Polska staje się jednym z największych przegranych unijnej polityki klimatycznej, a drastyczne koszty systemu ETS zaczynają bezpośrednio dławić rozwój województwa podlaskiego. Z majowego alarmującego raportu Warsaw Enterprise Institute (WEI) pt. „W poszukiwaniu optymalnej polityki klimatycznej” wyłania się przerażający obraz. System handlu emisjami kosztuje naszą krajową gospodarkę już blisko 12,87 miliarda euro rocznie. W przeliczeniu na jednego obywatela daje to astronomiczną kwotę blisko 352 euro (około 1500 złotych) rocznego, ukrytego podatku. Najbardziej niesprawiedliwy w tym wszystkim jest fakt, że rykoszetem obrywa nasz region – oficjalnie najczystszy i najbardziej zielony obszar w kraju, który zamiast impulsu do rozwoju, otrzymuje od Brukseli ekonomiczny cios, spychający nas na margines i zamieniający Podlasie w gospodarczy skansen.
W czasie sejmikowych połajanek marszałka Łukasza Prokoryma, który straszy mieszkańców utratą środków unijnych jeżeli ich reprezentanci wyrażą opinię przeciwną obecności nielegalnych migrantów w województwie oraz tworzeniu Centrów Integracji Cudzoziemców (w ramach realizacji paktu migracyjnego) pomyślałem sobie, że żyję w regionie, który ma przechlapane. Nie dość, że granica z Białorusią odstrasza nie tylko dobrych piłkarzy ale i inwestorów to region - choć jest należy do najczystszych w Polsce - dostaje bardzo solidnie po czterech literach za brak wystarczająco wielu odnawialnych źródeł energii, z których korzysta. Na dodatek - choć należy do najbardziej zalesionych regionów tej części Europy - wprowadzono tu moratorium na wycinkę drzew co morduje ostatecznie przemysł drzewny, zakłady usług leśnych i dodatkowo paraliżuje budowę dróg (najnowszy przykład ekoterrorystów blokujących budowę ważnej drogi w powiecie hajnowskim).
Województwo podlaskie od lat promuje się jako „Zielone Płuca Polski”. To tutaj mamy najniższą emisję zanieczyszczeń, gigantyczne obszary leśne oraz unikalne parki narodowe, które skutecznie pochłaniają dwutlenek węgla produkowany przez resztę kontynentu. W normalnie funkcjonującym systemie nasz region powinien być za to nagradzany i dotowany. Tymczasem unijna machina urzędnicza traktuje wszystkich jedną miarą.
– Ta sama cena emisji CO2 oznacza zupełnie inne skutki dla Niemiec czy Francji niż dla Polski. W Europie Środkowo-Wschodniej ETS działa często bardziej jak kara gospodarcza niż impuls modernizacyjny – wskazuje Marek Lachowicz, główny autor raportu WEI.
Podlaskie firmy, choć z natury mniej emisyjne, płacą za prąd i surowce gigantyczne stawki podyktowane spekulacyjnymi cenami uprawnień do emisji. W efekcie bogate zachodnie koncerny stają się jeszcze bogatsze, a nasz region, pozbawiony kapitału na wielkie inwestycje, traci dystans.
Dla lokalnego biznesu w Białymstoku, Łomży czy Suwałkach rosnące koszty energii to bariera nie do przejścia. Podlaski przemysł – oparty w dużej mierze na przetwórstwie rolno-spożywczym, produkcji mleczarskiej, meblarskiej czy materiałów budowlanych – jest niezwykle wrażliwy na ceny prądu i ciepła. Lokalne przedsiębiorstwa nie mają żadnej alternatywy dla zakupu uprawnień, a ich ceny są niestabilne i podatne na spekulacje finansowe na giełdach. Ponieważ koszty energii drastycznie ograniczają możliwości inwestycyjne podlaskich firm, tracą one konkurencyjność. Istnieje realne ryzyko, że kapitał ucieknie poza granice Unii Europejskiej, a u nas wzrośnie bezrobocie. Zamiast nowoczesnego przemysłu, Bruksela szykuje nam turystyczną rezerwację bez perspektyw dla młodych ludzi. Dodatkowo za chwilę rolnictwo (jeden z najważniejszych czynników gospodarczych regionu) dostanie solidny cios, kiedy w życie wejdzie w pełni umowa z Mercosur, która wprowadzi tanią i szkodliwą żywność zza oceanu nie dając szans naszym produktom w Ameryce Południowej.
Prawdziwy dramat mieszkańców mniejszych podlaskich miejscowości zacznie się jednak w 2028 roku, kiedy wejdzie w życie tzw. system ETS 2. Unijny podatek uderzy wtedy bezpośrednio w transport drogowy oraz ogrzewanie budynków mieszkalnych. Z raportu WEI wynika, że ceny ogrzewania domów mogą wzrosnąć o blisko 31–41 procent, a koszty transportu i paliwa na stacjach o kolejne 25 procent.
Dla Podlasia, gdzie sieć gazowa czy ciepłownicza w mniejszych gminach praktycznie nie istnieje, a mieszkańcy wciąż w dużej mierze ogrzewają domy paliwami stałymi, będzie to katastrofa. Ludzie o niższych dochodach zostaną zmuszeni do płacenia gigantycznych rachunków za sam fakt, że chcą mieć zimą ciepło w mieszkaniu. Ze względu na wykluczenie komunikacyjne regionu i konieczność codziennych dojazdów do pracy do większych miast, droższe paliwo uderzy w domowe budżety podlaskich rodzin z podwójną siłą.
Raport WEI jasno dowodzi, że obecna polityka klimatyczna drastycznie pogłębia nierówności regionalne. O ile bogate aglomeracje poradzą sobie z transformacją, o tyle regiony takie jak Podlaskie są bezlitośnie drenowane z gotówki. Bez twardego sprzeciwu polskich władz i samorządów wobec ETS 2, nasz region zostanie trwale zmarginalizowany. Ocalenie podlaskiej gospodarki wymaga natychmiastowych zmian systemowych na szczeblu unijnym – w przeciwnym razie obudzimy się w pięknym, zielonym, ale całkowicie wyludnionym i biednym skansenie Europy.
A biorąc pod uwagę służalczość marszałka Łukasza Prokoryma, radnych Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego przypuszczam, że sami jeszcze w Sejmiku ocenzurują wszelkie głosy krytyczne w tej sprawie, a w przypływie nadgorliwości przeforsują stanowisko aby cele klimatyczne w naszym regionie zrealizować jeszcze bardziej ambitnie. Przesadzam? Niestety - nie.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze