Reklama

Żubry pod ścianą. Trener Piechucki widzi potencjał: Trzeba trafiać do kosza

To miał być przełomowy wieczór w hali przy ul. Świerkowej, jednak rzeczywistość okazała się bolesna. Koszykarze Żubrów Abakus Okna Białystok, mimo obiecującej gry przez większość spotkania, musieli uznać wyższość Sokoła Solvera Łańcut w pierwszym meczu rundy rewanżowej. Porażka ta stawia białostoczan w niezwykle trudnym położeniu – zespół z jedną wygraną na koncie zamyka tabelę I ligi, a margines błędu właśnie przestał istnieć.

38 minut nadziei i czwarta kwarta niemocy

Niedzielne spotkanie było soczewką, w której skupiły się wszystkie problemy podlaskiego beniaminka. Przez ponad trzy kwarty Żubry grały „fajny basket”, kontrolując wydarzenia na parkiecie i prowadząc m.in. 54:47. Niestety, ostatnia odsłona meczu okazała się katastrofą. Zaledwie 7 zdobytych punktów w czwartej kwarcie to wynik, który na poziomie I ligi nie pozwala marzyć o zwycięstwie.

U nas zabrakło koncentracji, bo mecz trwa cztery kwarty. Możemy grać fajną koszykówkę przez 38 minut i w końcówce mecz położyć – przyznał z goryczą Karol Kutta.

Reklama

Rozgrywający Żubrów, który w tym meczu otrzymał od trenera znacznie więcej minut i większą odpowiedzialność, podkreślał, że sama „ładna gra” to za mało.

Przed nami 15 kolejek i musimy pokazać, że jakość, którą mamy w rosterze, potrafimy przekuć na wynik końcowy.

Analiza trenera: Problem mentalny czy brak powtórzeń?

Trener Kamil Piechucki, który przejął stery w zespole w trudnym momencie, po meczu nie gryzł się w język, choć starał się zachować spokój. Statystyki czwartej kwarty są bezlitosne: 5 strat w zaledwie 10 minut, czyli tyle samo, ile zespół uzbierał przez wcześniejsze pół godziny gry.

Reklama

Mieliśmy realne, otwarte rzuty spod kosza i za trzy. Zawodnicy, którzy potrafią to robić, tym razem nie skończyli akcji. Łatwo byłoby zrzucić winę na jednego gracza, ale to tak nie wygląda – diagnozował szkoleniowiec.

Piechucki głośno zastanawiał się nad przyczynami tej niemocy: czy to kwestia przygotowania fizycznego przed jego przyjściem, braku ogrania w końcówkach, czy może bariera mentalna?

Być może więcej powtórzeń na treningu rzutów pod presją da nam wygraną. To brzmi prosto, ale trzeba po prostu trafić piłkę do kosza – dodał bez ogródek.

Reklama

Kontrowersje wzbudziły też decyzje kadrowe. Trener wyjaśnił, że brak minut dla Cezarego Karpika w kluczowych momentach czy absencja młodzieżowego reprezentanta Polski, Rafała Szpakowskiego, wynikały z taktyki i faktu, że obecny skład jest „długi”.

To moja decyzja. Jestem zadowolony z tych ludzi, ale mecz nie zawsze daje możliwość wykorzystania wszystkich – uciął spekulacje Piechucki.

Matematyka utrzymania: Misja Leszno

Sytuacja Żubrów jest krytyczna. Aby utrzymać się w I lidze, białostoczanie muszą wygrać co najmniej 8 lub 9 z pozostałych 15 spotkań. To niemal niemożliwe zadanie dla drużyny, która do tej pory wygrała tylko raz. Jednak prawdziwy egzamin dojrzałości czeka ich już w najbliższy piątek o godzinie 19:00.

Reklama

Mecz wyjazdowy z Polonią Leszno to klasyczne spotkanie „o sześć punktów”. Polonia to również beniaminek i bezpośredni rywal w walce o ligowy byt. Jeśli Żubry chcą udowodnić, że drzemie w nich potencjał, o którym mówi Kutta i Piechucki, muszą „przepchnąć” ten mecz w końcówce. Czas na dywagacje o ładnym stylu się skończył – w Lesznie liczyć się będzie tylko i wyłącznie wynik na tablicy po 40 minutach. Czy białostoccy koszykarze udźwigną ten ciężar? Odpowiedź poznamy już w piątek wieczorem. Początek meczu w Lesznie: godz. 19.00. Żubry muszą wygrać z Polonią - inaczej ich szanse na utrzymanie staną się naprawdę tylko matematyczne. 

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/01/2026 18:09
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama