Porażka Jagiellonii Białystok w wyjazdowym starciu z Wisłą Kraków odbiła się szerokim echem. Nie chodzi tylko o porażkę, ale bardziej o bezbarwny i pełny błędów występ żółto-czerwonych. Trener Adrian Siemieniec nie szukał tanich usprawiedliwień dla postawy swoich podopiecznych, wprost przyznając, że był to jeden z najgorszych występów Dumy Podlasia pod jego wodzą, podczas gdy Mariusz Jop chwalił krakowian za pełną kontrolę nad widowiskiem.
Postawa Jagiellonii na stadionie przy ulicy Reymonta wzbudziła spore rozczarowanie wśród kibiców z Białegostoku, a sam szkoleniowiec gości po zakończeniu pojedynku był wyjątkowo krytyczny wobec postawy drużyny. Adrian Siemieniec bez owijania w bawełnę podsumował postawę swojego zespołu, zwracając uwagę na brak jakichkolwiek argumentów czysto piłkarskich w starciu z bardzo dobrze dysponowanym przeciwnikiem. Szkoleniowiec nie krył, że rozmiar porażki mógł być dla uczestników Ligi Europy znacznie bardziej dotkliwy, gdyby nie sprzyjające okoliczności oraz wyższa skuteczność gospodarzy pod bramką.
- Co do meczu, pamiętam lepsze nasze mecze. Powiedziałbym, że trudno mi sobie przypomnieć słabszy. To jest fakt, z którym trudno dyskutować. Ale nie chcę, by to zabrzmiało, że odbieram zasługi Wiśle Kraków, bo dzisiaj zagrali bardzo dobry mecz, mieli go pod całkowitą kontrolą. Wynik 0:2 to dla nas najniższy wymiar kary. Wisła stwarzała dużo zagrożenia, a my żadnego i to przez cały mecz. To było słabe spotkanie w naszym wykonaniu — przyznał bez ogródek opiekun żółto-czerwonych.
Szkoleniowiec białostoczan pytany o przyczyny tak słabej postawy drużyny wskazywał, że problem dotyczył niemal każdego elementu gry. Białostoczanie dali się całkowicie zdominować w środku pola, przegrywali kluczowe pojedynki indywidualne i nie potrafili stworzyć bezpośredniego zagrożenia pod bramką rywali. Jedyną próbną sytuacją, jaką stworzyli żółto-czerwoni, był niecelny strzał Jesusa Imaza z lewej nogi w drugiej połowie. Zespół z Podlasia sprawiał wrażenie drużyny pozbawionej energii, pomysłu oraz odpowiedniej dynamiki.
- Nie znajduję dzisiaj powodu, dlaczego tak to wyglądało. To nie jest moment, żeby się nad tym pochylić. Czuję przy linii, kiedy zespół funkcjonuje. Dzisiaj wiem, że prawie nic nam nie funkcjonowało, powinniśmy tak naprawdę wszystko poprawić. Trzeba zamknąć ten mecz szybko w głowach i wrócić do tego, co było dobre — wyjaśniał wyraźnie przybity trener Siemieniec.
Postawa Dumy Podlasia na tle agresywnie i intensywnie grających krakowian była bezspornie największym zaskoczeniem piątkowego wieczoru. Drużyna, która przyzwyczaiła swoich sympatyków do wysokiej kultury gry i stwarzania licznych sytuacji bramkowych, w Krakowie była absolutnie tłem dla rywala. Opiekun Jagiellonii wskazywał, że po tak bezbarwnym występie trudno doszukiwać się jakichkolwiek pozytywów i wskazywać pojedyncze błędy, gdyż zawiódł cały system.
- Słabiej chyba się już nie da zagrać. Rozmawialiśmy w kontekście pierwszej połowy, nie wiem, czy się poprawiliśmy. W całym meczu nie wyglądało to dobrze. Myślę, że w kwestii pojedynków też jest zasadne, ale żeby dzisiaj rozpatrywać, co było przyczynami porażki, to funkcjonowało tak dużo, że trudno mówić o jednej rzeczy — gorzko podsumował sternik białostockiej ekipy.
Przed meczem sztab szkoleniowy Jagiellonii szczegółowo analizował grę Wisły Kraków i wiedział, czego można spodziewać się po krakowskim zespole. Mimo solidnego przygotowania taktycznego, rzeczywistość boiskowa zweryfikowała plany gości. Adrian Siemieniec zwrócił uwagę na fakt, że to nie dyspozycja przeciwnika była dla niego niespodzianką, lecz bierność i niezwykle niska dyspozycja własnych graczy, którzy w żaden sposób nie potrafili utrudnić zadania rywalom.
- Jechaliśmy z pełną świadomością siły Wisły. Nie byłem zaskoczony tym, jak Wisła zachowuje się w ataku i jak jest groźna. Zaskoczyło mnie to, w jakiej my byliśmy dyspozycji. Nie zrobiliśmy wiele, by to utrudnić. Uważam, że to było bardzo dobre spotkanie Wisły i zasłużenie przez nią wygrane — dodał na zakończenie opiekun Dumy Podlasia.
Zgoła odmienne nastroje panowały w obozie gospodarzy. Trener Białej Gwiazdy Mariusz Jop nie krył ogromnej satysfakcji ze stylu, w jakim jego podopieczni rozprawili się z mistrzami Polski. Krakowski zespół od pierwszej do ostatniej minuty narzucił własne warunki, pewnie realizując wszystkie założenia taktyczne i nie pozwalając białostoczanom na rozwinięcie skrzydeł.
- Dzisiejszy mecz był bardzo dobry w naszym wykonaniu. Od początku inicjatywę do końca kontrolowaliśmy. Z posiadaniem piłki lub bez. Graliśmy dojrzale, byliśmy blisko siebie, nasz plan na mecz został zrealizowany, a graliśmy z nieprzypadkowym zespołem. Nie pozwoliliśmy mu na wiele, tak naprawdę na bardzo mało — podkreślał z dumą trener Mariusz Jop.
Szkoleniowiec gospodarzy odniósł się również do fantastycznego występu bohatera meczu, Angela Rodado, który zdobył dwie bramki i poprowadził Wisłę do zasłużonego wygrana. Jop komplementował hiszpańskiego napastnika nie tylko za skuteczność w wykończeniu akcji, ale również za ogromną pracę wykonaną na rzecz całego zespołu w fazie defensywnej oraz wybitne cechy przywódcze.
- To nie kwestia mniejszej konkurencji, tylko Angel lubi brać odpowiedzialność na siebie. Ma cechy lidera zespołu. Widziałem, jak prezentuje się na treningu i widziałem progres w poprzednich meczach. Strzelił dwie bramki, pierwsze na tym poziomie. Cieszę się z tego, wiem, że może to robić często — chwalił swojego gwiazdora opiekun krakowskiej drużyny.
Jak oceniacie tak surową samokrytykę trenera Adriana Siemieńca? Czy Jagiellonia zdoła błyskawicznie wyciągnąć wnioski przed nadchodzącym meczem w Lidze Europy? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach!
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze