Reklama

Zimny prysznic na Słonecznej: Jagiellonia przegrywa z Legią po festiwalu błędów i niewykorzystanych szans

Ponad 20 tysięcy kibiców na trybunach przy ulicy Słonecznej liczyło na piłkarskie święto i kolejne zwycięstwo „Jagi”. Rzeczywistość okazała się jednak wyjątkowo gorzka. Po meczu pełnym zwrotów akcji, zmarnowanych sytuacji, kontrowersji sędziowskich oraz fatum ciążącego nad naszą obroną, Jagiellonia Białystok uległa Legii Warszawa. Choć walczyliśmy do ostatniego gwizdka, punkty wracają do stolicy. To był jeden z tych meczów, po których człowiek wychodzi ze stadionu i przez dobrą godzinę zadaje sobie pytanie: „Jak my mogliśmy tego nie wygrać?”. Błyski genialnej gry mieszają się z kuriozalnymi błędami w defensywie, a tablica wyników po prostu kłuje w oczy. Białostocki ekspres tym razem mocno wykoleił się na własnym torze, choć szans na uratowanie chociażby punktu naprawdę nie brakowało.

Obiecujący początek i szybki zimny prysznic

Mecz zaczął się od mocnego uderzenia Jagiellonii. Już w 3. minucie ruszyła pierwsza groźna akcja środkiem pola. Nik Prelec popracował w pojedynku ze stołecznym obrońcą, a tuż obok asekurował go Anders Klynge. Duński pomocnik dopadł do piłki i bez zastanowienia huknął na bramkę. Otto Hindrich musiał odpowiedzialnie i z szybkim refleksem zareagować, by piłka trafiła poza linię boczną i dała Jagiellonii wyłącznie rzut rożny. Trybuny ryknęły, dając jasny sygnał – tu dzisiaj nikt nie będzie odpuszczał.
Legia odpowiedziała chwilę później, ale dość nieporadnie. W 4. minucie prostopadłe zagranie ze środka miało odnaleźć Szczepaniaka, ale ten zamiast w piłkę, trafił prosto w naszego Sławka Abramowicza. Na szczęście sędzia Karol Arys wygwizdał faul na naszym bramkarzu. Stołeczny zespół próbował naciskać prawą stroną, gdzie szalał Paweł Wszołek. W 9. i 10. minucie Guilherme Montoia musiał mocno się napocić, by neutralizować jego dośrodkowania: raz po ziemi sytuację uratował Klynge, chwilę później dośrodkowanie górą przeszło przez całe pole karne, nie znajdując adresata.

Czysty chaos w obronie i dwa ciosy Legii

To, co wydarzyło się między 14. a 20. minutą, można opisać tylko jako absolutny kataklizm. Najpierw akcja kompletnie z niczego – zwykła, wydawałoby się niegroźna piłka na dobieg od Legii. Nasza defensywa zamiast spokojnie wyczyścić sytuację, zamotała się przy próbie odbioru. Niefortunny kontakt w szesnastce i sędzia bez wahania wskazuje na punkt oddalony o 11 metrów od bramki. Do piłki podchodzi Rafał Augustyniak. Sławek Abramowicz wyczuł intencję i rzucił się w prawy róg, ale strzał poszedł w lewo. Od 16. minuty przegrywamy 0:1.
Zanim Jagiellonia zdołała poukładała myśli, nadszedł kolejny cios. W 20. minucie rzut rożny dla przyjezdnych. Dośrodkowanie, Abramowicz co prawda oddala pierwsze zagrożenie, ale reakcja naszych obrońców przy dobitce była spóźniona i całkowicie niezdyscyplinowana. Błędne ustawienie, chaos i nieszczęśliwa interwencja Nika Prelca, który skierował piłkę do własnej siatki. W ciągu sześciu minut zrobiło się 0:2. Stadion na chwilę ucichł z niedowierzania.

Reklama

Powrót nadziei i pewna noga Imaza

Jagiellonia rzuciła się do odrabiania strat. W 26. minucie oglądaliśmy popisową akcję: kapitalne, mierzone podanie przez pół boiska trafiło do Kajetana Szmyta, a ten wypatrzył idealnie wychodzącego na pozycję Jesusa Imaza. Hiszpan wpadł w pole karne, ale w ostatniej chwili został powstrzymany przez obrońcę. Trybuny domagały się rzutu karnego, jednak arbiter uznał, że wszystko odbyło się w granicach przepisów.
Co się odwlecze, to nie uciecze. W 33. minucie w szesnastce Legii wybuchł prawdziwy wulkan emocji. Wydawało się, że z za mocnego podania do Prelca nic już nie będzie i piłka padnie łupem Hindricha. Tymczasem na przedpolu doszło do fatalnego w skutkach zamieszania. Napastnik Jagi został sfaulowany. Piłka potoczyła się jeszcze pod nogi Szmyta, którego strzał zablokowano. Karol Arys cofnął jednak akcję i podyktował ewidentną „jedenastkę”.
W 35. minucie do piłki podchodzi nie kto inny jak Jesus Imaz. Spokój, zimna krew i pewny strzał w prawy róg bramki! Hindrich bez szans, mamy 1:2! Stadion dosłownie eksplodował. Chwilę później, w 37. minucie, powinniśmy mieć już remis. Montoia po zamieszaniu w polu karnym wyłożył genialną piłkę na wolne pole do Imaza. Bramkarz Legii był już pokonany, wystarczyło tylko trafić w światło bramki. Niestety, piłka po strzale Jesusa przeleciała obok słupka. Ostatecznie na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1:2.

Rewia zmarnowanych okazji i sędziowski zimny prysznic

Druga połowa rozpoczęła się od mocnych ataków Jagiellonii. W 50. minucie długie zagranie górą opanował Szmyt, podał do Klynge, ale intencje Duńczyka zostały w ostatniej chwili przejrzane przez stołecznych obrońców. Naporu białostoczan nie było końca, a kulminacja nastąpiła w 66. minucie.
To była sytuacja, którą po prostu TRZEBA było zamienić na gola. Po przeciętym podaniu piłka spadła w polu karnym tuż pod nogi Imaza. Hiszpan był sam przed bramką, na kilkunastym metrze. Zamiast uderzyć prostotą i siłą, postanowił zagrać efekciarsko i technicznie. Przekombinował. Strzał wyszedł fatalnie i wielka szansa na wyrównanie spaliła na panewce.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, co potwierdziło się w 76. minucie. Zwykły rzut z autu dla Legii pod naszym polem karnym, gapiostwo w kryciu i Paweł Wszołek delikatnym muśnięciem piłki wpakował ją do naszej bramki. Było już 1:3 i sytuacja stała się niezwykle trudna.
Jagiellonia nie zamierzała się jednak poddawać. W 80. minucie wejście smoka zaliczył rezerwowy Jeremy Agbonifo. Młody skrzydłowy wpadł w pole karne, minął pierwszego rywala, potem drugiego, a trzeci po prostu go wyciął! Sędzia bez wahania wskazał na wapno. Nadzieja znowu wstąpiła w serca żółto-czerwonych kibiców. Niestety, w 84. minucie po analizie VAR i odwołaniu decyzji przez arbitra, rzut karny został anulowany.
Ostatecznie, mimo roszad w składzie i wpuszczenia na murawę Cirkovica czy Rallisa, wynik nie uległ już zmianie. Jagiellonia przegrywa na własnym stadionie 1:2. Wynik bramkowy po karnym Imaza, samobóju i trafieniach Legii ułożył się na korzyść gości. Żal niewykorzystanych okazji pozostaje ogromny, bo gra w ofensywie momentami wyglądała naprawdę obiecująco. Czas wyciągnąć wnioski z defensywnych grzechów i walczyć o punkty w kolejnym starciu!

Reklama

Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa. 1:3 (1:2). Bramki: Jesus Imaz 35’ (Rzut Karny) – Rafał Augustyniak 15’ (Rzut Karny), Nik Prelec 20’ (Bramka Samobójcza), Paweł Wszołek 75’  Żółte kartki: Rafał Adamski (Legia Warszawa). Widzowie: 20456. Sędziował: Karol Arys (Szczecin)

Jagiellonia Białystok: Sławomir Abramowicz – Bernardo Vital, Kajetan Szmyt (84’ Aleksander Cirkovic), Jesus Imaz, Norbert Wojtuszek (65’ Jeremy Agbonifo), Anders Klynge (65’ Sergio Lozano), Guilerhme Montoia, Rodrigo Conceicao, Apostolos Konstantopoulos, Eryk Kozłowski (90+1’ Dawid Drachal), Nik Prelec (84’ Dimitris Rallis)

Reklama

Legia Warszawa: Otto Hindrich – Robert Deziel, Jan Kuchta (58’ Łukasz Zjawiński), Rafał Augutyniak, Mateusz Szczepaniak (58’ Jakub Żewłakow), Ruben Vinagre (46’ Arkadiusz Reca), Paweł Wszołek (87’ Kacper Chodyna), Michal Sevcik (58’ Rafał Adamski), Wojciech Urbański, Bartosz Kapustka, Kamil Piątkowski

Krzysztof Pietrzykowski

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/09/2026 20:23
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości