Reklama

Zimny prysznic przy Słonecznej! Dwie minuty, które wstrząsnęły Białymstokiem

To miał być kolejny piłkarski spektakl i manifestacja siły żółto-czerwonych. Kibice przy ulicy Słonecznej stworzyli po raz kolejny gorącą, fantastyczną atmosferę, wierząc, że ich ulubieńcy podtrzymają dobrą passę i odniosą trzecie ligowe zwycięstwo. Tymczasem ligowa rzeczywistość okazała się bezwzględna. Jagiellonia Białystok uległa na własnym stadionie Widzewowi Łódź 0:2, a całe spotkanie rozstrzygnęło się w zaledwie kilkadziesiąt sekund tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie.

Pierwsza połowa pod kontrolą. Zabrakło "kropki nad i"

Początek meczu zwiastował zupełnie inny scenariusz. Jagiellonia weszła w spotkanie z ogromną intensywnością, narzucając łodzianom własne warunki gry. Białostoczanie zdominowali środek pola, kreowali groźne sytuacje podbramkowe i całkowicie kontrolowali przebieg wydarzeń na murawie. Zespół trenera Adriana Siemieńca raz po raz przedostawał się w pole karne rywali, zmuszając defensywę Widzewa do absolutnego maksimum skupienia. Łodzianie w pierwszej części spotkania mieli spore problemy. Jak po meczu szczerze przyznał szkoleniowiec gości, Alexander Vuković, jego zespół nie potrafił złapać odpowiedniego rytmu w pressingu, a popełniane błędy i tanie straty piłki w środku pola raz po raz nakręcały ataki Jagiellonii. Futbol bywa jednak okrutny. Mimo przewagi i kilku dogodnych okazji, Żółto-Czerwoni nie zdołali udokumentować swojej dominacji bramką. Schodząc na przerwę przy stanie 0:0 Wtedy chyba nikt na trybunach nie spodziewał się nadciągającego trzęsienia ziemi.

Zabójczy cios i bolesna dekoncentracja

To, co wydarzyło się tuż po wyjściu z szatni, wywołało konsternację wśród białostockich kibiców. Przerwa wyraźnie lepiej przysłużyła się gościom. Trener Vuković zmodyfikował taktykę, korygując ustawienie w asekuracji i uszczelniając obronę. Jak się okazuje wykonane zmiany taktyczne przyniosły oczekiwany efekt. Widzew wyszedł na drugą połowę niezwykle zmotywowany i potrafił bezlitośnie wykorzystać momenty dekoncentracji w szeregach gospodarzy. Wystarczyły zaledwie dwa szybkie ciosy, by losy meczu zostały przesądzone. Najpierw precyzyjną akcję z zimną krwią wykończył Sebastian Bergier, zdobywając swojego drugiego gola w sezonie, a błyskawicznie po nim asystą i kluczowym zagraniem popisał się świetnie dysponowany Mario Garcia. Zaledwie dwie minuty wystarczyły, by Widzew objął dwubramkowe prowadzenie i postawił Jagiellonię pod ścianą.

Reklama

Pogoń za wynikiem i kłopoty kadrowe

Po stracie dwóch goli Jagiellonia rzuciła się do odrabiania strat. Przejęła inicjatywę, przesiadywała na połowie gości i szukała luk w defensywie, jednak łódzki mur okazał się nie do przebicia. Solidnie reagująca obrona Widzewa nie pozwalała na tak wiele, jak w poprzednich spotkaniach, skutecznie neutralizując groźne wejścia w pole karne. Dodatkowym utrudnieniem dla trenera Siemieńca były roszady zdrowotne. Z powodu urazów i zmęczenia pucharową rywalizacją na boisku zabrakło m.in. Tarasa Romanczuka, a w trakcie meczu konieczne były prewencyjne zmiany. Z kolei w zespole gości doszło do mrożącej krew w żyłach sytuacji, gdy Przemysław Wiśniewski stracił na chwilę przytomność po urazie głowy i musiał zostać skierowany na badania.

Chłodna głowa przed europejskim sprawdzianem

Przegrana 0:2 u siebie to niewątpliwie gorzka pigułka do przełknięcia. Trener Adrian Siemieniec na konferencji prasowej stonował jednak emocje, podkreślając, że zespół musi wyciągnąć wnioski i jak najszybciej skupić się na nadchodzących wyzwaniach. Czasu na rozpamiętywanie porażki z Widzewem nie ma wcale. Już w czwartek Jagiellonię czeka niezwykle ważny i wymagający rewanż w Szkocji przeciwko Rangers FC. Wszyscy w Białymstoku liczą na to, że drużyna szybko odbuduje się mentalnie i fizycznie, pokazując w Europie swój najlepszy charakter.

Reklama

Jagiellonia Białystok - Widzew Łódź 0:2 (0:0). Bramki: Sebastian Bergier 52, Fran Álvarez 54. Żółte kartki: Jeremy Agbonifo, Apostolos Konstantópoulos, Nik Prelec, Guilherme Montóia (Jagiellonia), Mariusz Fornalczyk, Emil Kornvig, Steve Kapuadi (Widzew). Sędziował: Damian Kos. Widzów: 18 122. 
Jagiellonia: Sławomir Abramowicz - Norbert Wojtuszek (79 Zachary Zalewski), Bernardo Vital, Yūki Kobayashi (46 Apóstolos Konstantópoulos), Guilherme Montóia - Jeremy Agbonifo (46 Rodrigo Conceição), Eryk Kozłowski (67 Sergio Lozano), Anders Klynge, Jesús Imaz, Kajetan Szmyt - Youssuf Sylla (58 Nik Prelec).
Widzew: Bartłomiej Drągowski -  Marcel Krajewski (67 Jusuf Gazibegović), Przemysław Wiśniewski (77 Mateusz Żyro), Steve Kapuadi, Mario García (90 Ricardo Visus) - Fran Álvarez, Juljan Shehu, Emil Kornvig, Mariusz Fornalczyk (77 Ángel Baena) - Karol Świderski, Sebastian Bergier (78 Lindon Selahi).

Reklama

KPZF

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama