Reklama

Sezon wakacyjny w pełni, więc Podlaska Kronika Towarzyska też nieco bardziej urlopowa

Będziemy mieli nowe syreny, które będą nas ostrzegać nie tylko dźwiękiem, ale też głosem. Syrena jak syrena, ale pojawiło się pytanie: czyim głosem? Długo się nad tym zastanawialiśmy w gronie kolegium redakcyjnego i narodziły się nam dwie koncepcje. Koncepcja nr 1: syrena ma zmusić do natychmiastowej ucieczki do schronu. W tej koncepcji postawiliśmy na głos Romana Giertycha. Nie ma mowy, by ktokolwiek nie zareagował. Co prawda część rzuciłaby się do panicznej ucieczki, część miałaby mdłości, ale Roman nikogo nie pozostawia obojętnym. Od razu wyjaśnienie: chodzi o odgłos gębą, nie kopytami. Teraz koncepcja nr 2: ostrzeżenie ma służyć uspokojeniu i nie wpadaniu w panikę. Przecież i tak nie ma schronów, więc po co latać po mieście bez sensu. Tu wybór nie był trudny: Krystyna Czubówna wydaje się najlepszą kandydatką. Na pewno nie minister Kierwiński, bo nam chodzi głos, a nie pogłos.

W sumie taki komunikat głosowy na całe miasto wcale nie musi jedynie ostrzegać. Np. mógłby informować o rzeczach pozytywnych. Ot, chociażby: ”Uwaga! Alert dla mieszkańców Białegostoku. W Biedronce schab bez kości za jedyne 6,99!” Albo: „Uwaga! Alert dla mieszkańców Grajewa. Tylko dziś benzyna w okazyjnej cenie 8,19!”. Przynajmniej takie alerty byłyby na czas, a nie kilka minut po tym, jak ruska rakieta przeleciała nad naszymi głowami.

 Jak już informowaliśmy, Kanał Zero nakręcił film o białostockich absurdach. Trochę jesteśmy zawiedzeni, bo liczyliśmy na brazylijski serial, a tu tylko pół godziny. Tym niemniej wniosek jest jeden: niemal wszystkie fatalne, kosztowne i nikomu niepotrzebne białostockie inwestycje to efekty budżetu obywatelskiego. Potwierdza to nasze wcześniejsze odczucia, że ten cały „obywatelski” budżet to jedna wielka patologia, a dziwnym trafem w głosowaniu wygrywają zawsze ci sami, a głosów jeszcze raz nijak policzyć nie można. Dlatego z zapartym tchem będziemy czekać na kolejne siłownie pod chmurką, mostki nad rowem, strefy relaksu, wybiegi dla psów czy też strzelnicę za płotem.

Reklama

Sezon urlopowy w pełni, więc i my zaczęliśmy się zastanawiać nad urlopem. Polskie morze odpadło z oczywistych powodów. To miejsce dla milionerów, a my jeszcze takimi nie jesteśmy. Hiszpania? Nie znamy arabskiego. Grecja? Pożary. Turcja? Rosyjski trochę znamy, ale nie używamy. Bułgaria? Aż tak za PRL-em nie tęsknimy. Chorwacja? Kilkanaście godzin w samochodzie. Wybraliśmy wakacje w mieście. Przecież mamy pole golfowe (a będzie kolejne), boisko do padla, do petanki, tężnię (nie działa, ale jest). I spokojnie czekamy na aquapark, halę, lotnisko…

Chyba właśnie misję ratunkową w sprawie budowy hali sportowej odbył w Białymstoku minister sportu. Resort, który głównie zajmuje się wywalaniem z roboty prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego (już ze trzy lata to trwa), ma też kasę do wydania. To znaczy miał, bo dziura w budżecie jest tak wielka, że stoi wszystko w miejscu. Ale w tym upatrujemy pewną szansę. Skoro Polska zadłuża się mniej więcej w tempie 28-33 mln złotych co godzinę, co ubytku brakujących 60 baniek na białostocką halę nikt nie zauważy. Co to jest dwie godziny zadłużenia państwa?

Reklama

Wydarzeniem politycznym ubiegłego tygodnia był grill. Grill w Warszawie, żeby było jasne, bo grillowanie w Podlaskiem jest ostatnio źle widziane i co najmniej podejrzane. Dlatego u nas odbywają się grille cichutkie, kameralne i ściśle tajne. Zresztą u nas wszystko z opóźnieniem, więc skutki tego grillowania przyjdą za jakiś czas.

KAT

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/08/2026 19:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości