Czy miejskie środki i publiczny sprzęt powinny być wykorzystywane do wspierania partyjnych spędów polityków Koalicji Obywatelskiej? To pytanie zadaje sobie wielu mieszkańców Białegostoku, obserwując działania władz miasta. Na jaw wyszły właśnie oficjalne szczegóły dotyczące zaangażowania stolicy Podlasia w coroczną imprezę związaną ze środowiskiem politycznym PO – Campus Polska Przyszłości 2026. Dociekliwość radnego Prawa i Sprawiedliwości Pawła Myszkowskiego zmusiła magistrat do odsłonięcia kart i ujawnienia, ile z kieszeni podatnika uszczknięto na ten cel.
Gdy na oficjalnych materiałach promocyjnych partyjnego wydarzenia Koalicji Obywatelskiej pojawiło się logo Białegostoku w sekcji partnerów, reakcja prawicowej części rady miasta mogła być tylko jedna. Paweł Myszkowski, przewodniczący Komisji Samorządności i Bezpieczeństwa z klubu PiS, skierował do prezydenta Tadeusza Truskolaskiego twarde, konkretne zapytanie. Radny postawił sprawę jasno, domagając się precyzyjnych wyjaśnień na temat tego, czym w rzeczywistości jest to partnerstwo i jakie zobowiązania nakłada na nasze miasto.
W swojej interpelacji Myszkowski drążył temat niezwykle skrupulatnie, pytając bez ogródek o stronę finansową, organizacyjną oraz osobową całego przedsięwzięcia. Radny dociekał, czy z miejskiego budżetu, podległych spółek lub jednostek organizacyjnych przekazano jakiekolwiek pieniądze na promocję i obsługę tej imprezy. Pytania dotyczyły również tego, czy organizatorzy otrzymali wsparcie sprzętowe, logistyczne bądź osobowe oraz czy w ramach swoich codziennych obowiązków służbowych w imprezie wzięli udział urzędnicy. Radny PiS zapytał wprost o to, czy prezydent i urzędnicy korzystali z służbowych aut, delegacji, diet czy darmowych noclegów opłaconych przez podatników oraz jaki sprzęt należący do białostoczan – od aparatów i nagłośnienia aż po telefony – pojechał na polityczny event. Pytano także o konkretne umowy i kryteria przyznawania patronatów imprezom o jednoznacznym profilu politycznym, rzucając wyzwanie magistratowi: czy ugrupowania spoza układu rządzącego mogłyby liczyć na identyczne przywileje i wsparcie finansowe?
Odpowiedź, która nadeszła z Urzędu Miejskiego, pokazuje dość osobliwą logikę władz miasta. Wynika z niej, że już w połowie czerwca do magistratu wpłynęła oferta od Fundacji Campus Polska, a prezydent decyzją własną postanowił kupić pakiet świadczeń promocyjnych za kwotę 6 tysięcy złotych brutto. Jak tłumaczono w oficjalnym pismie, głównym powodem wydania publicznych pieniędzy miała być rzekoma szansa na zaprezentowanie walorów Białegostoku wśród tysiąca młodych uczestników, zachęcenie ich do studiowania czy pracy w naszym mieście oraz przeciwdziałanie niekorzystnym trendom demograficznym.
Jednak sam pakiet promocyjny za 6 tysięcy złotych to nie wszystko. Za opłatą poszły konkretne zasoby miejskie. Do obsługi dedykowanego stoiska promocyjnego podczas tzw. Samorządowej Gry Terenowej oraz Dnia Samorządowego wysłano delegację, w skład której wszedł sam Prezydent Miasta Białegostoku oraz trzech pracowników Urzędu Miejskiego. Żeby przetransportować leżaki, promocyjny namiot, roll-upy oraz specjalną ramkę do zdjęć, z miejskiego garażu zadysponowano aż dwa samochody służbowe. Koszt wyjazdu oraz udziału reprezentacji miejskiej wyceniono na dodatkowe 4709,11 zł. Łącznie zatem z budżetu miasta wyparowało ponad 10 tysięcy złotych na wydarzenie kojarzone bezsprzecznie z jedną opcją polityczną.
W odpowiedzi urzędnicy usilnie starają się przekonać, że całe przedsięwzięcie mieściło się w ramach realizowania zadań własnych gminy z zakresu promocji. Zauważono też z powagą, że z miejskich telefonów komórkowych w sposób wykraczający poza standardy nie korzystano. Pozostaje jednak gorzki niesmak i pytanie, które wyziera z interpelacji radnego Myszkowskiego: czy w Białymstoku publiczne środki i zasoby sprzętowe służą wszystkim mieszkańcom równo, czy też stają się wygodnym zapleczem dla promowania imprez wpisujących się w polityczny kalendarz rządzącej większości? Radni Prawa i Sprawiedliwości zapowiadają, że nadal będą skrupulatnie patrzeć władzom miasta na ręce i rozliczać każdą złotówkę wydawaną pod pretekstem promocyjnych haseł.
Krzysztof Pietrzykowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze