Reklama

Dżungla znaków drogowych na polskich ulicach Najnowszy raport Warsaw Enterprise Institute „Radary, mandaty i dżungla znaków” ujawnia zatrważającą skalę drogowej biurokracji. Za stawianie oznakowania w naszym kraju odpowiada aż 331 różnych organów. Efekt? Kontrola NIK wykazała, że aż 63 proc. badanyc

Aż 80 procent Polaków regularnie korzysta z samochodów, a dla blisko połowy z nas to podstawowy środek codziennego transportu. Mimo to codzienna jazda po polskich drogach przypomina tor przeszkód, a rozwiązania mające poprawiać bezpieczeństwo coraz częściej okazują się maszynką do zarabiania pieniędzy.

Dżungla znaków drogowych na polskich ulicach

Najnowszy raport Warsaw Enterprise Institute „Radary, mandaty i dżungla znaków” ujawnia zatrważającą skalę drogowej biurokracji. Za stawianie oznakowania w naszym kraju odpowiada aż 331 różnych organów. Efekt? Kontrola NIK wykazała, że aż 63 proc. badanych dróg miało organizację ruchu niezgodną z prawem. Kierowca poruszający się po stolicy mija nowy znak średnio co 3 sekundy – to o 161 proc. więcej niż na analogicznej trasie w Nowym Jorku.

Pomiary prędkości nastawione na drenaż kieszeni?

Ogromne kontrowersje budzi również system kontroli prędkości. Aż 95 procent odcinkowych pomiarów prędkości oddanych w tym roku trafiło na autostrady i drogi szybkiego ruchu. Tymczasem na tych trasach dochodzi zaledwie do 3,5 proc. ogółu wypadków. Większość rejestrowanych naruszeń to drobne przekroczenia limitu do 20 km/h (53 proc.), co pokazuje, że fotoradary stawia się w miejscach łatwego zarobku, a nie tam, gdzie rzeczywiście jest niebezpiecznie.

Reklama

Polskie mandaty droższe niż u niemieckich sąsiadów

Służby porządkowe w 2025 roku wystawiły ponad 4 miliony mandatów, zasilając budżet państwa kwotą miliarda złotych. W relacji do średnich zarobków kary w Polsce są znacznie bardziej dotkliwe niż w Niemczech. Przeciętna pensja w naszym kraju pozwala na opłacenie 35 mandatów za przekroczenie prędkości o 20 km/h, podczas gdy Niemiec za swoją średnią wypłatę mógłby pokryć aż 75 analogicznych kar.

Zwężanie jezdni i brak miejsc do parkowania

Autorzy raportu zwracają uwagę na chaos przestrzenny. Przykładem jest Warszawa, gdzie na jedno płatne miejsce parkingowe przypada aż 15 samochodów, a jezdnie są zwężane. Zamiast budować nowe parkingi, władze tworzą strefy relaksu czy stawiają słupki blokujące. Eksperci apelują o zmianę podejścia zarządców dróg: redukcję oznakowania, poprawę przepustowości oraz komplementarne łączenie komunikacji miejskiej z ruchem aut.

Reklama

Czas na gruntowne reformy na polskich drogach

Poprawa bezpieczeństwa na drogach nie może sprowadzać się do zaostrzania kar i stawiania kolejnych przeszkód. Potrzebny jest zdrowy rozsądek i dostosowanie infrastruktury do potrzeb kierowców.

A jak Wy oceniacie organizację ruchu w Waszych miejscowościach na Podlasiu? Czy w Waszej okolicy też straszy gąszcz niepotrzebnych znaków i fotoradarów? Dajcie znać w komentarzach!

PS

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/08/2026 15:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama