To nie tak miało wyglądać: kibice w Bielsku Podlaskim, którzy przez cały sezon wiernie wspierali swoich koszykarzy, musieli przełknąć gorzką pigułkę. Tur Basket Bielsk Podlaski kończy tegoroczne zmagania na etapie pierwszej rundy play-off, ponownie uznając wyższość swojego „kata” – Lublinianki Lublin. Po bolesnej porażce w rewanżu i odpadnięciu z dalszej rywalizacji, trener Rafał Król w wywiadzie udzielonym klubowym mediom w szczerych słowach podsumował nie tylko ostatnie spotkania, ale i cały sezon, który był prawdziwym rollercoasterem emocji. Oto krótki materiał z pomeczowej minikonferencji prasowej udostępnionej w klubowych mediach społecznościowych.
Fundamentem odpadnięcia Tura była fatalna postawa w pierwszym meczu wyjazdowym. Drużyna, która przez większość sezonu słynęła z zabójczej ofensywy, w Lublinie po prostu stanęła w miejscu. Trener Król nie szukał wymówek w sile przeciwnika, lecz wskazał na błędy własnego zespołu.
— Jestem bardzo zawiedziony. Mieliśmy wszystko w swoich rękach i głowach. To nie Lublinianka nas zatrzymała na 53 punktach, to my sami trafiliśmy tylko tyle. To zasadnicza różnica — mówił szkoleniowiec po meczu w wywiadzie z Piotrem Tarasewiczem (wywiad jest dostępny na klubowym profilu Tura.
A statystyki z pierwszego starcia porażają: Tur trafił zaledwie 2 z 29 rzutów za trzy punkty. Przy tak niskiej skuteczności i umożliwieniu rywalom na dominację w „pomalowanym” (75% punktów Lublinianki padło spod kosza), odrobienie 30-punktowej straty w Bielsku graniczyło z cudem.
W rewanżu pojawiły się momenty nadziei, gdy Tur prowadził 39:30, jednak proste błędy i faule w kluczowych momentach szybko gasiły entuzjazm.
— Czasami trzeba brać większą odpowiedzialność za to, co się robi. W Bielsku warunki nie są drugoligowe, tu są warunki na pierwszą ligę. I tego samego oczekiwałbym od zawodników — dodał gorzko Król, zapowiadając, że ocena personalna poszczególnych graczy odbędzie się w zaciszu szatni, a nie za pośrednictwem mediów.
Podsumowując rundę zasadniczą, trener Król podzielił ją na dwa wyraźne etapy. Pierwszy, trwający do okolic 20 grudnia, był okresem dominacji Tura. Drużyna grała widowiskowo, notując średnie na poziomie 95-100 punktów na mecz, co stawiało ją w ścisłej czołówce wszystkich grup II ligi. Problemy zaczęły się jednak tuż przed świętami.
— Od meczu z Mińskiem czy Żyrardowem zaczęły się spotkania, które wygrywaliśmy po prostu fartem. Pabianice u siebie, gdzie Bartek Wróbel szalał, czy Sochaczew na wyjeździe. To były sygnały, że coś traci tempo — analizował trener.
Choć kadra była budowana szeroko, by przetrwać trudy sezonu, brak kluczowych ogniw, jak Mateusza Fatza, ostatecznie odbił się na stabilności gry. Decyzje o wzmocnieniach w trakcie sezonu trener oceni wspólnie z zarządem, jednak już teraz zaznacza, że zespół potrzebuje świeżości.
Mimo przedwczesnego zakończenia sezonu, Rafał Król uciął spekulacje dotyczące swojej przyszłości.
— Mam podpisany dwuletni kontrakt i zamierzam go wypełnić. Z panią prezes gramy w otwarte karty. Moja wizja i jej wizja muszą spotkać się pośrodku. Zostaję w klubie na przyszły sezon — zadeklarował, uciszając startujące pogłoski o karuzeli trenerskiej, która miała ruszyć w Bielsku Podlaskim.
Choć wynik sportowy w play-offach jest rozczarowaniem, trener Król dostrzega wiele pozytywów, które udało się wypracować w minionych miesiącach. Tur Basket stał się klubem znacznie mocniej osadzonym w lokalnej społeczności. Symbolem tych zmian stała się nowa grupa młodych kibiców, która „z własnym bębnem” zagrzewała zespół do walki w każdym meczu.
— Stworzyliśmy tu naprawdę fajną grupę. Jestem ogromnie wdzięczny kibicom za ten sezon. Otworzyliśmy się na seniorów, na lokalną społeczność, zaczęliśmy organizować turnieje, których tu wcześniej nie było — wyliczał szkoleniowiec.
Sukcesy widać także na polu czysto sportowym w kontekście rozwoju talentów. Kasper Jakuć, zaledwie 15-letni zawodnik, zadebiutował w II lidze, co jest jasnym sygnałem, że klub stawia na młodzież. Z kolei Szymon Gralewski stał się motorem napędowym drużyny, wielokrotnie „ciągnąc wózek za uszy”, gdy starszym kolegom brakowało pomysłu na grę.
Przed Turem Basket czas trudnych decyzji i odpoczynku dla głów. Cel na przyszły rok jest jasny: zbudować ekipę, która nie tylko zdominuje rundę zasadniczą, ale przede wszystkim przełamie klątwę pierwszej rundy play-off. Jak zapowiada trener:
— Wrócimy silniejsi.
Na ten moment Bielsk Podlaski musi uzbroić się w cierpliwość i czekać na decyzje PZKosz dotyczące kształtu ligi w nowym sezonie.
Przemysław Sarosiek (źródło wywiad na profilu Fb Tura Basket Bielsk Podlaski)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze