Szkoleniowiec białostockiej Jagiellonii Adrian Siemieniec znalazł się w centrum medialno-związkowej burzy. Zamiast mówić o sukcesach żółto-czerwonej ekipy, nagłówki sportowych serwisów zdominowała wojna sprowokowana przez działaczy PZPN w ramach tzw. „afer sędziowskich”. Szczegółowa analiza faktów, kulis oraz opinii ekspertów wyraźnie wskazuje jednak, że młody i słabo znający związkowe układziki trener Dumy Podlasia jest wabikiem do ściągnięcia zainteresowania opinii publicznej w ramach brutalnej, wyniszczającej walki o władzę w polskim środowisku sędziowskim, które znajduje się w najgłębszym kryzysie wizerunkowym od czasów wielkiej afery korupcyjnej. Okoliczności całej sprawy opisali jako pierwsi dwaj dziennikarze Wirtualnej Polski: Szymon Jadczak i Dariusz Faron.
Sprawę szczegółowo opisała Wirtualna Polska TUTAJ. Całe zamieszanie swój początek miało 17 maja 2026 roku. Tego dnia odbywał się kluczowy dla układu tabeli ekstraklasy mecz GKS Katowice – Jagiellonia Białystok. Była to przedostatnia kolejka, a przed ostatnią - decydującą - rundą spotkań aż ośmiu kluczowych zawodników białostockiego zespołu znajdowało się na skraju zawieszenia za żółte kartki. Kolejne napomnienie oznaczało dla nich bezwzględną absencję w ostatnim, decydującym o wicemistrzostwie kraju, spotkaniu z Zagłębiem Lubin. W tej napiętej sytuacji trener Adrian Siemieniec wysłał na komunikatorze WhatsApp wiadomość do znanego mu sędziego asystenta, Arkadiusza Kamila Wójcika, przebywającego wówczas na wymianie w Japonii.
„Witam Panie Sędzio. Paweł dzisiaj Nam sędziuje, nie wiem jak podejść do tego tematu. Chce po prostu żeby z Nami w tym temacie współpracował. Jeżeli nie będzie wyjść i kartka się należy to oczywiście mi nic do tego, ale jeżeli może poczekać i Nas uprzedzić że ktoś jest blisko to będę mógł zareagować” – napisał szkoleniowiec żółto-czerwonych.
Wójcik odpisał dla szkoleniowca, że sędzia główny pojedynku, Paweł Raczkowski, jest „bardzo dobry w takich tematach”. Zasugerował przeprowadzenie z nim bezpośredniej, krótkiej rozmowy na osobności przed rozpoczęciem spotkania. Później Wójcik jeszcze przesłał zrzut ekranu tej konwersacji samemu Raczkowskiemu, który skwitował to jedynie krótkim: „Pozdrawiam serdecznie”.
Przed meczem Siemieniec i Raczkowski przez chwilę rozmawiali twarzą w twarz. Podczas meczu w Katowicach gdzie Jaga stoczyła zacięty boj z GKS zakończony remisem 2:2 Raczkowski pokazał Jagiellonii tylko jedną żółtą kartkę. Zobaczył ją Jesus Imaz - zawodnik, któremu nie groziła pauza za obejrzenie kolejnego kolorowego kartonika. Obserwator tego meczu, który z ramienia PZPN oceniał pracę Raczkowskiego nie miał uwag do decyzji sędziowskich i nie zarzucił mu błędu w tym meczu co do niepokazanych kartek dla Jagi. Uwag do decyzji arbitra nie mieli także dziennikarze i komentatorzy tego spotkania. Nikt nie podnosił zarzutów co do bezstronności oraz poziomu arbitrażu w tamtym pojedynku. Do czasu.
Jak ocenić zachowanie szkoleniowca Jagiellonii? Związkowe regulaminy okazują się w tej materii niezwykle dziurawe, wręcz chaotyczne i niespójne. Konwencja Sędziowska PZPN (w myśl uchwały zarządu z 2022 roku), którą PZPN wzorował na rozwiązaniach obowiązujących w UEFA ma art. 32, który wprowadza bezwzględny zakaz nieuprawnionego kontaktu telefonicznego lub osobistego sędziów z przedstawicielami klubów. Tyle, że odpowiedzialność za jej złamanie grozi wyłącznie arbitrowi, który w razie ich ujawnienia powinien zostać natychmiast zawieszony. Co jednak najbardziej absurdalne, przepisy te nakładają restrykcje i obowiązki wyłącznie na sędziów. Rzecz w tym, że sędziowie mają regularne kontakty z klubami choćby podczas obowiązkowych dla procesu licencyjnego szkoleń z Przepisów Gry dla zawodników i trenerów. Nie jest tajemnicą, że różni przedstawiciele klubów kontaktują się z arbitrami także w przypadku realizacji innych wymogów nakładanych przez PZPN. Często dochodzi też do rozmów, pogaduszek i wymian poglądów przed i po meczu i gdyby traktować literalnie postanowienia Konwencji to polskich rozgrywek ligowych nie miałby już kto sędziować. Więcej - tajemnicą poliszynela jest, że na palcach jednej ręki można policzyć sędziów, którzy poważnie traktują ten wymóg, bo znany jest np. sędzia, ktory odpłatnie, z wykorzystaniem sieci naucza piłkarzy, trenerów i działaczy języka. A przecież literalnie traktowany zapis konwencji w zasadzie wyklucza takie kontakty... A kontaktów zawodowych sędziów na poziomie niższym niż ekstraklasa i osób zatrudnionych w klubach lub z samymi klubami jest zdecydowanie więcej.
Samo prawo związkowe PZPN nie zawiera analogicznych i precyzyjnych regulacji skierowanych bezpośrednio do trenerów czy działaczy. Wobec Adriana Siemieńca stosuje się więc ogólny, wyciągnięty z regulaminu dyscyplinarnego art. 110, mówiący o „naruszeniu norm etyczno-moralnych”. To przepis-wytrych, używany przez związkowych działaczy niemal wyłącznie wtedy, gdy brakuje konkretnej podstawy prawnej. Czym jest takie naruszenie? Ciężko określić. Dla jednych nie będą nimi nawet pijackie zabawy ze śpiewami pieśni religijnych na imprezach oficjalnie organizowanych przez PZPN z okazji meczów reprezentacji. Nie będą nimi też np. alkoholowe ekscesy nawet z udziałem dam lekkich obyczajów na obozach sportowych formalnie organizowanych przez związek. I to mimo powszechnej wiedzy o tym procederze. Ale jak widać mogą być nimi bezrefleksyjnie lekkomyślne wiadomości wysyłane przez młodego trenera do sędziego, w których radzi się jak postępować, aby uniknąć głupich żółtych kartek dla swoich zawodników. Od czego to zależy? Chcę wierzyć, że nie od rangi naruszających te normy, ale dopuszczam, że mogę się mylić.
Sam sędzia Wójcik w publicznym oświadczeniu wziął całą winę na siebie, przepraszając opiekuna Dumy Podlasia.
- Dostaję dużo zapytań odnośnie trenera Siemieńca i afery. Chciałem przeprosić trenera Siemieńca. To tylko i wyłącznie moja wina, że spotkało go to, co spotkało. Trener po prostu napisał do mnie, można powiedzieć, zwykłą wiadomość. Został posądzony o nikczemne rzeczy, o korupcję człowiek, który na to nie zasługuje – podkreślił w specjalnym nagraniu Arkadiusz Kamil Wójcik.
Siemieniec naruszył konwencję sędziowską PZPN, która w zasadzie jest skierowana do arbitrów. Nie broni go nawet nieznajomość tych przepisów, które sami sędziowie w tej formie uważają za zupełnie nieżyciowe. Rzecz w tym, że przy określaniu odpowiedzialności trenera istotne jest to czy faktycznie celowo i świadomie naruszał normy etyczne i czy chciał wpłynąć na postępowanie sędziego Raczkowskiego. Bo w to, że Adrian Siemieniec przez kilkanaście sekund rozmowy tak zauroczył arbitra, że ten zdecydował się nie karać kartkami graczy Jagi wierzą tylko ludzie pełni złej woli albo nienormalni.
Kluczem do zrozumienia, dlaczego błaha w swojej istocie sprawa wyciekła do mediów dopiero po blisko dwóch miesiącach od majowego meczu, jest brutalna walka o władzę w Kolegium Sędziów PZPN oraz konflikt na linii część środowiska sędziowskiego – prezes Cezary Kulesza. Przez 53 dni od spotkania w Katowicach zrzut ekranu prywatnej rozmowy leżał w szufladach działaczy i nikt nie nadawał mu formalnego biegu.
Wszystko zmieniło się diametralnie w lipcu 2026 roku. To wtedy sędzia Arkadiusz Kamil Wójcik oficjalnie oskarżył przewodniczącego Kolegium Sędziów Marcina Szulca o mobbing, złośliwe naruszanie praw pracowniczych oraz zastraszanie, składając zawiadomienie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Dopiero w odwecie za pójście do śledczych, związkowi funkcjonariusze wyciągnęli „teczkę” na Wójcika i uderzyli w prywatną korespondencję z Siemieńcem, traktując ją jako wygodny hak i próbę uciszenia sygnalisty. Białostocki trener stał się w ten sposób przypadkową ofiarą, „szkodą górniczą” w brudnej, politycznej rozgrywce toczonej w korytarzach centrali przy ulicy Bitwy Warszawskiej. Zwłaszcza, że wcześniej próbowano uspokoić Wójcika obiecując mu specjalne względy w PZPN o czym sam zainteresowany mówi bardzo głośno.
Dziennikarze i eksperci zajmujący się na co dzień polską piłką jednoznacznie wskazują na kontekst całej sytuacji, przestrzegając przed robieniem z trenera Jagiellonii przestępcy. Współpracujący z naszym portalem Kuba Seweryn na portalu X ocenia zachowanie młodego szkoleniowca jako lekkomyślne, zwracając jednak uwagę na szersze tło problemu.
Głupota totalna z tymi SMS-ami, kompletnie bezmyślny pomysł, bo nawet jeśli takie kontakty w środowisku między sędziami a resztą istnieją, to wystawiasz się na strzał – jak tutaj, gdy ktoś postanowił to wykorzystać do wojenki. Efekt z tego żaden, bo sędziowie i tak zrobią po swojemu – skomentował w sieci Seweryn.
W podobnym, stonowanym tonie wypowiedział się znany dziennikarz Przemysław Langier. Wskazał on, że narracja sugerująca próbę „załatwiania braku kartek” jest po prostu kłamliwa i krzywdząca.
Sędziowie w tym aspekcie bardzo często współpracują z trenerami i z samymi piłkarzami (»jeszcze raz i kartka!«), natomiast w tym przypadku różnica polegała na wysłaniu SMS-a, nie zaś krótkiej, standardowej rozmowie przed meczem [...]. SMS-a wyciągnięto Wójcikowi na zasadzie »taki jesteś czysty?! I ty do prokuratury chcesz iść?!«. PZPN zamiast zająć się oskarżeniami o mobbing, poszukało haka. Adrian Siemieniec nie powinien wysyłać tej wiadomości, ale nie umiem tego traktować inaczej niż jako »głupiego błędu ludzkiego«, nie zaś »Siemieniec jest częścią tego całego szamba« – analizuje Przemysław Langier.
Głos zabrał również mecenas Michał Tomczak, były szef Wydziału Dyscypliny PZPN z okresu czyszczenia korupcji w polskiej piłce. Zauważył on, że choć intencją Siemieńca była troska o własny zespół, to w kategoriach ogólnych takie kontakty psują wizerunek bezstronności rozgrywek. Podkreślił przy tym, że sprawa nie ma absolutnie wymiaru przestępstwa karnego czy prób ustawiania meczu.
A ksiądz Jerzy Kostorz pełniący rolę w PZPN rzecznika etyki twierdzi:
- Jeżeli te doniesienia okażą się prawdą, to sytuacja jest bezsprzecznie nieetyczna.
Afera wokół szkoleniowca Jagi wywołała również komentarze u ligowej konkurencji. Do sprawy w specyficzny dla siebie sposób odniósł się obecny trener Legii Warszawa, Marek Papszun. Dziennikarz Marek Natoński przytoczył wypowiedź warszawskiego szkoleniowca, który odniósł się do wydarzeń z przeszłości.
Zastanawiam się czy to powiedzieć, co pomyślałem. Chyba jeszcze tego nie powiem. Odświeżył mi się mecz z 24/25, kiedy walczyliśmy o mistrzostwo. Dziwne rzeczy tam się działy. Zostawię to dla siebie. Nie chcę nawet myśleć w ten sposób – stwierdził Marek Papszun.
Wypowiedź ta trąci jednak ogromną hipokryzją. Środowisko piłkarskie doskonale pamięta bowiem, jak niedawno ten sam Marek Papszun nie widział nic złego w wysłaniu członka swojego sztabu szkoleniowego, aby ten ukryty w krzakach podglądał i szpiegował zamknięty, przedmeczowy trening rywali. Wówczas warszawski klub próbował obracać spory skandal etyczny w żart. Dzisiaj, gdy błąd popełnił młody opiekun Jagiellonii, Papszun bez mrugnięcia oka próbuje rzucać zawoalowane oskarżenia.
Skoro cytowane postanowienia Konwencji Sędziowskiej PZPN są w zasadzie martwą literą to po co nagłośnienie tej sprawy i dopisanie do tego nazwiska Adriana Siemieńca? Bo wcześniejsze afery wokół Kolegium Sędziów słabo się przebijały do opinii publicznej, a istniała możliwość bardzo głośnego zdyskredytowania Kamila Wójcika. Nazwisko Siemieńca dawało pewność, że sprawa odbije się głośnym echem co właśnie ma miejsce. Ktoś kto zadbał o przeciek z PZPN-u postanowił przykryć jedną aferę inną - z głośnym nazwiskiem i cel osiągnął.
Aktualnie sprawą kontaktów na linii Siemieniec – Wójcik – Raczkowski zajmuje się Komisja Ligi Ekstraklasy S.A. To właśnie ten organ zdecyduje o ewentualnych konsekwencjach wobec trenera. Decyzje w sprawie sędziów podejmowała będzie Komisja Dyscyplinarna PZPN. Katalog kar wynikających z art. 110 Regulaminu Dyscyplinarnego jest bardzo szeroki: od upomnienia, przez karę finansową (od 1 tys. zł), aż po zawieszenie licencji trenerskiej. O tym, że sprawa jest mocno dęta świadczy choćby oświadczenie Komisji Ligi złożone przez jej szefa Jarosława Poturnickiego.
"Komisja Ligi otrzymała w dniu 1 września od Komisji Dyscyplinarnej PZPN materiały dotyczące sprawy w celu jej rozpatrzenia. Warto zaznaczyć, że sprawa nie ma charakteru korupcyjnego lub zarzutu manipulowania wynikiem. Będzie badana pod kątem czy nie doszło do naruszenia przepisów dot. dozwolonych kontaktów sędziów z trenerami. Komisja Ligi w trakcie postępowania poprosi o wyjaśnienia zainteresowane osoby oraz przeprowadzi postępowanie. Po zapoznaniu się z wyjaśnieniami zadecyduje o dalszych krokach w tej sprawie."
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak, że organ jurysdykcyjny spółki prowadzącej rozgrywki weźmie pod uwagę znikomy ciężar gatunkowy czynu, brak jakichkolwiek korzyści oraz bezsporny fakt, że szkoleniowiec z Białegostoku padł ofiarą brutalnych porachunków wewnątrz piłkarskiej federacji.
Jak oceniacie całą sytuację wokół trenera Adriana Siemieńca? Czy PZPN słusznie robi z tej sprawy wielką aferę, czy to jedynie brutalna polityka związku? Dajcie znać w komentarzach pod artykułem!
Przemysław Sarosiek
P.S. Przy pisaniu tego materiału jeden z szanowanych przeze mnie dziennikarzy oraz jeden sędzia, z którymi rozmawiałem radzili pisać jak najmniej i nie przedstawiać własnej oceny. Jeden powiedział, że nie ma takiego obowiązku żeby mieć opinię na każdy temat. Drugi pytał co mi da rzucanie kamyków do ogródka Kolegium Sędziów. Rozumiem troskę i szczerze dziękuję za radę, ale skorzystanie z niej byłoby umyciem rąk. A ja gardzę gestami Piłata.
P.P.S
Autor jest byłym sędzią piłkarskim i ekstraklasy futsalu oraz byłym członkiem władz Kolegium Sędziów PZPN.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze