Napięcie na linii podlascy producenci żywności a Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rośnie ciągle. Zamiast obiecany dialogu, rolnicy z naszego regionu mierzą się dziś z aparat państwowego przymusu, uruchomionym – w ich ocenie – na bezpośrednie polityczne zlecenie barona z PSL. W maju w Zambrowie przed Sądem Rejonowym stanęli lokalni gospodarze, którzy w demonstracji pokazali brak zaufania do ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. Prominentny polityk PSL w rodzinnym Zambrowie buduje atmosfera zastraszania, a sami rolnicy wprost mówią o mściwości i hipokryzji władzy, która w blasku fleszy deklaruje miłość do polskiej wsi, a za kulisami nasyła na nią policję i sądy.
Manifestacja, zorganizowana z inicjatywy Ruchu Gospodarstw Rodzinnych (RGR), rozpoczęła się pod budynkiem Sądu Rejonowego w Zambrowie. Miejsce to jest teraz symbolem opresji. Przed oblicze wymiaru sprawiedliwości musiał bowiem stawić się Karol Faszczewski, jeden z liderów lokalnych struktur rolniczych. Sprawa karna dotyczy wydarzeń z 9 stycznia 2026 roku. Wówczas zdesperowani rolnicy, po powrocie z wielkich protestów w Warszawie, postanowili zostawić symboliczny wyraz swojego niezadowolenia pod zambrowskim biurem poselskim Stefana Krajewskiego. Pod posesją zapłonęło 17 zniczy, pojawił się też wieniec z dramatyczną szarfą wieszczącą „pogrzeb polskiego rolnictwa”. Reakcja biura ministra była natychmiastowa i bezwzględna – zgłoszenie na policję, szybkie wnioski o ukaranie i karne wyroki nakazowe.
– Sądny dzień, który nasz minister nam sprawił, każdego oddzielnie karze za wykroczenie w sprawie zaśmiecania – mówił z goryczą Dariusz Kotowski, uczestnik protestu
Absurdalność zarzutów wysuwanych wobec producentów żywności jest zaskakująca. Inny z ukaranych działaczy RGR, Konrad Krupiński, otrzymał nakaz zapłaty ponad 600 złotych grzywny i kosztów sądowych. Oficjalny powód? „Zaśmiecenie miejsca publicznego” poprzez ustawienie zniczy i wiązanki kwiatów.
Wkurzeni Rolnicy komentują tę sytuację, wskazując na gigantyczną hipokryzję: politycy wszystkich opcji bezkarnie stawiają znicze i wieńce w dowolnych miejscach w kraju w ramach politycznych happeningów. Gdy jednak robi to rolnik walczący o przetrwanie swojego gospodarstwa, staje się w świetle prawa kryminalistą zaśmiecającym chodnik.
Po zakończeniu wzburzony tłum protestujących, wspierany przez lokalnych przedsiębiorców oraz ciągniki rolnicze, przemaszerował pod samo biuro poselskie Stefana Krajewskiego. Ministra – co nikogo nie zdziwiło – na miejscu nie zastano. Wobec braku możliwości bezpośredniej rozmowy z politykiem, rolnicy postanowili odpowiedzieć symbolicznym, ironicznym happeningiem. Przed drzwiami biura postawili... dziecięcą piaskownicę. To czytelna aluzja do poziomu debaty publicznej i sposobu, w jaki resort traktuje polską wieś. W sekretariacie złożono oficjalną petycję z postulatami, po czym manifestanci przeszli ulicą Mazowiecką na parking Galerii Bem. Tam, po wspólnym odśpiewaniu hymnu narodowego, liderzy wprost oskarżyli Krajewskiego o celowe zastraszanie i próbę zamknięcia ust opozycji rolniczej.
Sam Krajewski podróżuje po Polsce uczestnicząc w oficjalnych otwarciach z ważnymi politykami, spotyka się z aktywem PSL próbując wykazać, że to dowodzi jego poparcia przez rolników i oskarża przeciwników o polityczne ambicje i przynależność do opcji, które są przeciwne PSL.
- Czyli wszystkich poza PSL. Bo nawet Koalicja Obywatelska ich lekceważy i choć jest wspólnie w rządzie to traktuje ich jako przystawkę - komentują ironicznie rolnicy.
Głównym motorem napędowym wściekłości rolników pozostaje wciąż fatalna polityka międzynarodowa resortu. Chodzi przede wszystkim o unijną umowę handlową z państwami Mercosur, która otwiera polski i europejski rynek na masowy import taniej żywności z Ameryki Południowej, produkowanej bez zachowania jakichkolwiek standardów sanitarnych i ekologicznych. Konrad Krupiński z RGR przypomniał bez ogródek, że Stefan Krajewski „nie miał czasu przeczytać umowy z Mercosurem” i nie potrafił skutecznie zablokować tych skrajnie szkodliwych zapisów. Na pisanie doniesień na policję i ciąganie po sądach własnych wyborców z Podlasia czas jednak znalazł bez problemu. Ta rażąca niekompetencja w kluczowych sprawach międzynarodowych, połączona z nadgorliwością w ściganiu lokalnych rolników, budzi potężny sprzeciw.
Podczas konferencji prasowej w Zambrowie wybrzmiały również inne, strukturalne problemy niszczące podlaską wieś. Drastyczny spadek opłacalności produkcji, śmiesznie niskie ceny skupu zbóż przy jednoczesnych windowanych cenach nawozów sztucznych to codzienność rolników. Jakby tego było mało, instytucje państwowe nakładają potężne kary administracyjne m.in. za pobór wody ze studni czy prowadzenie hodowli. Do protestu solidarnie dołączyli lokalni przedsiębiorcy, reprezentowani przez Sławomira Worosilaka, wskazując na rosnące koszty działalności i podatki w paliwach. Wsparcie prawne zadeklarowała także Konfederacja Korony Polskiej. Podlascy producenci zadeklarowali jednoznacznie: mściwe wyroki za znicze nie zamkną im ust, a walka z niszczycielską polityką Krajewskiego będzie kontynuowana ze zdwojoną siłą.
Co na to Stefan Krajewski? Nadal będzie udawał, że protestów nie ma, a przeciwnicy są wrogami jego i polskiego rolnictwa?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze