Reklama

Adrian Siemieniec wprost: Musieliśmy w tym sezonie upadać i iść dalej. Kolejna piękna historia się napisała (WIDEO)

Za nami kolejny niezwykle emocjonujący sezon PKO BP Ekstraklasy, który przyniósł kibicom w stolicy Podlasia powody do ogromnej dumy. Choć kończąca rozgrywki batalia z Zagłębiem Lubin na Chorten Arenie była dla koneserów mocnych wrażeń i kosztowała wszystkich mnóstwo zdrowia, cel został osiągnięty. Zwycięstwo 1:0 przypieczętowało zdobycie brązowego medalu mistrzostw Polski i otworzyło bramy do kolejnej europejskiej przygody. Pomeczowa konferencja prasowa była teatrem skrajnych emocji: od bezgranicznej dumy i wdzięczności trenera Adriana Siemieńca, przez kapitańską dojrzałość Tarasa Romanczuka, aż po głęboki smutek spowodowany rozpadem legendarnego już duetu ofensywnego żółto-czerwonych.

Taras Romanczuk: Nie mogliśmy wypaść z podium

Jako pierwszy głos po spotkaniu zabrał ten, który przez cały sezon stanowił serce i płuca białostockiej drużyny – Taras Romanczuk. Kapitan Jagiellonii nie ukrywał, że ambicje zespołu sięgały wyżej, jednak ostateczny rezultat przyjmuje z ogromnym szacunkiem i radością.

– Chcieliśmy zająć drugie miejsce. Walczyliśmy, wiedząc, jak to jest ważny mecz. Decydował o wszystkim, chcieliśmy być na podium, byliśmy tam przez cały sezon. Nie mogliśmy sobie pozwolić, by wypaść z tej trójki – podkreślał doświadczony pomocnik.

Reklama

Romanczuk skierował również wyjątkowe słowa podziękowania w stronę trybun, przypominając, że kibice byli z drużyną w chwilach chwały, ale przede wszystkim podnosili ją po bolesnych porażkach na własnym terenie. Reprezentant Polski zwrócił także uwagę na tytaniczną pracę sztabu medycznego i trenerów przygotowania fizycznego. Wyczerpujący sezon, w którym Jaga rozegrała aż 50 oficjalnych spotkań, wymagał perfekcyjnej profilaktyki, by w kluczowych momentach zespół mógł wyjść na murawę w najsilniejszym zestawieniu.

Małe exposé Adriana Siemieńca i rodzinne podziękowania

Prawdziwym emocjonalnym wystąpieniem okazała się wypowiedź trenera Adriana Siemieńca. Szkoleniowiec Dumy Podlasia rozpoczął swoją wypowiedź od nietypowego, bardzo osobistego akcentu, dziękując swojej najbliższej rodzinie – żonie oraz dzieciom. Jak sam przyznał, ostatnie pół roku było dla nich niezwykle wymagającym okresem, pełnym wyrzeczeń i ogromnej presji psychicznej.

Reklama

– Dzisiaj mamy za to nagrodę i możemy świętować. Bardzo duża rola w tym mojej rodziny, mojej żony i dziękuję, że są zawsze ze mną – mówił wzruszony opiekun żółto-czerwonych.

W dalszej części swojego „małego exposé” Siemieniec złożył obszerne gratulacje dyrektorowi sportowemu Łukaszowi Masłowskiemu, prezesom, radzie nadzorczej z Wojciechem Strzałkowskim na czele oraz wszystkim pracownikom klubu, którzy w cieniu gabinetów dbają o nieustanny rozwój Jagiellonii na wielu płaszczyznach. Trener nie zapomniał o swoim sztabie szkoleniowym, żartując, że to ludzie, którzy rzadko zbierają laury, ale też nie dostają po głowie po przegranych.

Reklama

Cierpienie na boisku i ukłon dla Abramowicza

Analizując sam przebieg boiskowych wydarzeń, Adrian Siemieniec wykazał się dużym realizmem. Nie próbował zaklinać rzeczywistości i wprost przyznał, że gra jego podopiecznych w sobotnie popołudnie daleka była od ideału. Drużyna musiała dosłownie przepchnąć ten wynik kolanami, zmagając się z ogromnym zmęczeniem materiału i gigantyczną presją wyniku.

– Mam poczucie po meczu, że dzisiaj cierpieliśmy. To nie był nasz dobry mecz, nie było wielu dobrych momentów, ale zdaję sobie sprawę, że takie mecze trzeba dowieźć, a my tę końcówkę dowieźliśmy wynikowo – tłumaczył szkoleniowiec.

Reklama

Siemieniec złożył głęboki pokłon przed bramkarzem Sławomirem Abramowiczem, którego obroniony rzut karny w 73. minucie zadecydował o losach brązowego medalu. Trener zauważył, że Abramowicz kapitalnie zrekompensował wszystkie wcześniejsze, nieobronione jedenastki w swojej karierze. Ten jeden moment na stałe wpisze się w historię klubu, ratując Jagę przed spadkiem poza podium.

Koniec ery „Pulu” i wielka pustka w sercu trenera

Najbardziej poruszającym momentem konferencji prasowej było pytanie dziennikarzy o przyszłość formacji ofensywnej i potencjalnego następcę Afimico Pululu. Na te słowa trener Siemieniec zareagował bardzo emocjonalnie, odmawiając rozmawiania o transferach w tak doniosłej chwili. Szkoleniowiec uświadomił wszystkim zgromadzonym, że sobotni mecz był ostatecznym końcem pewnej epoki w Białymstoku.

Reklama

– Wiemy już, że go nie będzie, trudno mi znaleźć słowa na to. Coś się kończy, drużyna nie będzie taka sama. Imaz nie poda do Pululu, nie będą się przytulać i uśmiechać po golach. Za nami kawałek pięknej historii. Ogromna pustka, bo to świetny piłkarz i kapitalny człowiek – mówił z żalem w głosie Siemieniec.

Trener ze wzruszeniem opowiadał o dojrzałości, jaką Pululu osiągnął na Podlasiu, i przyznał, że choć życie i piłka nie znoszą pustki, kibice już nigdy nie zobaczą na murawie legendarnego tercetu Romanczuk – Imaz – Pululu, który przez trzy lata definiował siłę Jagiellonii.

Reklama

Niedosyt w obozie Zagłębia Lubin

W zupełnie innych nastrojach halę konferencyjną opuszczał opiekun gości, Leszek Ojrzyński. Doświadczony szkoleniowiec pogratulował Jagiellonii sukcesu, jednak w jego wypowiedzi dominowało poczucie ogromnego niedosytu i sportowej złości. Miedziowi zagrali w Białymstoku bezkompromisowo i w drugiej połowie wyraźnie zdominowali gospodarzy, stwarzając sobie aż trzy stuprocentowe okazje do wyrównania.

– 25 razy byliśmy w polu karnym przeciwnika i szkoda, że żadna bramka z tego nie padła. W pierwszej połowie chcieliśmy nie stracić bramki, a ją sprezentowaliśmy sami rywalom. To najbardziej boli – oceniał Ojrzyński.

Reklama

Trener Zagłębia narzekał również na fatalną sytuację kadrową i logistyczną, z jaką musiał mierzyć się zimą i wiosną, wspominając o odejściach kluczowych graczy, takich jak Szmyt czy Wdowiak, oraz pladze kontuzji. Ostatecznie Lubinianie kończą sezon na siódmej lokacie, co w opinii ich trenera należy uszanować, choć apetyty przed ostatnią kolejką były zdecydowanie większe.

Dla Jagiellonii z kolei zaczyna się czas zasłużonego świętowania i planowania kolejnego podboju Europy.

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/05/2026 12:19
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości