Emocjonujące widowisko na stadionie przy ul. Słonecznej zakończyło się pomyślnie dla gospodarzy. Jagiellonia Białystok pokonała Śląsk Wrocław 2:1, zgarniając niezwykle ważne trzy punkty w kontekście rywalizacji w czołówce tabeli PKO BP Ekstraklasy. Choć pierwsza połowa przebiegła pod dyktando białostoczan, końcówka spotkania przyniosła sporo nerwowości. Po zakończeniu meczu szkoleniowcy obu zespołów oraz strzelec jednej z bramek podsumowali to starcie podczas konferencji prasowej.
Szkoleniowiec żółto-czerwonych nie ukrywał satysfakcji z wygranej, podkreślając wagę tego sukcesu po serii nieregularnych występów. Zwrócił również uwagę na znakomite wsparcie z trybun, które poniosło jego zespół do wygranej.
— Gratulacje dla zespołu za zwycięstwo. Bardzo nam zależało, by dzisiaj wygrać. To dla nas ważny moment, bo ostatni okres przeplataliśmy wyniki w lidze – była porażka u siebie z Widzewem, wygrana na Rakowie i porażka z Lechem. Chcemy teraz pójść za ciosem, choć wiemy, że trudne spotkanie przed nami, bo Wisła szczególnie u siebie jest bardzo wymagającym przeciwnikiem. Bardzo dziękuję kibicom za doping, trochę nas tu nie było, ale wróciliśmy i się przywitaliśmy zwycięstwem — powiedział Adrian Siemieniec.
Pierwsza część gry w wykonaniu Jagiellonii była bliska perfekcji. Prowadzenie 2:0, słupek Nika oraz poprzeczka Andersa pokazały dominację gospodarzy. Jednak bramka kontaktowa dla Śląska zmieniła obraz końcówki meczu, wymuszając na sztabie szkoleniowym szybkie korekty taktyczne.
— Pierwsza połowa była bardzo dobra, trudno było się czegoś przyczepić. Do przerwy prowadziliśmy 2:0, ale czy to strzał Nika, czy poprzeczka Andersa, mogły dać nawet lepszy wynik, co pozwoliłoby lepiej kontrolować mecz. Do rzutu karnego jednak była pełna kontrola z naszej strony i dobrze zarządzaliśmy spotkaniem, ale jak przy 2:0 traci się gola na 2:1, to robi się pikantnie i tak też było dzisiaj. Musieliśmy pozarządzać ustawieniem i zmianami, by gola już nie stracić i wygrać — analizował trener Jagiellonii.
Trener Dumy Podlasia odniósł się również do postawy mentalnej drużyny. Podkreślił, że przy obecnej formie ligowych rywali punktowanie na przeciętnym poziomie nie wystarczy, by walczyć o najwyższe cele i łączyć grę w kraju z występami w Lidze Europy.
— Musimy wygrywać, bo liga jest trudna. Średnia punktowa Lecha, Legii czy Górnika pokazuje, że nie wystarczy punktowanie na poziomie 1,80, by walczyć o puchary. Musimy wygrywać, najlepiej seriami. Dzisiaj też był bardzo trudny mecz, co nie zmienia faktu, że chcąc być konkurencyjnym, w górze tabeli i jeszcze łącząc to z Ligą Europy, po prostu musimy nakładać presję na zwycięstwa. Dzisiaj czułem intensywność i duże pragnienie zwycięstwa. Na Lechu graliśmy dobrze, ale zabrakło tego pazura, który dzisiaj pokazaliśmy — zaznaczył Siemieniec.
Radość ze zwycięstwa mącą nieco problemy zdrowotne w zespole. Wczesna wymuszona zmiana Ousmane Sowa pokrzyżowała pierwotne plany taktyczne. Dodatkowo kibice muszą uzbroić się w cierpliwość w kwestii powrotu Yukiego Kobayashiego, którego występ przed przerwą reprezentacyjną jest mało prawdopodobny. Szkoleniowiec omówił także sytuację Montoi oraz powrót do treningów Dusana Stojinovicia.
— Ciężko powiedzieć, co z Sowem. Widziałem, że nie jest w stanie grać, dlatego była zmiana. To nam utrudniło zarządzanie meczem, bo był plan na zmiany, który trzeba było zmienić. Jeśli chodzi o Kobayashiego, przed przerwą na kadrę nie ma co się go spodziewać na boisku. Mam nadzieję, że powrót nastąpi w przerwie na kadrę, by przygotować go odpowiednio do gry. Z kolei analizując Montoi, jego działania z piłką i bez piłki były na dobrym poziomie. Wiedzieliśmy, że dzisiaj do ataku pozycyjnego będzie potrzeba wielu rozwiązań z lewą nogą, stąd taka decyzja — wyjaśnił opiekun białostoczan.
Trener gości, Ante Simundza, pożegnał Białystok z poczuciem niedosytu. Choć docenił wysoką jakość piłkarską Jagiellonii, był przekonany, że jego zespół stać było na wywiezienie z Podlasia korzystnego rezultatu.
— Mam mieszane uczucia. Uważam, że zasłużyliśmy na więcej z tego, co pokazaliśmy na boisku i w tym kontekście wynik nie jest sprawiedliwy. Na koniec wierzę, że pierwsza połowa była kluczowa, nie możemy stracić tak pierwszego gola. W tym samym momencie muszę powiedzieć, że Jagiellonia to bardzo dobry zespół z bardzo dobrymi piłkarzami, ale patrząc na nasz występ, pokazaliśmy, że możemy z takimi drużynami rywalizować — przyznał Ante Simundza.
Szkoleniowiec wrocławian odniósł się także do przebiegu wydarzeń boiskowych, wskazując na jakość rywala oraz pechową kontuzję Piotra Samca-Talara, który prawdopodobnie doznał złamania ręki.
— Jakość Jagiellonii zadecydowała o oddaniu inicjatywy. Dopiero jak strzeliliśmy gola, złapaliśmy energię, a rywal trochę opadł. W pierwszej połowie przeciwnicy nie pozwolili nam pograć, a u nas trochę zabrakło porządku. Nie chcieliśmy oddać inicjatywy rywalowi, ale ma on taką jakość, że ją sobie przejął. To zespół z Ligi Europy i będą na pewno w czubie tabeli — dodał trener gości.
Bohaterem jednej z kluczowych akcji był Kajetan Szmyt, który zachował zimną krew w sytuacji sam na sam z bramkarzem Śląska. Skrzydłowy Jagiellonii wyjawił, że wyciągnął wnioski z pomyłek z przeszłości i skupił się wyłącznie na realizacji swojego planu.
— Może się wydawać, że to zawsze łatwa sytuacja, jak wychodzisz sam na sam z bramkarzem, ale zawsze w takiej sytuacji ma się wiele myśli w głowie. Tutaj zamiar był od początku jeden, bo pamiętam mecz z Lechem w tamtym sezonie, kiedy wyszedłem w podobnej sytuacji i starałem się uderzyć do boku, a bramkarz mnie przeczytał. Cieszę się, że się udało. Koniec końców najważniejsze jest to, żeby wygrywać co tydzień, a tak naprawdę w naszym przypadku co trzy dni — podsumował Kajetan Szmyt.
Przed Jagiellonią niezwykle intensywny i prestiżowy czas. Już niebawem białostoczanie zmierzą się na wyjeździe z Wisłą, następnie zagrają w pucharach z europejskim gigantem – Olympiakosem, a tuż przed przerwą na kadrę podejmą przy Słonecznej Legię Warszawa.
Jak oceniacie grę Jagiellonii w meczu ze Śląskiem Wrocław? Czy zdaniem Państwa białostoczanie utrzymają taką intensywność w nadchodzących starciach z Wisłą, Olympiakosem i Legią? Zapraszamy do zostawiania opinii w komentarzach pod artykułem!
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze