Sytuacja na polsko-białoruskiej granicy znów budzi ogromne emocje. Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, pod nadzorem prokuratury, uderzyli w proceder, który śledczy nazywają wprost „instrumentalizacją procedur ochrony międzynarodowej”. W centrum wydarzeń znalazła się obywatelka Polski, znana z zaangażowania w pomoc cudzoziemcom, której postawiono poważne zarzuty karne.
Podczas przeszukania miejsca zamieszkania kobiety, która aktywnie udzielała się w rejonie przygranicznym, mundurowi natrafili na zaskakujące znalezisko. Zabezpieczono aż 62 egzemplarze Tymczasowych Zaświadczeń Tożsamości Cudzoziemca (TZTC). Są to dokumenty wydawane osobom, które oficjalnie deklarują chęć ubiegania się o azyl w Polsce. W teorii mają one chronić cudzoziemca przed deportacją do czasu rozpatrzenia wniosku.
Zatrzymana aktywistka udziela się w grupach organizujących tzw. pomoc humanitarną dla nielegalnych migrantów przekraczających zieloną granicę polsko-białoruską. Oprócz TZTC, w ręce funkcjonariuszy wpadły dokumenty urzędowe sporządzane przez Straż Graniczną w trakcie postępowań administracyjnych. Dlaczego znajdowały się w prywatnym mieszkaniu, zamiast w rękach samych zainteresowanych? Odpowiedź, zdaniem śledczych, jest prosta: cudzoziemcy, których dane widniały w papierach, dawno opuścili Polskę. Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców umorzył większość tych postępowań, ponieważ osoby te „oddały się w nieznanym kierunku” – zazwyczaj prosto do Europy Zachodniej.
Zebrany materiał dowodowy pozwolił prokuratorowi z Wydziału do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie na postawienie kobiecie zarzutów z art. 264 § 3 Kodeksu karnego. Śledczy twierdzą, że w 2022 roku podejrzana zorganizowała nielegalne przekroczenie granicy z Polski do Niemiec dla co najmniej 15 osób.
Aktywistka nie przyznaje się do winy, jednak prokurator zastosował wobec niej środek zapobiegawczy w postaci dozoru Policji. Jeśli zarzuty o organizowanie przerzutu się potwierdzą, kobiecie grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Służby podkreślają, że procedura ubiegania się o ochronę międzynarodową była w tym przypadku wykorzystywana jedynie jako „paliwo” do legalizacji krótkotrwałego pobytu, który miał umożliwić ucieczkę na Zachód.
Opisywana sprawa rzuca nowe światło na trwający od lat spór o charakter działań podejmowanych na granicy przez osoby prywatne i organizacje. Warto przypomnieć w tym kontekście głośne uniewinnienie tzw. „piątki z Hajnówki”. W tamtym procesie sąd uznał, że działanie aktywistów polegające na transporcie cudzoziemców w głąb kraju nie nosiło znamion przestępstwa, lecz było motywowane pobudkami humanitarnymi i chęcią niesienia pomocy osobom w stanie wyższej konieczności. Czy tym razem aktywistka również uzasadni swój proceder względami "humanitarnymi" i sąd zdecyduje się je uwzględnić? Czy lewicowe organizacje znowu zaczną wybielać osobę podejrzaną o przestępstwa przeciwko dokumentom i przygotowującą się do ich fałszowania?
Obecna sprawa wydaje się mieć inny ciężar gatunkowy. Straż Graniczna i prokuratura wskazują tutaj na konkretną logistykę przerzutową do Niemiec oraz gromadzenie dokumentów tożsamości osób, które zniknęły z systemu. O ile w Hajnówce sądy skupiały się na aspekcie „ratowania życia”, tutaj śledczy celują w „organizowanie kanału przerzutowego”. Wynik tego postępowania będzie kluczowy dla zdefiniowania granicy między pomocą humanitarną a działalnością przestępczą, która – jak uważa Straż Graniczna – uderza w bezpieczeństwo państwa.
Będziemy z uwagą śledzić kolejne doniesienia, zadając pytanie: czy to kolejna sprawa, która rozejdzie się po kościach w imię wyższych racji, czy może tym razem dowody okażą się niepodważalne?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze