Dla tenisistów stołowych SBR Dojlidy Białystok początek stycznia 2026 roku to czas największych sportowych prób. Po niezwykle emocjonującej, choć zakończonej porażką przygodzie z elitarną Ligą Mistrzów, białostoczanie nie zwalniają tempa. Już za kilka dni „Dojlidziści” staną przed szansą awansu do ćwierćfinału Pucharu Europy.
Rewanżowy mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów z potęgą, jaką jest FC Saarbrücken TT, pokazał, jak wysoki poziom reprezentuje europejska czołówka. Mimo ogromnej ambicji, zespół z Podlasia przegrał na wyjeździe 0:3. Kibice w Białymstoku wciąż mają jednak w pamięci pierwszy mecz, w którym Patryk Chojnowski sensacyjnie ogrywał asów światowego ping-ponga, Darko Jorgicia i Patricka Franziskę.
W Niemczech rywale nie pozwolili już sobie na chwilę słabości. Piotr Chodorski musiał uznać wyższość absolutnej legendy tego sportu – Fana Zhendonga, dwukrotnego mistrza świata i mistrza olimpijskiego. Z kolei najwięcej emocji dostarczył debiutujący w kadrze SBR Dojlidy Japończyk Kakeru Sone. W starciu z Franziską popisał się niesamowitą serią, wyciągając stan seta z 1:10 na 9:10, co wprawiło niemiecką publiczność w osłupienie. Choć mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla gospodarzy, postawa Japończyka napawa optymizmem przed kolejnymi startami.
Odpadnięcie z Ligi Mistrzów oznacza dla Dojlid kontynuację gry w Pucharze Europy. Los skojarzył białostoczan ze słowackim zespołem STK Vyhne. Będzie to pojedynek pełen podtekstów, bowiem w barwach rywali występują zawodnicy doskonale znani przy ul. Świerkowej – Filip Szymański oraz Bogusław Koszyk, który w latach 2012-2015 reprezentował barwy Dojlid.
– Faworytem dwumeczu będzie drużyna z Podlasia – przyznaje uczciwie Koszyk, który podkreśla, że po latach z sentymentem wspomina treningi w Białymstoku.
Reklama
Obie drużyny spotkały się już w sierpniu w kwalifikacjach Ligi Mistrzów – wtedy górą były Dojlidy, wygrywając 3:1.
Stawka jest wysoka. Jeśli SBR Dojlidy przejdą słowacką barierę, w ćwierćfinale zmierzą się ze zwycięzcą pary SKST Havirov (Czechy) / Lille Metropole (Francja). Pierwszy krok trzeba jednak zrobić już w przyszłym tygodniu:
13 stycznia: Pierwszy mecz na Słowacji (Vyhne).
18 stycznia: Wielki rewanż w hali w Białymstoku.
– Najwięcej zależeć będzie od dyspozycji dnia. Losowanie nie ma tu aż tak dużego znaczenia – zapowiada Piotr Michalski, grający kierownik zespołu.
Reklama
Kibice liczą, że doping w białostockiej hali poniesie drużynę do kolejnego etapu europejskich pucharów.
Emocji na pewno nie zabraknie!
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie