Wakacje, grille i jedzenie poza domem – letni klimat sprzyja rozluźnieniu, także w kuchni. Tymczasem eksperci ostrzegają: zatrucie pokarmowe wcale nie musi dać o sobie znać natychmiast. Bakterie i wirusy potrafią atakować z ukrycia, a pierwsze objawy mogą pojawić się nawet siedem dni po zjedzeniu skażonego posiłku. W ramach szóstej edycji europejskiej kampanii „Safe2Eat”, eksperci przypominają o kluczowych zasadach higieny, które mogą uratować nasze zdrowie podczas letnich upałów.
Gdy dopadają nas nudności, ostry ból brzucha, gorączka czy biegunka, zazwyczaj winą obarczamy ostatni zjedzony posiłek. To błąd. Specjaliści z Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) podkreślają, że najczęstsi winowajcy letnich zatruć – bakterie Salmonella, Campylobacter, gronkowce czy norowirusy – potrzebują czasu na namnożenie. Objawy mogą wystąpić od kilku godzin do tygodnia po kontakcie ze skażoną żywnością, a w przypadku wirusa zapalenia wątroby typu A (WZW A) ten czas wydłuża się do kilku tygodni. Dla większości to tylko parę dni wyciętych z życiorysu, jednak dla dzieci, seniorów i kobiet w ciąży odwodnienie może być śmiertelnie niebezpieczne.
Większości zatruć w domowym zaciszu moglibyśmy uniknąć, zmieniając złe nawyki. Kluczem jest bezwzględna czystość blatów oraz mycie rąk przez minimum 30 sekund. Powszechnym błędem jest też mycie surowego mięsa pod kranem – w ten sposób roznosimy bakterie na całe zlewiska i sąsiadujące naczynia. Surowy drób, jajka czy owoce morza wymagają osobnych desek i noży, aby nie doszło do tzw. zakażenia krzyżowego na produkty gotowe do spożycia. Pamiętajmy też o dokładnym myciu owoców leśnych pod bieżącą wodą – na ich powierzchni mogą znajdować się jaja groźnego pasożyta wywołującego bąblowicę.
Najskuteczniejszą bronią w walce z mikrobami jest wysoka temperatura. Obróbka termiczna mięsa musi być dokładna – temperatura wewnątrz potrawy powinna osiągnąć minimum 70°C. Smażmy i pieczmy potrawy do momentu, aż wypływające z nich soki stracą różowy kolor. Z kolei odgrzewane zupy czy sosy zawsze doprowadzajmy do pełnego wrzenia. Po ugotowaniu dania nie mogą stać na stole w temperaturze pokojowej dłużej niż dwie godziny – po tym czasie powinny trafić do lodówki (poniżej 5°C).
Walka z zatruciami zaczyna się już przy sklepowych półkach. W gorące dni warto wyposażyć się w torby termoizolacyjne z wkładami chłodzącymi, by przetransportować nabiał i mięso bez przerywania łańcucha chłodniczego. Sprawdzajmy daty ważności, stan opakowań i unikajmy kupowania żywności z przypadkowych, nierejestrowanych stoisk. Wybierajmy też produkty bezpieczne, jak np. mleko pasteryzowane.
Mrożenie hamuje rozwój bakterii, ale ich nie zabija. Produkty powinny trafiać do zamrażarki (minimum -18°C) przed upływem terminu przydatności. Surowe mięso trzymajmy w innych szufladach niż warzywa. Kluczowa zasada brzmi: raz rozmrożonego produktu nigdy nie zamrażamy ponownie! Ponadto rozmrażanie mięsa na kuchennym blacie w upalny dzień to zaproszenie dla kolonii bakterii – bezpieczniej robić to powoli, przekładając produkt do lodówki.
Czy zdarzyło Wam się kiedyś poważne zatrucie pokarmowe podczas wakacji? Jakie są Wasze niezawodne patenty na bezpieczne przechowywanie jedzenia w trakcie letnich upałów i wyjazdów?
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze