Czerwiec na Podlasiu od zawsze ma zapach świeżo zerwanych, soczystych truskawek. Niestety to powoli się zmienia na gorsze. Truskawki z podlaskich pól i upraw z roku na rok stają się luksusem, a uprawa tych owoców w naszym regionie zaczyna przypominać rosyjską ruletkę. Anomalie pogodowe, drastyczny wzrost kosztów produkcji, brak systemowego wsparcia dla mniejszych gospodarstw wbrew pustym obietnicom Stefana Krajewskiego, ministra rolnictwa oraz zalew taniego importu sprawiają, że lokalni plantatorzy masowo rezygnują z biznesu. Z danych ARiMR wynika, że w ciągu zaledwie pięciu lat w Polsce ubyło ponad 10 tysięcy hektarów plantacji truskawek. Czy czeka nas scenariusz, w którym podlaskie owoce zostaną całkowicie wyparty przez mrożonki z Egiptu?
Uprawa truskawek w otwartym gruncie staje się zajęciem dla ludzi o mocnych nerwach. Choć województwo podlaskie nie należy do największych polskich zagłębi truskawkowych to tutejsi rolnicy co roku dostarczali na lokalne bazarki owoce najwyższej jakości. Dziś muszą mierzyć się z serią kataklizmów: od wiosennych przymrozków po dotkliwe susze. W 2024 roku susza rolnicza dotknęła ponad 56% gmin w kraju. Co gorsza, kolejne pogodowe anomalie komplikują uprawy: po wyjątkowo ciepłym marcu, który sztucznie przyspieszył wegetację, pod koniec kwietnia uderzyły solidne przymrozki , niszcząc rozwinięte już kwiaty. Bez kosztownych inwestycji w tunele foliowe, agrowłókniny i systemy nawadniania, uprawa w gruncie traci jakikolwiek sens. Biorąc pod uwagę brak wsparcia ze strony rządu, brak reakcji na rosnący import mrożonek spoza Unii Europejskiej i rosnące oczekiwania fitosanitarne ze strony Brukseli ekonomiczny sens dalszej uprawy truskawek jest coraz mniejszy.
Przez lata polską domeną był eksport truskawek do mrożenia i przetwórstwa. Ten model opierał się jednak na niskich kosztach pracy, które bezpowrotnie minęły. Dodatkowy cios zadał ETS, który sprawił, że rosnące koszty energii elektrycznej wpływa na cenę produktu. W efekcie truskawki z Egiptu, który nie trzyma się obłąkanych norm klimatycznych UE i korzysta z taniego prądu, są znaczące tańsze.
Dziś produkcja mrożonych truskawek w Polsce spadła o połowę w stosunku do lat ubiegłych i wynosi zaledwie 55 tysięcy ton. Rynek przejęły owoce z Egiptu. Tylko w ostatnim czasie Polska sprowadziła stamtąd ponad 62 tysiące ton mrożonych truskawek, co stanowi ponad 70% całego krajowego importu. Lokalne przetwórnie wolą kupić tani, masowy towar z Afryki Północnej niż płacić wyższe stawki podlaskim plantatorom, których koszty podrożały m. in. przez rosnące ceny prądu.
Kolejnym gwoździem do truskawkowej trumny jest struktura rynku żywnościowego. Potężne sieci handlowe i dyskonty potrzebują gigantycznych, jednolitych i stałych dostaw przez cały rok. Mały, lokalny rolnik z Podlasia, choćby wyhodował najsłodszy owoc na świecie, przegrywa brakiem wielkiej infrastruktury logistycznej i słabą pozycją negocjacyjną. Jednocześnie w regionie wciąż kuleje infrastruktura tzw. krótkich łańcuchów dostaw. W Polsce sprzedaż bezpośrednią konsumentowi deklaruje zaledwie 3% rolników, podczas gdy średnia w Europie to aż 15%. Brakuje systemowej promocji miejskich targowisk i zielonych rynków ze strony lokalnych samorządów.
Aż 72% Polaków obawia się, że w ciągu najbliższej dekady dostępność niektórych krajowych produktów spożywczych zostanie drastycznie ograniczona. Same apele typu „Kupuj lokalnie” nie uratują podlaskich rolników. Eksperci z Instytutu Strategii Żywnościowych Grunt podkreślają, że potrzebujemy wdrożenia Krajowej Polityki Żywnościowej. Państwo i samorządy muszą realnie dofinansować modernizację gospodarstw chroniącą przed zmianami klimatu oraz wprowadzić lokalną żywność do szkół i przedszkoli. Bez tych zmian smak polskiego czerwca bezpowrotnie zniknie z naszych stołów.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze