Od 1 maja 2026 roku polskie rolnictwo mierzy się ze skutkami umowy Mercosur. Od tego dnia - mimo gorących protestów i zaskarżenia umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE przez Parlament Europejski oraz desperackich apeli branżowych - Komisja Europejska przeforsowała tymczasowe obowiązywanie umowy handlowej z krajami Mercosur (Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem). Brukselska biurokracja, wykorzystując swoje wyłączne kompetencje w sferze handlu, zignorowała demokratyczny opór państw członkowskich i otworzyła bramy dla potężnego uderzenia w unijny rynek żywności. I już zaczęły się kłopoty. Bo są już zagrożenia z żywnością zza oceanu, a podlaskie towary są blokowane. A podlascy rolnicy ostrzegali. Tyle, że minister rolnictwa Stefan Krajewski, lokalny baron PSL wiedział swoje i nie spieszył się ze złożeniem skargi do europejskich trybunałów.
Największy cios spadł na podstawę polskiego mleczarstwa czyli rolników i mleczarnie z województwa podlaskie. Bruksela mamiła producentów mleka wizją łatwiejszego dostępu do ogromnego rynku Ameryki Południowej, ale rzeczywistość okazała się brutalna. Zamiast szeroko otwartych drzwi, polskie mleczarnie zderzyły się z murem administracyjnym. Mimo, że od 1 maja podlaskie mleko miało mieć swobodny dostęp do rynków Ameryki Południowej okazało się, że to pobożne życzenia. A Komisja Europejska, która zapewniała o wsparciu rolników ze Starego Kontynentu, milczy i czeka.
O co chodzi? Brazylia, mimo formalnego startu porozumienia, zaczęła perfidnie opóźniać wydawanie świadectw weterynaryjnych dla polskich produktów mlecznych. To tzw. bariery pozataryfowe, które czynią eksport nieopłacalnym i skomplikowanym.
Eksport pozostaje możliwy głównie na papierze– alarmuje Agnieszka Maliszewska, prezes Polskiej Izby Mleka.
Dla Podlasia, gdzie ponad 70-80% produkcji trafia na rynki zagraniczne, ta blokada to wyrok. Jeśli nadwyżki mleka nie wyjadą z kraju, ceny skupu w regionie drastycznie spadną, co doprowadzi tysiące gospodarstw do bankructwa.
W obliczu tych problemów postawa polskiego rządu budzi najwyższy niepokój. Minister rolnictwa Stefan Krajewski dopiero w ostatnich dniach kwietnia w imieniu Polski złożył skargę do TSUE na umowę z Mercosurem. Dlaczego tak późno? Parlament Europejski złożył taką skargę już w styczniu, a większość Rady UE (w tym Polska) sprzeciwiała się umowie już 9 stycznia.
Zamiast zdecydowanych działań prewencyjnych, resort rolnictwa „analizował informacje” o całkowitym zniesieniu ceł na wołowinę premium, które zostało ukryte w tekście umowy i wyciągnięte na światło dzienne przez europosłów - głównie tych z Konfederacji. Minister Krajewski dopiero teraz wnioskuje o wstrzymanie stosowania umowy, gdy ta już dewastuje rynek. To spóźniona reakcja, która może nie zatrzymać unijnej machiny, dającej Komisji Europejskiej wolną rękę w niszczeniu rodzimej produkcji.
Niechlubnym przykładem niszczenia lokalnych producentów jeszcze przed wejściem w życie Mercosur jest rynek cukru. Ten segment rynku w 2026 roku przechodzi prawdziwe przesilenie. Ceny spadły o ponad 25% rok do roku, a unijni giganci, jak Südzucker, liczą straty w setkach milionów euro. Wszystko przez tzw. „lukę brazylijską”. Firmy wykorzystywały procedurę uszlachetniania czynnego (IPR), by bezcłowo zalewać Europę tanim cukrem trzcinowym, który rzekomo miał być reeksportowany, a w rzeczywistości wypierał rodzimą produkcję.
Szacuje się, że tą drogą do UE trafiło 700 tys. ton surowca – to dwukrotnie więcej niż limity z Mercosuru. Dla polskiego rolnika oznacza to obniżkę stawek za buraki o 30%, co przy wysokich kosztach nawozów czyni uprawę kompletnie nieopłacalną. W podlaskim uprawa buraków cukrowych ma charakter niszowy, ale... jest świetnym przykładem jak działają mechanizmy Komisji Europejskiej oraz jak bardzo niewydolnie w tej sprawie poczyna sobie UE.
Ogromne zagrożenie płynie z importu mięsa. Umowa otwiera rynek na tysiące ton wołowiny i drobiu po preferencyjnych stawkach. Branża alarmuje: to nie jest uczciwa konkurencja. Jacek Zarzecki z Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny ostrzega przed „zawieruchą”: importerzy wstrzymują zakupy polskiego mięsa, czekając na tani towar z Ameryki.
Co gorsza, standardy produkcji w krajach Mercosur drastycznie odbiegają od unijnych. W Brazylii kontrole weterynaryjne odbywają się często „zdalnie”, co jest kpiną z bezpieczeństwa żywności. Już teraz w importowanym mięsie wykrywane są niedozwolone substancje i pozostałości pestycydów. Polska, by chronić konsumentów, musi wprowadzać własne rozporządzenia zakazujące obrotu taką żywnością, ponieważ unijny system kontroli jest dziurawy jak sito. A możliwości kontroli? Rolnicy, z którymi o tym rozmawiamy mówią, że są nieporównywalne do tego z czym oni mają do czynienia produkując żywność w Polsce.
Bruksela chwali się „klauzulą ochronną”, która rzekomo już działa od 1 maja. To jednak iluzja bezpieczeństwa. Mechanizm podniesienia ceł zostanie uruchomiony dopiero wtedy, gdy ceny w UE spadną o kolejne 5% wskutek importu. Przy obecnym, i tak już tragicznym poziomie cen, to propozycja upokarzająca dla rolników. Co więcej, monitoring importu ma odbywać się tylko co 6 miesięcy – to wystarczająco dużo czasu, by niekontrolowany napływ towaru ostatecznie dobił rynek. Dokładnie tak jak się to wydarzyło z cukrem.
Umowa z Mercosurem to klasyczny przykład handlu wymiennego: samochody i chemia z Niemiec czy Francji w zamian za zniszczenie rolnictwa we wschodniej i środkowej Europie - mówią podlascy rolnicy.
Polska w 2025 r. wyeksportowała do państw Mercosur żywność za mizerne 83,9 mln euro, sprowadzając jednocześnie towary za ponad 1,7 mld euro. Ten gigantyczny deficyt po 1 maja będzie się tylko pogłębiał. Bez natychmiastowych i radykalnych działań TSUE oraz rządu w Warszawie, rolnicza suwerenność Polski przejdzie do historii, a nasze sklepy zostaną zalane tanią, zanieczyszczoną żywnością z drugiego końca świata. Bardzo możliwe, że będziemy po nie sięgać skuszeni niższą ceną nawet nie zdając sobie sprawy z tego co właśnie robimy.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze