Mieszkańcy Białegostoku i całego regionu z niepokojem spoglądają na paski informacyjne w telewizji oraz pylonach stacji paliw. Choć do świąt zostało niewiele czasu, nad wielkanocnym koszyczkiem zawisły ciemne chmury geopolityki. Najnowsze badania UCE RESEARCH i Shopfully Poland potwierdzają to, o czym szepcze się w kolejkach na bazarze przy Kawaleryjskiej: aż 73 proc. Polaków obawia się, że konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie uderzy ich po portfelach właśnie teraz, gdy wydatki rosną najbardziej.
Dlaczego konflikt oddalony o tysiące kilometrów spędza sen z powiek mieszkańcom Podlasia? Odpowiedź jest prosta: energia i transport. Eskalacja napięć między Izraelem, Iranem a USA błyskawicznie przekłada się na ceny ropy naftowej. Dla regionu takiego jak nasz, gdzie logistyka opiera się na transporcie kołowym, każda podwyżka na stacjach to wyższe koszty dostaw nabiału z Grajewa, mięsa z okolic Wysokiego Mazowieckiego czy warzyw z lokalnych szklarni.
– Przewaga opinii wskazujących na możliwy wzrost cen to efekt bolesnych doświadczeń z ostatnich lat. Polacy stali się ekspertami od łączenia kropek między wydarzeniami ze świata a ceną masła w osiedlowym sklepie – komentują autorzy badań.
Choć standardowy, sezonowy wzrost cen przed świętami wynosi zazwyczaj od 2 do 5 proc., w tym roku presja kosztowa może wywindować podwyżki do poziomu 10 proc., szczególnie w kategoriach wymagających chłodzenia i długiego transportu.
Jak wynika z raportu „Plany zakupowe Polaków na Wielkanoc 2026”, w tym roku nie ma miejsca na sentymenty. Aż 81,2 proc. konsumentów deklaruje, że to właśnie cena będzie głównym czynnikiem decydującym o tym, co trafi do koszyka. To wzrost w porównaniu do ubiegłego roku, co pokazuje, że nasze budżety domowe są napięte do granic możliwości.
Jednak podlaski klient jest wymagający – obok niskiej ceny równie ważna jest jakość (69,6 proc. wskazań). Szukamy produktów swojskich, sprawdzonych, ale w cenach, które nie zrujnują domowych finansów. W gazetkach promocyjnych, które masowo przeglądamy w aplikacjach, szukamy przede wszystkim:
Mięsa i wędlin (65,8%) – biała kiełbasa i szynka to fundament.
Świeżych owoców i warzyw (61,2%).
Nabiału i serów (58,6%) – bez których nie ma mowy o serniku czy wielkanocnej babie.
Doświadczenia z przeszłości, gdy z półek znikał cukier czy olej, nauczyły nas reagować emocjonalnie. Autorzy raportu ostrzegają jednak przed robieniem nadmiernych zapasów „na czarną godzinę”. To właśnie masowe, paniczne wykupywanie towarów jest sygnałem dla nieuczciwych handlowców, by sztucznie windować marże.
Rynek detaliczny w Białymstoku jest dziś znacznie bardziej odporny na wstrząsy niż jeszcze kilka lat temu. Sieci handlowe korzystają z długoterminowych kontraktów, a lokalni dostawcy z Podlasia zapewniają stabilność łańcucha dostaw. Zachowanie spokoju i rozsądne planowanie zakupów jest korzystne dla nas wszystkich. Konsumenci sami mogą nakręcać spiralę podwyżek, ulegając emocjom.
Mimo fatalnych nastrojów, eksperci przewidują, że handlujący będą starać się ponieść część kosztów, aby nie odstraszyć kupujących przed samą Wielkanocą. Walka o klienta w Białymstoku i w całym województwie jest naprawdę gorąca, a sieci handlowe wiedzą, że lojalność buduje się właśnie w trudnych momentach. Prawdziwe uderzenie drożyzny może nastąpić dopiero po świętach, gdy opadnie kurz związany z sezonowym popytem.
Na razie warto postawić na pragmatyzm. Własne doświadczenia z poprzednich lat (ważne dla 31 proc. badanych) oraz szukanie realnych rabatów to najlepsza strategia. W regionie, gdzie tradycja świętowania jest wyjątkowo silna, stoły na pewno nie będą puste, ale ich zastawienie będzie wymagało w tym roku od nas wyjątkowej gimnastyki finansowej.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze