Wielu mieszkańców regionu wykorzystywało weekend na przygotowanai do majówki. Niedziela handlowa dodatkowo motywowała do przygotowań. Niestety szansy na spacer czy większe zakupy mocno krzyżował wiatr. Ostatni weekend kwietnia w województwie podlaskim przypominał raczej czas późnej jesieni połączony z nagłym atakiem zimy. Silny wiatr, burze, grad i sypiący gęsto śnieg – natura w niedzielę, 26 kwietnia, pokazała nam swoje najbardziej nieobliczalne oblicze, wystawiając na ciężką próbę zarówno mieszkańców, jak i służby ratunkowe.
Dla podlaskich strażaków była to niedziela, o której szybko nie zapomną. W niedzielę o godziny 18.30 dyżurni odnotowali ponad 360 interwencji związanych z dynamiczną sytuacją pogodową. Krajobraz po wichurze to przede wszystkim setki powalonych drzew i połamanych konarów blokujących drogi niemal w każdym powiecie.
Siła wiatru była na tyle duża, że nie skończyło się tylko na połamanych gałęziach. Strażacy interweniowali 25 razy przy uszkodzonych dachach. W miejscowości Klejwy (powiat sejneński) potężne drzewo zwaliło się bezpośrednio na dom jednorodzinny, niszcząc poszycie dachowe. Podobny dramat przeżyli właściciele domku letniskowego w Wólce Nadbużnej (powiat siemiatycki). Choć straty materialne są duże, najważniejszą informacją pozostaje fakt, że w naszym regionie nikt nie odniósł obrażeń – w przeciwieństwie do sąsiedniej Lubelszczyzny, gdzie spadający konar ranił kierowcę.
Wichura, której porywy osiągały w regionie nawet 85 km/h, dokonała spustoszenia w infrastrukturze energetycznej. W krytycznym momencie bez prądu pozostało około 40 tysięcy odbiorców. Najtrudniejsza sytuacja wystąpiła w powiecie białostockim, gdzie przerwy w dostawie energii dotknęły aż 29 tysięcy domostw. Ciemności zapanowały również w wielu miejscowościach powiatów monieckiego i sokólskiego.
Pozrywane linie energetyczne i połamane słupy to główne przyczyny awarii. Ekipy energetyków od rana dwoją się i troją, by przywrócić zasilanie, jednak skala zniszczeń w wielu miejscach wymusza czasochłonne naprawy. Praca jest utrudniona, bo wiatr wciąż potrafi mocno szarpnąć, a towarzyszące mu opady krupy śnieżnej nie ułatwiają zadania.
Według synoptyków, do końca niedzieli musimy spodziewać się przelotnych opadów deszczu ze śniegiem, krupy śnieżnej oraz lokalnych burz. Silne podmuchy wiatru będą potęgować odczucie zimna, sprawiając, że rzeczywista temperatura wyda się znacznie niższa niż ta na termometrach.
Niestety, wieczorne osłabnięcie wiatru nie oznacza końca kłopotów. IMGW wydał właśnie alerty przed przymrozkami, które obejmują całą Polskę. W nocy z niedzieli na poniedziałek temperatura przy gruncie może spaść nawet do -6°C.
Zapamiętajcie:
Zabezpieczcie rośliny na balkonach i w ogrodach.
Pamiętajcie o przeparkowaniu aut spod drzew (wiatr wciąż może łamać osłabione konary).
Uważajcie na drogach – po opadach śniegu i deszczu, przy spadku temperatury poniżej zera, jezdnie staną się ekstremalnie śliskie.
Choć synoptycy zapowiadają stabilizację pogody na początku nadchodzącego tygodnia, tegoroczny koniec kwietnia na długo pozostanie w naszej pamięci jako „chwilowy powrót zimy”. Miejmy nadzieję, że majówka okaże się bardziej łaskawa dla naszych planów.
Czy Waszym zdaniu - po gwałtownym ataku zimy - obiecane 30 stopni w majówkę to będzie w sumie 10+10+10 każdego dnia czy też są szanse na słoneczne majowe świętowanie?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze