Reklama

Czy Żubry wracają do gry o utrzymanie?

Niedzielny mecz Żubrów w Inowrocławiu był meczem "o wszystko". Białostoczanie wytrzymali tę gigantyczną presję i rzutem na taśmę wygrali. Żubry Abakus Okna Białystok sprawiły ogromną niespodziankę, pokonując na wyjeździe faworyzowaną KSK Qemeticę Noteć Inowrocław 81:80. Zrobili to mimo niesamowitego dopingu gospodarzy. W hali wypełnionej po brzegi kibicami gospodarzy podopieczni Kamila Piechuckiego pokazali charakter, którego brakowało w wielu poprzednich spotkaniach. Czy to punkt zwrotny w walce o ligowy byt? Możliwe, ale białostoczan czekają teraz wyłącznie mecze o wszystko. Czy wytrzymają taką presję?

Z żałobą w sercu

Nastroje przed meczem w Inowrocławiu nie były optymistyczne. Białostocka drużyna w sobotę uczestniczyła w pogrzebie Romana Janika, jednego z charyzmatycznych zawodników ekipy i zmagał się z własną niemocą grzęznąc w dole tabeli i nie miał w zasadzie żadnego marginesu błędu. Jednak od pierwszej minuty na parkiecie widzieliśmy zupełnie inny zespół – agresywny w obronie, zdeterminowany i realizujący plan nakreślony przez sztab szkoleniowy.

Trener Piechucki: "Szczęście w końcu się uśmiechnęło"

Po zakończeniu spotkania w obozie Żubrów zapanowała zrozumiała radość, choć trener Kamil Piechucki studził emocje, przypominając o trudnej drodze, jaka wciąż dzieli zespół od bezpiecznej przystani.

Reklama

– Jesteśmy ogromnie zadowoleni. Bardzo zależy nam na tym, by odwrócić ten sezon po pierwszej rundzie – mówił na konferencji prasowej Piechucki.

Szkoleniowiec przyznał, że końcówka była niezwykle nerwowa, mimo że w czwartej kwarcie Żubry prowadziły już 14 punktami.

– Niepotrzebne straty dały gospodarzom szansę na szybką grę. Powiedzmy, że przysłowiowe szczęście w końcu się do nas odwróciło. To był kluczowy mecz dla zawodników i klubu, biorąc pod uwagę to, co działo się ostatnio. Wszyscy wystąpili i wszyscy byli częścią tej wygranej.

Reklama

Amerykańska energia i realizacja planu

Kluczową postacią meczu był Myles Douglas, który nie tylko trafiał w ważnych momentach, ale też zarażał kolegów pewnością siebie. Sam zawodnik po meczu podkreślał rolę przygotowania taktycznego.

– Trener przygotował nas na takie wymagające, 40-minutowe starcie. Przepracowaliśmy solidnie tydzień i zrealizowaliśmy plan – mówił Douglas, oddając jednocześnie szacunek rywalom za walkę do ostatniej sekundy.

Właśnie ta "energia", o której wspominali zarówno zwycięzcy, jak i pokonani, była kluczem do sukcesu. Żubry dominowały w penetracjach "pod kosz", wykorzystując fakt, że Noteć nie potrafiła skutecznie zamknąć tzw. "trumny". 

Reklama

Rzecz w tym, że ekipa z Białegostoku musi tej energii mieć tyle co elektrownia atomowa, bo walka o utrzymanie się w tabeli wymaga niemal wyłącznie zwycięstw. 

Czy Żubry mają jeszcze szansę ?

Zwycięstwo w Inowrocławiu to dopiero drugi triumf białostoczan w tym sezonie, ale jego znaczenie psychologiczne jest bezcenne. Wygrana z wyżej notowanym rywalem i to na jego terenie wysyła jasny sygnał do reszty stawki: Żubry jeszcze nie złożyły broni. Analizując jednak matematyczne szanse to sytuacja nadal jest trudna, ale "ostatni call", o którym wspominał trener Noteci Krzysztof Szubarga, został odebrany. Aby realnie myśleć o utrzymaniu, Żubry muszą:

Reklama

Wykorzystać atut własnej hali w meczach z bezpośrednimi rywalami z dołu tabeli.

Utrzymać intensywność w obronie, która w Inowrocławiu pozwoliła ograniczyć atuty Noteci.

Liczć na stabilizację składu – powrót do pełnej rotacji i uniknięcie kontuzji liderów będzie kluczowe w decydującej fazie sezonu.

Do ekipy wraca Beniamin Didier-Urbaniak, który ostatnie kilka tygodni leczył kontuzje. Zawodnik potrafi powalczyć skutecznie pod koszem i - kiedy ma swój dzień - trafia za 3 niemal z każdej pozycji. Jego "trójki" - przy dobrej skuteczności Mylesa Douglasa, Samajae Haynes-Jonesa i Witalija Kowalenki - mogą być na wagę wygranej. Wygrana 81:80 pokazuje, że zespół potrafi wygrywać nawet w osłabieniu "stylowe" końcówki, a to w walce o utrzymanie bywa ważniejsze niż wysokie zwycięstwa. Teoretycznie zatem powinno być już wyłącznie łatwiej. Tyle, że zajmując ostatnie miejsce Żubry w każdym meczu będą grali jako outsiderzy. A już we środę (4 lutego) o godzinie 19.00 Żubry Abakus Okna Białystok wracają do własnej hali, by potwierdzić, że triumf w Inowrocławiu nie był jednorazowym zrywem. Kibice liczą na to, że "podwójna mobilizacja", o której mówili rywale, zostanie przekuta w serię zwycięstw. Tym razem rywalem jest WKK Wrocław i tutaj wygrana również jest obowiązkowa. Ewentualna wygrana może przesunąć białostoczan na pozycję, z której w następnych kolejkach mogą pokusić się o opuszczenie ostatniej lokaty w tabeli. Muszą jedynie - bagatela - wygrać z rywalem z Dolnego Śląska i spodziewać się, że Miners Katowice nie upora się u siebie z zespołem z Leszna, a AZS Politechnika Opolska nie ogra PGE Spójni Stargard. Takie wyniki nie byłyby żadną niespodzianką. 

Reklama

Wsparcie fanów w Białymstoku będzie teraz kluczowe. Jeśli drużyna zagra z taką samą pasją i energią w polu trzech sekund, kolejne punkty są w zasięgu ręki. Początek rundy rewanżowej staje się nowym otwarciem dla podlaskiej koszykówki.

Przemysław Sarosiek 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/01/2026 11:31
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama