Reklama

Kulisy politycznej wojny o pakt migracyjny w Białymstoku. Urzędnicy zabiorą miejsca dla widzów? (WIDEO)

Polityczny maj w stolicy podlaskiego kończy się potężną, bezprecedensową awanturą wywołaną uporem radnych sejmikowych z Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy nie chcą żadnych uchwał protestujących przeciw lokowaniu w regionie nielegalnych migrantów. Unijna polityka uchodźcza, która od miesięcy polaryzuje całe społeczeństwo, tym razem uderzyła ze zdwojoną siłą bezpośrednio w Białystok. Działacze Prawa i Sprawiedliwości, wspierani przez twarde jądro podlaskiej „Solidarności” oraz liczne środowiska prawicowe i dawnych działaczy opozycji antykomunistycznej, oficjalnie zapowiedzieli masową manifestację. Pikieta ma odbyć się we wtorek, 26 maja 2026 roku, o godzinie 9:15 przed siedzibą Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego. Czy przeszkodzą im w tym... dyrektorzy i nominaci rządzącej większości ściągnięci z całego urzędu przez polityków i ich pomocników?

Zwrot o sto osiemdziesiąt stopni w sejmiku

Termin pikiety wybrano z chirurgiczną precyzją – protest rozpocznie się tuż przed sesją sejmiku, na której kwestia relokacji migrantów oraz ochrony granic powróci na tapet. Temperatura sporu osiągnęła już poziom, jakiego w kuluarach urzędu nie widziano od czasu konsolidacji służby zdrowia, z której marszałek Łukasz Prokorym wraz z całym zarządem tchórzliwie się wycofał najpierw uciekając z obrad Sejmiku. 

Tym razem całe zamieszanie to bezpośrednie pokłosie decyzji koalicji rządzącej w podlaskim parlamencie regionalnym, która podczas ostatnich obrad zdecydowała się na radykalny krok. Głosami większości KO-PSL- i dwóch byłych radnych PIS uchylono wcześniejsze stanowisko z 2025 roku, w której ówcześni radni sejmiku wyrażali kategoryczny i oficjalny sprzeciw wobec unijnego paktu migracyjnego. Tamta decyzja miała być jasnym sygnałem wysłanym do Brukseli i Warszawy, że mieszkańcy podlaskiego nie zgadzają się na umieszczanie nielegalnych migrantów w ramach relokacji i są przeciwni tworzeniu ośrodków migrantów w województwie. Obecnie Zarząd województwa ma inne zdanie: ważniejsze są pieniądze i przypodobanie się rządowi niż ewentualne bezpieczeństwo mieszkańców. 

Reklama

Wycofanie się ze stanowiska przyjętego przez Sejmik na wniosek Jacka Piorunka, członka zarządu i łomżyńskiego barona KO wywołało natychmiastową i wściekłą reakcję opozycji. Szef klubu radnych PiS w sejmiku, Artur Kosicki, podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej nie gryzł się w język. Podkreślał, że obecny zarząd województwa oraz rząd ponoszą pełną odpowiedzialność za narażanie bezpieczeństwa mieszkańców regionu. Według jego relacji, oficjalnym powodem kapitulacji nowej większości miał być strach przed rzekomą utratą gigantycznych funduszy unijnych, które zasilają m.in. Operę i Filharmonię Podlaską. Kosicki stanowczo te argumenty odpiera, uspokajając opinię publiczną, że regionowi nie grozi utrata nawet jednego eurocenta z programów europejskich. Stąd też jego płomienny apel do mieszkańców całego województwa, aby nie tylko pojawili się na samej pikiecie, ale też masowo weszli na salę obrad i przypilnowali głosowania radnych. Jego zdanie podtrzymywał szef podlaskiego NSZZ Solidarność Józef Mozolewski oraz Krzysztof Nowakowski, przewodniczących Więzionych, Internowanych i Represjonowanych.  

Strach przed powtórką z protestu medyków

Atmosfera gęstnieje jednak nie tylko z powodu oficjalnych deklaracji, ale przede wszystkim ze względu na zakulisowe, partyjne gry. Z nieoficjalnych, ale niezwykle wiarygodnych informacji, do jakich udało się dotrzeć naszej redakcji, wynika, że marszałek województwa Łukasz Prokorym z Koalicji Obywatelskiej robi absolutnie wszystko, co w jego mocy, aby zneutralizować siłę zapowiadanego protestu. Politycy rządzącej większości sejmikowej mają w pamięci niedawne, dramatyczne wydarzenia, kiedy to budynek urzędu został oblężony przez wściekłych medyków, ratowników medycznych oraz pracowników pogotowia i szpitali, protestujących przeciwko kontrowersyjnym planom konsolidacji placówek służby zdrowia. Wówczas presja społeczna złamała opór urzędników. Obrady przerwano, a Prokorym połykał własny język zapewniając medyków, że żadnej konsolidacji nie było nawet w planach. Po czym ogłosił, że zarząd wycofuje się z pomysłu, którego... miało nie być.

Reklama

Urzędnicy zajmą miejsca na widowni, żeby zabrakło ich dla protestujących 

Aby nie dopuścić do powtórki tamtego scenariusza i zminimalizować wrażenia obecności protestujących związkowców, Konfederacji oraz sympatyków PiS na sali obrad, wdrożono ponoć tajny plan awaryjny. Po całym urzędzie marszałkowskim krąży poufne polecenie, które sekretarz województwa miała przekazać bezpośrednio do wszystkich dyrektorów departamentów. Nakaz jest prosty, ale bulwersujący: we wtorek rano wszyscy dyrektorzy, wraz ze swoimi zastępcami oraz kierownikami referatów, mają obowiązkowo stawić się w sali obrad i zająć absolutnie wszystkie wolne miejsca siedzące przeznaczone dla publiczności.

Ta kuriozalna operacja logistyczna żywcem przypomina głośną akcję sprzed roku z Warszawy, kiedy to urzędnicy stołecznego magistratu masowo blokowali krzesła w sali Rady Warszawy, by fizycznie uniemożliwić zdesperowanym mieszkańcom udział w sesji i optycznie zamazać masowość protestu. Czy białostocki urząd pójdzie tą samą, wątpliwą moralnie ścieżką?

Reklama

Edukacja kulturowa, multi-kulti czyli integracja tylnymi drzwiami

Spór wokół paktu migracyjnego zatacza coraz szersze kręgi. Głos w dyskusji zabrał radny miasta Białystok Bartosz Stasiak, który przedstawił zupełnie nowe, niepokojące spojrzenie na lokalną politykę. Jego zdaniem to właśnie samorządy terytorialne mogą i powinny odegrać kluczową rolę w blokowaniu unijnych pomysłów na poziomie operacyjnym.

Stasiak w swoim wystąpieniu niezwykle ostro skrytykował przyjęty niedawno przez Radę Miasta Białystok oficjalny program edukacji kulturowej. W jego ocenie, z pozoru niewinne i humanistyczne zapisy tego dokumentu w rzeczywistości stanowią systemowe i logistyczne przygotowanie infrastruktury miejskiej do masowej integracji cudzoziemców na terenie Białegostoku. Białostocki radny wprost wyraził obawę, że obecna władza, realizując wytyczne z góry, próbuje wprowadzać mechanizmy związane z paktem migracyjnym „tylnymi drzwiami”, ukrywając prawdziwe intencje przed nieświadomymi niczego mieszkańcami, którzy mogą zostać postawieni przed faktami dokonanymi.

Reklama

Solidarność przypomina o pomocy dla Ukrainy

Podczas przygotowań do wtorkowej pikiety niezwykle mocno wybrzmiał również głos środowisk związkowych i kombatanckich. Krzysztof Nowakowski, stojący na czele klubu Więzionych Internowanych i Represjonowanych, w emocjonalnym przemówieniu odwołał się do historycznych doświadczeń osobistych tysięcy Polaków z mrocznych lat 80. Przypomniał, że tamte masowe wyjazdy rodaków na Zachód zawsze odbywały się w sposób w pełni legalny, po spełnieniu rygorystycznych warunków procedur wizowych, a fundamentalnym obowiązkiem emigranta była natychmiastowa nauka języka i asymilacja. W jego ocenie obecny napływ migrantów do Europy nie ma z tym nic wspólnego.

W podobnym tonie wypowiedział się przewodniczący podlaskiej „Solidarności” Józef Mozolewski. Związkowiec z całą stanowczością przypomniał, że mieszkańcy Podlasia jak nikt inny zdali egzamin z człowieczeństwa, otwierając swoje serca i prywatne domy dla milionów prawdziwych uchodźców wojennych z Ukrainy po brutalnym ataku Rosji. Jednocześnie zaznaczył, że obecna, agresywna polityka migracyjna forsowana przez unijnych urzędników budzi głębokie, w pełni uzasadnione obawy społeczne, na które odpowiedzialna władza nie może zamykać oczu.

Reklama

Mozolewski ujawnił, że Podlaska Solidarność przyjęła już niezależne, oficjalne stanowisko potępiające pakt migracyjny i przekazała je zarówno na biurko wojewody, jak i premiera. Teraz związkowcy rzucają wszystkie siły na odcinek samorządowy, w pełni wspierając inicjatywę radnych opozycji, by skłonić sejmik do przyjęcia nowej, twardej uchwały blokującej.

Podlizywanie się premierowi czy pragmatyzm?

Gdy opozycja mobilizuje siły na ulicach, obóz rządzący odpiera zarzuty, powołując się na argumenty finansowe i geopolityczne. Marszałek Łukasz Prokorym już wcześniej ucinał spekulacje, twierdząc, że wymachiwanie szabelką i pisanie radykalnych, antyunijnych manifestów niczemu nie służy, a może jedynie realnie odciąć Podlasie od brukselskich funduszy. Zachęcał przy tym do przyjmowania uchwał „za czymś”, a nie budowania tożsamości regionu wyłącznie „przeciwko czemuś”. Przypomina to - jako żywo - narrację używaną przez byłego już prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, który stosując ten sam chwyt retoryczny nawoływał do bojkotu referendum, którego padł ofiarą w ostatnią niedzielę. 

Reklama

Wtórują mu oficjalne komunikaty rządowe, które uspokajają, że Polska – ze względu na bezprecedensowe przyjęcie uchodźców z Ukrainy oraz gigantyczne koszty ponoszone na fizyczną i militarną ochronę wschodniej granicy przed hybrydowym atakiem – ma być całkowicie zwolniona z mechanizmu przymusowej relokacji. Rzecz w tym, że rząd kłamie - UE zwolniła Polskę tylko do końca 2026 roku. W przyszłym roku eurokraci mogą zadecydować inaczej. 

Kulisy poniedziałkowych wydarzeń pokazują, że nerwowość w obozie władzy jest ogromna. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, na usilne naleganie marszałka Prokoryma, który posłusznie realizuje polityczne dyrektywy centrali Koalicji Obywatelskiej oraz swojego regionalnego przełożonego - Krzysztofa Truskolaskiego na poniedziałkowym posiedzeniu posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego podjęto kontrowersyjną uchwałę. Prokorym naciskał, aby WRDS zaapelowała do radnych, aby ci nie przyjmowali "dyskryminacyjnych" stanowisk czyli zrobili to czego chce rząd. Skąd w Prokorymie przekonanie, że sprzeciw wobec obecności relokowanych migrantów i ośrodków w naszym regionie ma mieć barwy dyskryminacji jest tajemnicą samego marszałka, jego partyjnych kolegów oraz rządzących. W kuluarach mówi się wprost, że lokalni liderzy KO robią wszystko, by przypodobać się premierowi Donaldowi Tuskowi i pokazać, że w pod ich rządami w województwie panuje atmosfera oczekiwana przez premiera i Koalicję Obywatelską. 

Reklama

W efekcie tych nacisków Rada wydała oficjalny, kuriozalny apel do radnych sejmiku, wzywając ich do niepodejmowania jakichkolwiek „uchwał o charakterze dyskryminacyjnym”. W języku nowej koalicji rządzącej oznacza to ni mniej, ni więcej, jak całkowite i bezwarunkowe zaniechanie jakichkolwiek oficjalnych protestów przeciwko relokacji czy planom tworzenia w regionie specjalnych ośrodków dla nielegalnych migrantów. Czy ten administracyjny knebel okaże się skuteczny? Odpowiedź poznamy już we wtorek rano pod Urzędem Marszałkowskim. Emocji i krzyków z pewnością nie zabraknie. Czy to wystarczy, aby przekonać Sejmik zdominowany przez Koalicję Obywatelską, PSL i byłych radnych PIS w randze wicemarszałków, którzy za posady popierają rządzącą większość?  

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2026 07:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości