczniów, którzy nie tylko będą podziwiać Twoje osiągnięcia, ale przede wszystkim będą potrafili nieść dalej wartości, których ich uczysz.
Bo medale z czasem pokrywają się kurzem.
Puchary trafiają do gablot.
Rekordy bywają pobijane.
Ale dobro, które pozostawia się w drugim człowieku, pozostaje na zawsze.
Dlatego prawdziwego Mistrza nie poznaje się po liczbie medali.
Prawdziwego Mistrza poznaje się po liczbie ludzi, których uczynił lepszymi.
Dla mnie właśnie takim Mistrzem jesteś.
Dziękuję.
Osu!
Józef Sawicki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze