Reklama

Siemieniec szczerze po sparingu i przed obozem. Co mówił o błędach, Kobayashim i planach na Austrię? (WIDEO)

Za piłkarzami Jagiellonii Białystok pierwszy poważny sprawdzian w letnim okresie przygotowawczym. Żółto-Czerwoni pokonali pierwszoligową Pogoń Siedlce 4:1. O ile wynik może cieszyć to szkoleniowiec Adrian Siemieniec tonuje nastroje. W pomeczowej rozmowie wskazał mankamenty w grze swojego zespołu, opowiedział o sytuacji kadrowej, zdrowotnej oraz o tym, co czeka Mistrzów Polski na zbliżającym się zgrupowaniu w Austrii.

Wyższa półka i rwana intensywność

Trener Jagiellonii nie ukrywał, że sobotnie starcie miało zupełnie inny ciężar gatunkowy niż wcześniejszy, mocno rekreacyjny mecz w Narewce. Poprzeczka poszła zdecydowanie w górę, co zmusiło zawodników do wejścia na wyższe obroty.

– Tempo było o półkę wyższe, mierzyliśmy się przecież z zespołem pierwszoligowym. Za nami kolejny tydzień ciężkiej pracy i widać było, że niektórzy zawodnicy weszli już na wyższy poziom, jeśli chodzi o intensywność – ocenił Adrian Siemieniec.  

Szkoleniowiec zauważył jednak, że forma zespołu nie jest jeszcze równa. Wynika to z faktu, że dla części kluczowych graczy, zwłaszcza z formacji obronnej, początek przygotowań miał mocno rwany charakter ze względu na mikrourazy czy zaległości treningowe.

Reklama

Błąd gonił błąd. Kamyczek do ogródka

Największym minusem sobotniego spotkania była łatwość, z jaką Jagiellonia straciła bramkę już w 8. minucie. Choć w sparingach testuje się różne warianty, trener Siemieniec ostro ocenił zachowanie swoich podopiecznych w tej konkretnej sytuacji, zapowiadając szczegółową analizę wideo.

– Jeśli chodzi o straconą bramkę, to z taktycznego punktu widzenia nie popełniliśmy tam błędu. To był jednak szereg koszmarnych błędów indywidualnych. Praktycznie każdy zawodnik, który brał udział w tej akcji w momencie straty, mógł i powinien zachować się lepiej. W meczu o punkty taka bramka nie ma prawa spaść nam za kołnierz. To zdecydowanie kamyczek do naszego ogródka po tym występie – mówił opiekun żółto-czerwonych.

Reklama

Kobayashi rośnie, ale do optimum daleko

Bohaterem pierwszej połowy został japoński stoper Yuki Kobayashi, który zdobył dwa gole i odwrócił losy spotkania. Adrian Siemieniec cieszy się z jego skuteczności, ale jednocześnie studzi huraoptymizm, przypominając o problemach zdrowotnych obrońcy.

– Końcówka meczu na pewno pomogła Yukiemu nabrać pewności siebie, widzę, że mentalnie się zmienia. Jednak do jego optymalnej formy wciąż bardzo daleko. Kończył poprzedni sezon z urazem, leczył go cały miesiąc i wrócił do klubu niedoleczony. Nie przepracował z nami pełnych dwóch tygodni, dlatego teraz nadrabiamy ten czas. Wierzę głęboko, że na pierwszy mecz ligowy będzie już w stu procentach gotowy – wyjaśnił trener.

Reklama

Młodzież na pomoc, ale poprzeczka wisi wysoko

W drugiej połowie na boisku pojawiła się cała plejada graczy z drugiego zespołu oraz juniorów (m.in. Paweł Pakieła czy Maksim Kononału). Sztab Jagi zmuszony jest łatać skład młodzieżą, ponieważ klub jest dopiero w trakcie letniego okienka transferowego, a nowe twarze dopiero mają dołączyć do drużyny.

Siemieniec docenia ciężką pracę młodych piłkarzy, ale jednocześnie wysyła im jasny sygnał:

– Na dzisiaj ci chłopcy bardzo nam pomagają w procesie treningowym i sparingowym. Muszą wykorzystywać każdą minutę. Pamiętajmy jednak, że skala oczekiwań wobec Jagiellonii drastycznie wzrosła. Nie mówimy już tylko o grze w Ekstraklasie, ale o skutecznej walce w eliminacjach europejskich pucharów. Droga dla tych młodych chłopaków do pierwszego składu jest jeszcze bardzo daleka. Zachowajmy spokój.

Reklama

Dlaczego zabrakło Abramowicza i co ze zdrowiem innych?

Kibiców mocno elektryzowała nieobecność w kadrze meczowej podstawowego bramkarza, Sławomira Abramowicza. Trener szybko uciął spekulacje o ewentualnym urazie – była to czysta taktyka. Abramowicz rano odbył trening indywidualny, a sztab chciał po prostu w większym wymiarze czasowym sprawdzić testowanych i rezerwowych golkiperów.

Mniej kolorowo wygląda sytuacja innych rezerwowych. Dusan Stojinovic oraz Leon Flach wciąż przechodzą rehabilitację w klinice i ich rozbrat z piłką jeszcze potrwa. Przełom nastąpił natomiast u Bernardo Vitala. Portugalczyk stracił niezwykle ważny tydzień ciężkich treningów objętościowych, ale według zapowiedzi trenera, od najbliższego poniedziałku ma już trenować na pełnych obrotach z całą drużyną.

Reklama

Kierunek Austria i epicentrum obciążeń

Teraz przed Jagiellonią kluczowa faza letnich przygotowań. Już w poniedziałek, 6 lipca, drużyna wylatuje na dwutygodniowy obóz do Austrii. Pierwsze dwa tygodnie w Białymstoku były poświęcone budowaniu bazy i objętości treningowej. Za granicą przyjdzie czas na drastyczne zwiększenie intensywności.

– Jesteśmy dokładnie w połowie drogi. W Austrii czekają nas bardzo wymagające gry kontrolne z silnymi rywalami. Z moich wyliczeń wynika, że punkt kulminacyjny i największe uderzenie, takie prawdziwe „epicentrum obciążeń”, nastąpi w okolicach niedzieli, 12 lipca, przy okazji meczu z Pafos FC. Będzie to nasz czwarty sparing, a mecze z Żytomierzem i Pafos zagramy w odstępie zaledwie trzech dni. Musimy ten trudny czas przetrwać i wyjść z niego w optymalnym kształcie – zakończył Adrian Siemieniec.

Reklama

Czy słowa trenera Adriana Siemieńca uspokoiły Was przed wylotem do Austrii, czy wręcz przeciwnie – martwi Was plaga mikrourazów w obronie i wąska kadra? Jak oceniacie postawę Yukiego Kobayashiego?

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości