Mieszkańcy naszego regionu są przyzwyczajeni do tego, że makrela to jedna z najbardziej dostępnych i przystępnych cenowo ryb. W styczniu smakosze tej ryby przeżywają w sklepach prawdziwy szok. Jeszcze niedawno wędzona makrela była stałym punktem piątkowych zakupów, dziś staje się towarem luksusowym. W popularnych sieciach handlowych, takich jak Biedronka czy Lidl, cena za kilogram sięgnęła już poziomu 44,90 zł. To niemal dwukrotnie więcej niż rok temu, a eksperci ostrzegają: to dopiero początek drożyzny.
Za drastycznymi podwyżkami stoją nie tylko ogólna inflacja, ale przede wszystkim dramatyczna sytuacja na Morzu Północnym. Kamil Jerominek, prezes Polskiego Holdingu Rybnego, w rozmowie z "Portalem Spożywczym" wyjaśniał, że stada makreli są drastycznie przełowione. Państwa takie jak Norwegia, Islandia czy Wielka Brytania od lat nie mogą porozumieć się w kwestii limitów, wyławiając znacznie więcej, niż sugerują naukowcy.
W 2024 roku limity przekroczono o 30 proc., co zmusiło Międzynarodową Radę Badań Morza (ICES) do wydania drastycznych rekomendacji. Na 2026 rok zaplanowano cięcia połowów o połowę – do poziomu zaledwie 270 tys. ton. Dla porównania, dekadę temu wyławiano milion ton rocznie. Tak gigantyczny spadek podaży musi odbić się na naszych portfelach.
O problemach z makrelą pisaliśmy tutaj TUTAJ
Dlaczego mimo wysokich cen wciąż sięgamy po makrelę? Eksperci wskazują, że ryba ta nie ma godnej alternatywy. To prawdziwe „superfood” – skarbnica kwasów omega-3, witaminy D i pełnowartościowego białka. 100 gramów makreli dostarcza więcej zdrowych tłuszczów niż drogi łosoś, wspierając nasze serce, odporność i pracę mózgu.
Warto jednak pamiętać o rozróżnieniu gatunków. Najzdrowsza jest makrela atlantycka (mniejsza, z pręgami). Należy natomiast uważać na makrelę królewską, która ze względu na rozmiary może kumulować więcej rtęci. Choć uwielbiamy ją w formie wędzonej pasty, dietetycy radzą, by dla pełni zdrowia wybierać rybę wędzoną na zimno i spożywać ją z umiarem.
Szef Polskiego Holdingu Rybnego przewiduje, że kolejne fale podwyżek uderzą w nas wiosną i jesienią 2026 roku. Jeśli państwa nadmorskie nie dojdą do porozumienia podczas najbliższych szczytów połowowych, makrela może po prostu zacząć znikać z półek. Dla polskiego przetwórstwa, które opiera się na tym gatunku, to sytuacja kryzysowa. Dla nas, konsumentów, to jasny sygnał: czas przygotować się na to, że ulubiona pasta rybna stanie się rarytasem na specjalne okazje.
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze