Gdy niedawno na łamach naszego portalu ddb24.pl publikowaliśmy szczegóły interpelacji szefa klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości Henryka Dębowskiego, od razu wiedzieliśmy, że kwestia kolei aglomeracyjnej to uderzenie w czuły punkt białostockiego magistratu. Radny PiS przypomniał wówczas o zapomnianej analizie z 2007 roku i zapytał o powody wieloletnich zaniechań w uruchomieniu szybkiego połączenia szynowego dla mieszkańców miasta i ościennych gmin. Zaraz po publikacji tekstu nasza redakcja podjęła oficjalną interwencję, kierując pytania do Urzędu Miejskiego i żądając odniesienia się do zarzutów o chowanie do szuflady gotowych rozwiązań. Dokument, który właśnie do nas trafił, podważając sens budowy kolei miejskiej, obnaża jednak coś zupełnie innego: całkowity brak woli politycznej oraz bezczelne unikanie prawdy przez ekipy rządzącą Białymstokiem.
Odpowiedź podpisana przez Sekretarza Miasta Krzysztofa Marka Karpieszuka, sporządzona z upoważnienia Prezydenta Miasta Białegostoku, to podręcznikowy przykład urzędniczego uniku. Magistrat wprost stwierdza, że nie widzi uzasadnienia dla tworzenia połączeń kolejowych wewnątrz miasta oraz w komunikacji z aglomeracją. Aby usprawiedliwić własną bierną postawę, urzędnicy sięgają po zadziwiającą argumentację: twierdzą, że przebieg linii kolejowych w Białymstoku od zawsze miał charakter wyłącznie tranzytowy i nigdy nie przewidywał przemieszczania się mieszkańców.
Co więcej, władze miasta usiłują przekonać nas, że w Białymstoku nie występują potoki pasażerskie na poziomie uzasadniającym uruchomienie kolei. Jako rzekomo obiektywną miarę braków popytu magistrat przedstawia... znikomą dobową liczbę odjazdów pociągów z lokalnych stacji, takich jak Białystok Fabryczny, Starosielce czy Bacieczki. To przejaw wyjątkowej hipokryzji i odwracania pojęć: urzędnicy wskazują na pustki na peronach przy obecnym, znikomym rozkładzie jazdy regionalnych przewoźników, ignorując fakt, że mieszkańcy nie korzystają z pociągów właśnie dlatego, że nikt nie stworzył dla nich spójnej oferty, sensownej częstotliwości kursów ani wspólnego biletu z BKM!
Próbując udowodnić rację prezydenta, odpowiedź z Urzędu Miejskiego powołuje się na najnowszy raport Centrum Unijnych Projektów Transportowych z września 2026 roku. Magistrat skwapliwie cytuje z niego te zdania, które pasują do z góry przyjętej tezy, opowiadając o szerokich arteriach drogowych Białegostoku i rzekomej wyższości Szybkiego Transportu Autobusowego BRT jako tańszego i bardziej elastycznego rozwiązana.
To jednak tylko połowa prawdy, a raczej jej celowe zniekształcenie. Urzędnicy zapominają dodać, że dokładnie w tym samym raporcie CUPT czarno na białym znalazło się zalecenie pełnego wykorzystania zmodernizowanych linii kolejowych zbiegających się w białostockim węźle. Eksperci unijni wyraźnie wskazują, że uruchomienie częstych połączeń aglomeracyjnych pozwoliłoby przejąć ruch pasażerski z gmin ościennych i skutecznie ograniczyć liczbę samochodów wjeżdżających każdego dnia do miasta. Magistrat wybiera z dokumentów tylko to, co wygodne, ignorując merytoryczne wnioski, które wymagają od władz wykonania realnej pracy na rzecz mieszkańców.
Równie bałamutny sposób magistrat traktuje kwestię przeszłości. Przypomnijmy, że radny Henryk Dębowski zapytał o losy opracowania pod nazwą Szybka kolej w przewozach pasażerskich w Białymstoku i aglomeracji, które zamówiono jeszcze w 2007 roku za czasów pierwszej kadencji prezydenta Truskolaskiego. W odpowiedzi czytamy z rozbrajającą szczerością, że dokument ma dziś walor wyłącznie archiwalny i rzekomo od początku nie wskazywał na potrzebę tworzenia nowych linii.
Powstaje więc pytanie: po co wydawano publiczne pieniądze na analizy, których rekomendacje natychmiast wyrzucono do kosza? Dlaczego przez blisko dwadzieścia lat, mimo olbrzymiej modernizacji torowisk, budowy przystanku Białystok Zielone Wzgórza oraz powstania węzła przesiadkowego, nie podjęto ani jednej próby zorganizowania chociażby pilotażowego połączenia? Przypomnijmy, że w tym czasie okoliczne gminy zaludniły się tysiącami nowych mieszkańców, którzy codziennie utykają w ogromnych korkach na trasach wjazdowych do Białegostoku.
Kluczowa treść odpowiedzi z Urzędu Miejskiego obnaża całkowitą rezygnację ze starań o zintegrowany transport regionalny. Zamiast podjąć dialog z Marszałkiem Województwa Podlaskiego, władzami okolicznych gmin, PKP PLK czy POLREGIO i stworzyć wspólny zespół roboczy, jak proponował radny PiS, magistrat zasłania się zapisami Planu Zrównoważonej Mobilności Miejskiej z 2023 roku, który po prostu kolej skreślił.
Odpowiedź z Urzędu Miejskiego nie pozostawia złudzeń. Władze Białegostoku wolą udawać, że potencjał szynowy w mieście nie istnieje, a potrzeby komunikacyjne aglomeracji da się rozwiązać wyłącznie za pomocą kolejnych autobusów stojących w tych samych korkach. Interwencja naszego portalu oraz stanowcze pytania radnego Henryka Dębowskiego pokazują jasno: Białystok traci historyczną szansę na nowoczesny transport aglomeracyjny ze wspólnym biletem tylko dlatego, że rządzącym brakuje wizji i chęci do działania.
Krzysztof Pietrzykowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze