W piątek, 29 maja, weszła w życie kluczowa nowelizacja ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. Nowe przepisy wprowadzają rewolucyjny, ale i niezwykle rygorystyczny obowiązek dla wójtów, burmistrzów oraz prezydentów miast. Od teraz samorządy muszą błyskawicznie decydować o parametrach budowli ochronnych w każdym nowo powstającym budynku użyteczności publicznej. Problem w tym, że brakuje precyzyjnych planów, a urzędnicy dostali skrajnie mało czasu na podjęcie strategicznych decyzji. Jeśli lokalne władze nie zdążą, prywatni inwestorzy zyskają prawo do budowania obiektów o minimalnych parametrach, co dla bezpieczeństwa mieszkańców może okazać się katastrofalne w skutkach.
Nowo wprowadzony artykuł 95a nakłada na inwestorów planujących budowę m.in. biurowców, hoteli czy galerii handlowych obowiązek zgłoszenia inwestycji do włodarza danej gminy. Od momentu zgłoszenia, wójt lub burmistrz ma zaledwie 45 dni na wydanie oficjalnego postanowienia, które precyzyjnie określi pojemność oraz kategorię odporności przyszłego schronu. Co gorsza, każda taka decyzja musi posiadać głębokie, merytoryczne uzasadnienie.
Ustawa przewiduje również bezwzględny mechanizm na wypadek bezczynności urzędów. Jeżeli samorząd nie wyda odpowiedniego postanowienia w ciągu trzech miesięcy, inwestor automatycznie zyskuje prawo do zaprojektowania schronu o najniższej kategorii odporności i pojemności dla zaledwie 30 osób. Dla rozrastających się miast taki scenariusz oznacza marnowanie przestrzeni i powstawanie obiektów, które w żaden sposób nie zabezpieczą lokalnej społeczności.

Nowe prawo uderza rykoszetem w województwo podlaskie. Białystok, jako stolica regionu graniczącego z kluczowymi obszarami geopolitycznymi, powinien być liderem w segmencie obrony cywilnej. Tymczasem, podobnie jak większość polskich miast, nie posiada obecnie kompleksowego, operacyjnego planu rozmieszczenia obiektów zbiorowej ochrony.
Eksperci zajmujący się infrastrukturą ochronną, w tym inżynierowie z firmy HOLDFORT, alarmują: bez rzetelnej analizy demograficznej, ukształtowania terenu, barier architektonicznych (takich jak tory kolejowe czy rzeki) oraz rzeczywistych dróg dojścia, urzędnicy w Białymstoku czy Suwałkach będą podejmować decyzje w 45-dniowym terminie kompletnie „w ciemno”. Aby uzasadnić, dlaczego w danym miejscu ma powstać schron klasy S-1 na tysiąc osób, a nie mniejszy obiekt, miasto musi dysponować gotową strategią, której na razie brak.
Skala zaniedbań w skali kraju jest porażająca. Szczegółowa analiza obejmująca ponad tysiąc polskich miast i obszarów wiejskich wskazuje, że aby spełnić minimalne standardy ustawowe, w Polsce musi powstać co najmniej 32 376 nowych budowli ochronnych. Wyliczenia te oparto na założeniu, że w zwartej zabudowie miejskiej bezpieczny schron powinien znajdować się w odległości maksymalnie 500 metrów drogi dojścia od mieszkańca, a na terenach wiejskich – do 1000 metrów. Z tej puli blisko 5 tysięcy obiektów powinno powstać w samych miastach wojewódzkich, takich jak Białystok. Warto pamiętać, że to jedynie dolna granica, która nie uwzględnia chociażby konieczności zabezpieczenia miejsc dla osób ewakuowanych z innych, bardziej zagrożonych regionów kraju.
Jak powinien działać idealny system? Wzorem dla Europy jest Finlandia. Kraj ten, liczący zaledwie 5,5 miliona mieszkańców, dysponuje potężną siecią ponad 50 tysięcy pełnowartościowych schronów, z czego same Helsinki posiadają ich 5500. Fiński system opiera się na obiektach dwufunkcyjnych. W czasie pokoju żelbetowe konstrukcje pod blokami, urzędami czy szkołami służą jako osiedlowe sauny, parkingi dla rowerów, komórki lokatorskie lub sale gimnastyczne.
W razie realnego zagrożenia, w ciągu zaledwie 72 godzin, obiekty te przechodzą pełną metamorfozę: uruchamiane są zaawansowane systemy filtrowentylacji, zamykają się gazoszczelne drzwi i przestrzeń staje się bezpieczną twierdzą. Finowie nie bawią się w półśrodki ani w tzw. „miejsca doraźnego schronienia”, które w przypadku skażenia chemicznego czy silnego pożaru nie dają żadnej ochrony. Gdyby Polska chciała osiągnąć fiński standard, potrzebowalibyśmy ponad 300 tysięcy takich obiektów.
Eksperci podkreślają, że nowoczesnej obrony cywilnej nie da się zbudować w rok, czy w trakcie jednej kadencji samorządu. To proces zaplanowany na co najmniej dwie lub trzy dekady regularnych, przemyślanych inwestycji. Kluczem do sukcesu jest wykorzystanie projektów, które miasta i tak realizują z własnych budżetów. Każda nowo budowana szkoła na podlaskich osiedlach, nowoczesny urząd czy hala sportowa to unikalna, jednorazowa szansa na wkomponowanie w fundamenty dwufunkcyjnego schronu. Jeśli podlascy samorządowcy prześpią wejście w życie artykułu 95a i pozwolą deweloperom na budowanie schronów-atrap dla 30 osób, w systemie bezpieczeństwa Białegostoku powstaną luki, których nie da się załatać przez najbliższe kilkadziesiąt lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze