Reklama

Trzy kwarty to za mało: Żubry znowu poległy. Jest coraz gorzej

Żubry Białystok popadają w coraz większe tarapaty: rozpoczęli rundę rewanżową od porażki przegrywając u siebie mecz z Sokołem Solvera Łańcut. Białostoczanie wypuścili z rąk zwycięstwo kompletnie zawodząc w ostatniej kwarcie. Na konferencji Kamil Piechucki, trener Żubrów nie potrafił precyzyjnie odpowiedzieć dlaczego jego zespół tak fatalnie zagrał w ostatnich dziesięciu minutach. Dość powiedzieć, że białostoczanie pozwolili rywalom w tych kluczowym momencie 16 punktów nie potrafiąc trafić ani razu! Przy tak słabej koncentracji w końcówce Żubry zawsze będą pozostawiały dobre wrażenie, ale punkty powędrują do rywali.

Początek jak z nut

Początek meczu nie zapowiadał, że białostoczanie będą mieli w tym meczu takie kłopoty jakie widzowie oglądali w końcówce spotkania. Zaczęła się od trafienia alley-oop Krystiana Tyszki. Goście odpowiedzieli dość szybko i po trafieniu Oskara Hlebowieckiego za 3 wyszli na prowadzenie 5:2. Kibicom przypomniały się natychmiast nieudane początku białostoczan, ale okazało się, że powrotu do historii nie będzie. Białostoczanie poprawili grę na tablicach i zaczęli trafiać jak na zawołanie: trójka Witalija Kowalenki, trafienia Tyszki i Samajae Haynes-Jonesa ponownie wyprowadziły miejscowych na prowadzenie. Sokół nie składał broni i po 6 minutach gry na tablicy był remis 11:11. Potem jednak koncert rzutów zaczął Myles Douglas wsparty przez Romana Janika i Karola Kuttę. "Mali" - jak ich określił po meczu trener Piechucki - byli na tyle skuteczni, że pierwsze dziesięć minut skończyło się 27:17 po trójce Kutty. 

W II kwarcie zaskoczeni próbowali odpowiadać, ale białostoczanie nie pozwalali im na odrobienie straty. Sokół w I połowie zmniejszał straty do 4-6 punktów, ale białostoczanie byli czuni i odpowiadali trójkami. W ogóle w tym meczu liczba celnych trafień zza linii 6,75 metra była rekordowa - aż 23 (10 gospodarze, 13 goście), a prób było aż 56! Świetnie w tej części gry grał właśnie Kutta oraz Kowalenko, a na parkiecie rządził i dzielił Haynes-Jones. Dodatkowo białostoczanie grali wyjątkowo dokładnie: nie zdarzały się im głupie straty (częste w poprzednich meczach). W efekcie Żubry zakończyły pierwszą połowę siedmiopunktowym prowadzeniem 54:47. Nic dziwnego, że na trybunach wypełnionych do ostatniego miejsca (organizatorzy dostawili dodatkową trybunę w związku z ogromnym zainteresowaniem) powiało optymizmem. W tym sezonie białostoczanie jeszcze w pierwszej połowie nie schodzili z taką przewagą. 

Reklama

Zagubieni po przerwie

Z szatni Żubry wyszły lekko zagubione, a Sokół wręcz przeciwnie. Goście zaczęli grać bardziej agresywnie, a Żubrom zepsuły się celowniki. Przestali trafiać z dystansu, a przyjezdni powoli ciułali punkty doprowadzając zaledwie po dwóch minutach gry do stanu 52:54. Na szczęście gospodarzy znowu za 3 zaczął trafiał Kutta, a z półdystansu trafiał Haynes-Jones. To dzięki temu białostoczanie ponownie odskoczyli na 10 oczek (65:55). Wydawało się, że kryzys został opanowany: Żubry grały bardzo konsekwentnie i wydawało się, że drzemka z początku pierwszej połowy to tylko wypadek przy pracy. Niestety wtedy zaczął się popis gry Milana Milanovića: trafiał za 3, z półdystansu i z osobistych. Kiedy Chorwat zszedł z boiska zaczął trafiać Mateusz Kaszowski i Filip Struski. I znowu przewaga białostoczan zaczęła topnieć jak śnieg w słońcu. Minutę przed końcem kwarty Żubry prowadziły zaledwie 70:68. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy: najpierw niemal zza kosza trafił Samajae, a potem - niemal równo z syreną - Janik i było 74:68. 

Koszmar w czwartej kwarcie

Początek ostatniej kwarty nie zapowiadał katastrofy: 7 i pół minuty przed końcem meczu Haynes-Jones popisał się lay-upem i było 78:70. Potem białostoczanie stanęli: przestali trafiać, niecelnie podawali, popełniali proste błędy. Skoncentrowani goście zwietrzyli szansę i zaliczyli serię: 16 punktów z rzędu zmieniło kompletnie obraz gry: z 78:70 dla Żubrów rezultat zmienił się na 78:86. Trójki Piotra Wielocha, Milanovicia i Struskiego wprowadzały coraz większą nerwowość. W końcu impas przełamał Douglas, który trafił za 3 (81:86) i obie ekipy zaczęły pudłować. Kiedy minutę przed końcem Douglas wypadł z piłką poza boisko trener Piechucki wziął czas. Nie pomogło: akcję Sokoła zakończył trójką Hlebowicki i 40 sekund przed końcową syreną było 81:88. Białostoczanie mieli jeszcze szansę na akcję i rozpaczliwe rzuty, ale Kutta podał prosto w ręce rywala i akcję zakończył osobistym Kaszowski. I tak niemal pewnie wygrane spotkanie zakończyło się klęską. 

Reklama

Żubry za tydzień czeka ciężkie zadanie: jadą do Leszna i muszę bezwzględnie wygrać z będącą na fali Polonią, która jednak w miniony weekend po zaciętej walce uległa Noteci Inowrocław 101:107. 

Żubry Abakus Okna Białystok - Sokół Solvera Łańcut 81:89 (27:17, 27:30, 20:21, 7:21)
Sędziowali:
Jakub Adameczek, Damian Wiaderny, Patryk Goławski. 
Żubry: Samajae Haynes-Jones 15, Cezary Karpik 1, Myles Douglas 14, Krystian Tyszka 6, Witalij Kowalenko 8, Karol Kutta 22, Roman Janik 11, Łukasz Klawa 0, Mateusz Itrich 2, Bartosz Proczek 2. 
Sokół: Filip Struski 26, Piotr Wieloch 14, Filip Zezguła 2, Milan Milovanović 21, Oskar Hlebowicki 9, Mateusz Kaszowski 6, Mateusz Czempiel 3, Maciej Kucharek 8. 

Reklama

Pozostałe wyniki 18. kolejki: OPTeam Energa Polska Resovia - SKS Fulimpex Starogard Gdański 89:75, Kotwica Port Morski Kołobrzeg - WKK Active Hotel Wrocław 76:82, ŁKS Coolpack Łódź - KSK Qemetica Noteć Inowrocław 82:84, Enea Basket Poznań - GKS Tychy 82:71, Weegree AZS Politechnika Opolska - KKS Polonia Warszawa 78:84, Decka Pelplin - Miners Katowice 80:73, Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz - Novimex Polonia 1912 Leszno 107:101. 

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/01/2026 23:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama