Reklama

Siemieniec po meczu: Musieliśmy pokazać pazur! Szmyt o celach, Simundza o niesprawiedliwości (WIDEO)

Emocjonujące widowisko na stadionie przy ul. Słonecznej zakończyło się pomyślnie dla gospodarzy. Jagiellonia Białystok pokonała Śląsk Wrocław 2:1, zgarniając niezwykle ważne trzy punkty w kontekście rywalizacji w czołówce tabeli PKO BP Ekstraklasy. Choć pierwsza połowa przebiegła pod dyktando białostoczan, końcówka spotkania przyniosła sporo nerwowości. Po zakończeniu meczu szkoleniowcy obu zespołów oraz strzelec jednej z bramek podsumowali to starcie podczas konferencji prasowej.

Satysfakcja i wdzięczność Adriana Siemieńca

Szkoleniowiec żółto-czerwonych nie ukrywał satysfakcji z wygranej, podkreślając wagę tego sukcesu po serii nieregularnych występów. Zwrócił również uwagę na znakomite wsparcie z trybun, które poniosło jego zespół do wygranej.

Gratulacje dla zespołu za zwycięstwo. Bardzo nam zależało, by dzisiaj wygrać. To dla nas ważny moment, bo ostatni okres przeplataliśmy wyniki w lidze – była porażka u siebie z Widzewem, wygrana na Rakowie i porażka z Lechem. Chcemy teraz pójść za ciosem, choć wiemy, że trudne spotkanie przed nami, bo Wisła szczególnie u siebie jest bardzo wymagającym przeciwnikiem. Bardzo dziękuję kibicom za doping, trochę nas tu nie było, ale wróciliśmy i się przywitaliśmy zwycięstwem — powiedział Adrian Siemieniec.

Reklama

Kontrola meczu i nerwowa końcówka

Pierwsza część gry w wykonaniu Jagiellonii była bliska perfekcji. Prowadzenie 2:0, słupek Nika oraz poprzeczka Andersa pokazały dominację gospodarzy. Jednak bramka kontaktowa dla Śląska zmieniła obraz końcówki meczu, wymuszając na sztabie szkoleniowym szybkie korekty taktyczne.

Pierwsza połowa była bardzo dobra, trudno było się czegoś przyczepić. Do przerwy prowadziliśmy 2:0, ale czy to strzał Nika, czy poprzeczka Andersa, mogły dać nawet lepszy wynik, co pozwoliłoby lepiej kontrolować mecz. Do rzutu karnego jednak była pełna kontrola z naszej strony i dobrze zarządzaliśmy spotkaniem, ale jak przy 2:0 traci się gola na 2:1, to robi się pikantnie i tak też było dzisiaj. Musieliśmy pozarządzać ustawieniem i zmianami, by gola już nie stracić i wygrać — analizował trener Jagiellonii.

Reklama

Pazur a presja na wygrywanie

Trener Dumy Podlasia odniósł się również do postawy mentalnej drużyny. Podkreślił, że przy obecnej formie ligowych rywali punktowanie na przeciętnym poziomie nie wystarczy, by walczyć o najwyższe cele i łączyć grę w kraju z występami w Lidze Europy.

Musimy wygrywać, bo liga jest trudna. Średnia punktowa Lecha, Legii czy Górnika pokazuje, że nie wystarczy punktowanie na poziomie 1,80, by walczyć o puchary. Musimy wygrywać, najlepiej seriami. Dzisiaj też był bardzo trudny mecz, co nie zmienia faktu, że chcąc być konkurencyjnym, w górze tabeli i jeszcze łącząc to z Ligą Europy, po prostu musimy nakładać presję na zwycięstwa. Dzisiaj czułem intensywność i duże pragnienie zwycięstwa. Na Lechu graliśmy dobrze, ale zabrakło tego pazura, który dzisiaj pokazaliśmy — zaznaczył Siemieniec.

Reklama

Wyzwania kadrowe i sytuacja zdrowotna

Radość ze zwycięstwa mącą nieco problemy zdrowotne w zespole. Wczesna wymuszona zmiana Ousmane Sowa pokrzyżowała pierwotne plany taktyczne. Dodatkowo kibice muszą uzbroić się w cierpliwość w kwestii powrotu Yukiego Kobayashiego, którego występ przed przerwą reprezentacyjną jest mało prawdopodobny. Szkoleniowiec omówił także sytuację Montoi oraz powrót do treningów Dusana Stojinovicia.

Ciężko powiedzieć, co z Sowem. Widziałem, że nie jest w stanie grać, dlatego była zmiana. To nam utrudniło zarządzanie meczem, bo był plan na zmiany, który trzeba było zmienić. Jeśli chodzi o Kobayashiego, przed przerwą na kadrę nie ma co się go spodziewać na boisku. Mam nadzieję, że powrót nastąpi w przerwie na kadrę, by przygotować go odpowiednio do gry. Z kolei analizując Montoi, jego działania z piłką i bez piłki były na dobrym poziomie. Wiedzieliśmy, że dzisiaj do ataku pozycyjnego będzie potrzeba wielu rozwiązań z lewą nogą, stąd taka decyzja — wyjaśnił opiekun białostoczan.

Reklama

Mieszane uczucia opiekuna Śląska Wrocław

Trener gości, Ante Simundza, pożegnał Białystok z poczuciem niedosytu. Choć docenił wysoką jakość piłkarską Jagiellonii, był przekonany, że jego zespół stać było na wywiezienie z Podlasia korzystnego rezultatu.

Mam mieszane uczucia. Uważam, że zasłużyliśmy na więcej z tego, co pokazaliśmy na boisku i w tym kontekście wynik nie jest sprawiedliwy. Na koniec wierzę, że pierwsza połowa była kluczowa, nie możemy stracić tak pierwszego gola. W tym samym momencie muszę powiedzieć, że Jagiellonia to bardzo dobry zespół z bardzo dobrymi piłkarzami, ale patrząc na nasz występ, pokazaliśmy, że możemy z takimi drużynami rywalizować — przyznał Ante Simundza.

Reklama

Szkoleniowiec wrocławian odniósł się także do przebiegu wydarzeń boiskowych, wskazując na jakość rywala oraz pechową kontuzję Piotra Samca-Talara, który prawdopodobnie doznał złamania ręki.

Jakość Jagiellonii zadecydowała o oddaniu inicjatywy. Dopiero jak strzeliliśmy gola, złapaliśmy energię, a rywal trochę opadł. W pierwszej połowie przeciwnicy nie pozwolili nam pograć, a u nas trochę zabrakło porządku. Nie chcieliśmy oddać inicjatywy rywalowi, ale ma on taką jakość, że ją sobie przejął. To zespół z Ligi Europy i będą na pewno w czubie tabeli — dodał trener gości.

Reklama

Zimna krew Kajetana 

Bohaterem jednej z kluczowych akcji był Kajetan Szmyt, który zachował zimną krew w sytuacji sam na sam z bramkarzem Śląska. Skrzydłowy Jagiellonii wyjawił, że wyciągnął wnioski z pomyłek z przeszłości i skupił się wyłącznie na realizacji swojego planu.

Może się wydawać, że to zawsze łatwa sytuacja, jak wychodzisz sam na sam z bramkarzem, ale zawsze w takiej sytuacji ma się wiele myśli w głowie. Tutaj zamiar był od początku jeden, bo pamiętam mecz z Lechem w tamtym sezonie, kiedy wyszedłem w podobnej sytuacji i starałem się uderzyć do boku, a bramkarz mnie przeczytał. Cieszę się, że się udało. Koniec końców najważniejsze jest to, żeby wygrywać co tydzień, a tak naprawdę w naszym przypadku co trzy dni — podsumował Kajetan Szmyt.

Reklama

Przed Jagiellonią niezwykle intensywny i prestiżowy czas. Już niebawem białostoczanie zmierzą się na wyjeździe z Wisłą, następnie zagrają w pucharach z europejskim gigantem – Olympiakosem, a tuż przed przerwą na kadrę podejmą przy Słonecznej Legię Warszawa.

Jak oceniacie grę Jagiellonii w meczu ze Śląskiem Wrocław? Czy zdaniem Państwa białostoczanie utrzymają taką intensywność w nadchodzących starciach z Wisłą, Olympiakosem i Legią? Zapraszamy do zostawiania opinii w komentarzach pod artykułem!

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama