Mieszkańcy Podlasia przychodzą na jawne obradowanie, by przyjrzeć się pracy lokalnych samorządowców, a na progu wita ich szczelny kordon ochroniarzy i zamknięte drzwi. Taki scenariusz rozegrał się w Białymstoku podczas burzliwych sesji Sejmiku Województwa Podlaskiego, gdy ważyły się losy stanowiska radnych wobec kontrowersyjnego paktu migracyjnego. Majowe i czerwcowe posiedzenia regionalnego parlamentu z 2026 roku zapisały się w pamięci obywateli nie tylko ze względu na wyjątkowo gorącą debatę polityczną, ale przede wszystkim z powodu bezprecedensowych środków ostrożności i chaosu organizacyjnego. Sprawa budzi ogromne emocje, ponieważ dotyka podstawowych praw obywatelskich oraz dysponowania publicznymi pieniędzmi. Zdecydowaną interwencję w tej kwestii podjął radny wojewódzki Rafał Supiński, przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości, który postanowił rozliczyć władze województwa z podejmowanych decyzji i żąda twardych faktów od marszałka Łukasza Prokoryma.
Podczas obrad z 26 maja oraz 25 czerwca 2026 roku temat paktu migracyjnego przyciągnął do budynku Urzędu Marszałkowskiego licznych mieszkańców regionalnej wspólnoty. Zamiast otwartości i otwartego dialogu spotkali się oni jednak z niespotykanymi wcześniej obostrzeniami. Sytuacja przy wejściu wzbudziła głębokie oburzenie, gdyż wielu obywateli chcących śledzić jawne obradowanie po prostu nie wpuszczono na salę. Wokół budynku pojawiły się nadzwyczajne siły, dodatkowe firmy ochroniarskie, a sam przebieg kontroli przypominał wydarzenia pod podwyższonym rygorem bezpieczeństwa. Odpowiedzią na te niepokojące sygnały stała się dociekliwa interpelacja radnego Rafała Supińskiego, który postanowił prześwietlić kulisy całej operacji. W swoim wystąpieniu samorządowiec domaga się precyzyjnych informacji dotyczących tego, ile dokładnie kosztowało zabezpieczenie obu majowych i czerwcowych sesji, oczekując przedstawienia kompletnej dokumentacji księgowej, faktur, rachunków oraz zawartych umów osobno dla każdego z tych wydarzeń.
Kluczowe pytanie dotyczy zasadności wydatków oraz tego, czy na te posiedzenia wynajęto dodatkową firmę ochroniarską ponad standardową obsadę Urzędu Marszałkowskiego. Jeśli do tego doszło, samorządowiec domaga się ujawnienia nazwy podmiotu, liczby zaangażowanych pracowników, czasu ich pracy oraz ostatecznego rachunku wysłanego do urzędu. Mieszkańcy województwa mają pełne prawo wiedzieć, ilu ochroniarzy czuwało nad bezpieczeństwem podczas każdej z sesji, ilu stanowiło stałą kadrę urzędu, a ilu ściągnięto wyłącznie ze względu na atmosferę wokół spraw migracyjnych. Zastanawiający pozostaje również bilans wszelkich pobocznych wydatków, w tym nadgodzin wypłaconych pracownikom urzędu, kosztów technicznych barier, kontroli dostępu czy ewentualnych instalacji tymczasowych.
Waga sprawy wykracza jednak daleko poza same finanse, uderzając bezpośrednio w ideę samorządności i transparentności władzy publicznej. Mieszkańcy zadają pytania o to, kto personalnie podjął decyzję o tak drastycznym zwiększeniu rygorów bezpieczeństwa i wskazanie konkretnego imienia, nazwiska oraz stanowiska osoby odpowiedzialnej, wraz z podaniem formalnej podstawy prawnej. Rafał Supiński docieka, czy przed planowanymi sesjami sporządzono w ogóle profesjonalną analizę ryzyka, ocenę potencjalnych zagrożeń lub oficjalny plan zabezpieczenia, który racjonalnie uzasadniałby wprowadzenie tak surowych środków, a także kto taki dokument przygotował i zatwierdził. Ważnym wątkiem pozostaje kwestia współpracy ze służbami mundurowymi – w tym to, czy Urząd Marszałkowski formalnie wnioskował do Policji lub Straży Miejskiej o wsparcie, kiedy podjęto takie kroki i w jakim zakresie.
Najwięcej kontrowersji budzi jednak przebieg wydarzeń przy samym wejściu do sali obrad. Radny wprost pyta o personalne polecenia dotyczące ograniczenia lub całkowitego wstrzymania wpuszczania obywateli w dniu 26 maja. Opinia publiczna musi dowiedzieć się, czy kluczowe decyzje podejmował osobiście Marszałek Województwa, Przewodniczący Sejmiku, Sekretarz Województwa, dyrektor właściwego departamentu, czy może kierownik zatrudnionej ochrony. Co więcej, niezwykle istotne pozostaje ustalenie, w jaki sposób wyliczono maksymalny limit osób mogących przebywać na sali i jak podzielono dostępne miejsca po uwzględnieniu radnych, zarządu, urzędników, zaproszonych gości oraz dziennikarzy. Pojawiły się bowiem uzasadnione podejrzeń, że krzesła przeznaczone dla publiczności mogły być zajmowane przez pracowników urzędu lub dyrektorów departamentów, co skutecznie uniemożliwiło wejście zwykłym mieszkańcom.
Cisza ze strony władz województwa w tej sprawie staje się coraz bardziej wymowna i niepokojąca. Radny Rafał Supiński w swojej interpelacji jednoznacznie wypomina marszałkowi Łukaszowi Prokorymowi, że zapytania o koszty zabezpieczenia sesji trafiały do niego już wcześniej podczas oficjalnych obrad, co znajduje jednoznaczne potwierdzenie w protokołach z posiedzeń, a mimo to do tej pory nie doczekały się żadnej konkretnej odpowiedzi. Dlaczego podczas majowych obrad zasady dostępu różniły się od tych obowiązujących na co dzień? Czy po wybuchu zamieszania przeprowadzono chociaż wewnętrzną kontrolę sprawdzającą prawidłowość działań ochrony i wyciągnięto jakiekolwiek konsekwencje służbowe wobec osób odpowiedzialnych za ten organizacyjny paraliż?
Skala problemu okazuje się zresztą znacznie szersza. Samorządowiec PiS domaga się podsumowania ostatnich lat i ujawnienia, ile razy w latach 2023–2026 zamawiano dodatkową ochronę podczas obrad sejmiku lub innych imprez organizowanych przez urząd i jaki był łączny koszt tych operacji. Ktoś musi wreszcie wziąć pełną odpowiedzialność organizacyjną i personalną za sytuację, w której obywatele chcący przyglądać się otwartym i jawnym obradom regionalnego parlamentu zostali potraktowani jak potencjalne zagrożenie. Zapewnienie bezpieczeństwa w instytucjach publicznych jest kwestią bezdyskusyjną, jednak nigdy nie może służyć jako wygodna wymówka do odcinania obywateli od wiedzy o decyzjach zapadających na najwyższych szczeblach wojewódzkiej władzy. Mieszkańcy Podlasia czekają teraz na pilne, wyczerpujące i poparte dokumentami wyjaśnienia ze strony marszałka.
Krzysztof Pietrzykowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze