Ireneusz Mamrot, architekt sukcesów Jagiellonii Białystok z lat 2017–2019, szczegółowo analizuje swój czas spędzony na Podlasiu, wskazując na przyczyny sukcesów, trudności drugiego podejścia i ewolucję klubu. Kariera Ireneusza Mamrota na zawsze pozostanie nierozerwalnie związana z Białymstokiem. To właśnie w Jagiellonii szkoleniowiec święcił swoje największe sukcesy w piłce seniorskiej, tworząc zespół, który bez kompleksów rywalizował z ligowymi potęgami i walczył o najwyższe trofea w kraju. W obszernym wywiadzie szkoleniowiec poświęcił najwięcej uwagi właśnie Żółto-Czerwonym, rozkładając na czynniki pierwsze specyfikę pracy przy ul. Słonecznej, kulisy budowania drużyny wiceczempionów Polski oraz wyzwania, z jakimi mierzył się podczas swojej drugiej kadencji na stanowisku pierwszego trenera.
Pierwsze podejście Ireneusza Mamrota do prowadzenia Jagiellonii Białystok zakończyło się kapitalnym wynikiem – zdobyciem wicemistrzostwa Polski po pasjonującej walce do ostatniej kolejki. Szkoleniowiec wspomina tamten okres jako wzorcowy przykład spójności taktycznej i odpowiedniego doboru personaliów w szatni.
– Gdy przychodziłem do Jagiellonii po raz pierwszy, zastałem zespół o bardzo wysokiej dojrzałości taktycznej. Szatnia była pełna wyrazistych postaci, które brały odpowiedzialność w trudnych momentach. Byliśmy wtedy drużyną niezwykle stabilną kadrowo. Każdy zawodnik wiedział, czego od niego wymagamy, a automatyzmy wypracowane na treningach przekładały się na powtarzalność na boisku – podkreśla Mamrot.
Szkoleniowiec zaznaczył, że siłą tamtej Jagiellonii była nie tylko wysoka jakość indywidualna poszczególnych piłkarzy, ale przede wszystkim unikalna chemia w zespole i wsparcie kibiców, które tworzyło z stadionu przy ul. Słonecznej prawdziwą twierdzę.
Wspominając swoje pierwsze lata w Białymstoku, trener wylicza nie tylko sukcesy w lidze, ale również historyczną szansę na zdobycie Trofeum im. Czesława Nagyfioreka. Jagiellonia pod jego wodzą awansowała do finału Pucharu Polski, jednak w decydującym starciu na Stadionie Narodowym uległa Lechii Gdańsk.
– Ten finał wciąż we mnie siedzi. Mieliśmy wtedy wszystko, by przywieźć Puchar Polski do Białegostoku. Przygotowanie zespołu, droga do finału – wszystko przebiegało modelowo. Jedna sytuacja w końcówce meczu zdecydowała o braku trofeum. To była jedna z najtrudniejszych lekcji w mojej karierze, ale też moment, który bardzo mocno związał mnie emocjonalnie z klubem i kibicami z Podlasia – wyznaje trener.
Powrót Ireneusza Mamrota na ławkę trenerską Jagiellonii był w środowisku piłkarskim odbierany z ogromnymi nadziejami. Jednak – jak sam przyznaje – zderzenie z nową rzeczywistością klubową pokazało, jak mocno zmieniła się struktura i potencjał drużyny w krótkim czasie.
– Z perspektywy czasu doskonale widać, jak mocno zmieniły się realia w Jagiellonii pomiędzy moim pierwszym a drugim przyjściem. Oczekiwania kibiców i otoczenia pozostały na poziomie wicemistrzostwa Polski, podczas gdy zespół znajdował się w głębokim procesie transformacji kadrowej i pokoleniowej. W szatni brakiwało już tak wielu doświadczonych liderów, a proces budowania nowej tożsamości wymagał czasu, którego w futbolu zawsze brakuje – zauważa Mamrot.
Szkoleniowiec podkreśla, że praca w drugim okresie wymagała od niego zupełnie innego zestawu narzędzi – zamiast szlifowania automatyzmów u ukształtowanych piłkarzy, konieczna była praca od podstaw z nowo wprowadzanymi zawodnikami.
W trakcie rozmowy Mamrot odniósł się do kwestii wprowadzania młodych piłkarzy do pierwszej drużyny Jagiellonii, co stało się jednym z priorytetów klubu podczas jego drugiej kadencji. Przejście z piłki młodzieżowej do seniorów na poziomie Ekstraklasy wymaga ogromnej pracy edukacyjnej ze strony sztabu.
– Dzisiaj młody zawodnik wchodzący do szatni Ekstraklasy potrzebuje zupełnie innego podejścia niż dziesięć lat temu. W Jagiellonii staraliśmy się wdrażać szczegółową analizę wideo i indywidualne rozmowy taktyczne. Młodzi piłkarze muszą dokładnie rozumieć, dlaczego wykonują dane zadania na boisku. Sztywny hierarchiczny model zarządzania nie działa – potrzebna jest merytoryczna komunikacja oparta na wzajemnym szacunku – wyjaśnia szkoleniowiec.
Szkoleniowiec zwrócił uwagę na to, jak kluczowe w funkcjonowaniu takiego klubu jak Jagiellonia jest zachowanie jedności na linii trener–zarząd, szczególnie w momentach przejściowych i w trakcie kryzysów formy.
– W Białymstoku presja na wynik zawsze była i będzie duża, bo kibice zasmakowali wielkiej piłki. Największym wyzwaniem dla trenera w takim otoczeniu jest zachowanie chłodnej głowy, gdy wokół drużyny pojawia się nerwowość. Aby przetrwać trudniejsze momenty, spójna wizja władz klubu i szkoleniowca jest absolutnie kluczowa. Gdy na tej linii zaczyna brakować zaufania, każda ewentualna porażka urasta do rangi wielkiego kryzysu – tłumaczy Mamrot.
Ireneusz Mamrot nie ukrywa, że okres spędzony w Białymstoku ukształtował go jako szkoleniowca i pozwolił wejść do czołówki polskich trenerów. Mimo że jego droga z Jagiellonią się rozeszła, relacja z klubem i regionem pozostaje dla niego wyjątkowa.
– Jagiellonia Białystok to dla mnie klub szczególny. To tam przeżywałem najpiękniejsze chwile w dotychczasowej karierze trenerskiej i to tam uczyłem się zarządzania zespołem na najwyższym poziomie. Czas spędzony przy Słonecznej uświadomił mi, jak ważne jest budowanie długofalowych projektów w oparciu o jasną strukturę i cierpliwość. Zawsze będę wracał do Białegostoku z ogromnym sentymentem – podsumowuje były opiekun Żółto-Czerwonych.
Krzysztof Pietrzykowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze