To była kolejka pełna niespodzianek, w których ekipa wiosną dotąd niepokonana doznała goryczy porażki. Ważne mecze zagrały ekipy z dołów tabeli, a wicelider z Grajewa potwierdził swoją świetną formę. Mecze 26 kolejki odbywać się będą przez... 7 dni. Od 29 kwietnia (środa) aż do 6 maja (środa). Poniżej relacje, strzelcy, kartki, sędziowie i składy oraz program nowej kolejki i tabela.
W minioną sobotę, 25 kwietnia, piłkarze Olimpii Zambrów udowodnili swoją siłę, pokonując na wyjeździe KS Michałowo 4:1. Było to starcie, które od początku do końca toczyło się pod dyktando gości. Mecz idealnie otworzył kapitan zambrowian, Przemysław Jastrzębski, który trafił do siatki już w 9. minucie. Gospodarze zdołali odpowiedzieć tuż przed przerwą – w 42. minucie wyrównał Kamil Trofimczuk. Po zmianie stron dominacja Olimpii nie podlegała już dyskusji. W 49. minucie na listę strzelców wpisał się Michał Steć, który w 70. minucie podwyższył wynik na 3:1. Kropkę nad „i” postawił w 80. minucie kapitan Jastrzębski, zdobywając swoją drugą bramkę w tym meczu. Dla Przemka było to już 43 trafienie w IV lidze w tym sezonie co czyni go już absolutnym rekordzistą tych rozgrywek w naszym regionie w ostatnich latach. Olimpia wróciła do domu z zasłużonym kompletem punktów, potwierdzając wysoką formę w rundzie wiosennej. Już w czwartek zambrowska drużyna podejmowała będzie u siebie broniący się przed spadkiem MOSP Białystok. Spotkanie zacznie się o godzinie 17.30. KS Michałowo zaś w Krynkach - również we czwartek - zagra absolutnie kluczowy dla nich mecz z miejscowym LZS-em.
KS Michałowo - Olimpia Zambrów 1:4 (1:1). Bramki: 42’ Kamil Trofimczuk – 9’ 80’, Przemysław Jastrzębski, 49’ 70’ Michał Steć. Sędziował: Marcin Adamski.
KS Michałowo: Jakub Kondrusiewicz - Damian Grabowski, Franciszek Klimowicz (88’ Kacper Ciołko), Michał Kosikowski, Przemysław Panek, Jakub Podbielski (77’ Mateusz Bohdziel), Kacper Szadłowski (80’ Karol Chrzanowski), Wiktor Szepietowski, Kamil Trofimczuk, Joachim Witoszko (88’ Albert Staszyński), Łukasz Wojciechowski.
Olimpia: Paweł Rutkowski - Lucas Tadeu Barbosa Giovani Oliveira, Michał Czarnecki (74’ Kamil Alexander Mosionek), Marcel Gąsior, Przemysław Jastrzębski, Patryk Malinowski (82’ Wojciech Mastalerz), Lawrence Kofi Mensah, Tomasz Piekut, Michał Steć (85’ Mateusz Malec), Łukasz Trąbka, Armin Wasiluk
Ten mecz MOSP musiał bezwzględnie wygrać więc nic dziwnego, że podszedł do gry z praktycznie zdegradowaną Spartą Augustów, z wielką powagą. W meczu ogromne znaczenie miał porywisty wiatr, który mocno przeszkadzał obu ekipom. W pierwszej odsłonie gospodarze grali pod wiatr, ale nie potrafili przekuć tego na sukces. Mimo tego, że podmuchy przerywały wiele akcji kilka świetnych okazji zmarnowali. Jedynego gola w pierwszej odsłonie strzelił Adam Nikitiuk. Dla osiemnastolatka było to 9 trafienie w tym sezonie.
Po przerwie MOSP miał jeszcze większą przewagę, ale był mocno nieskuteczny. Dobre spotkanie rozgrywał także Paweł Sawicki, który w bramce augustowian poczynał sobie naprawdę dobrze. Gospodarze nie wykorzystali m. in. rzutu karnego, a kilka "setek" kończyło się na golkiperze gości lub słupkach i poprzeczce bramki Sparty. Mimo to w 63 minucie na 2:0 trafił Arsen Tsybulin i takim rezultatem kończyło się to spotkanie.
W czwartek MOSP wybiera się na wyjazd do jaskini lwa czyli Zambrowa, gdzie czeka na niego liderująca stawce Olimpia (16.00), a Spartę w środę o 19.00 czeka u siebie gra z Hetmanem Skłodowscy Tykocin.
MOSP Białystok - Sparta Augustów 2:0 (1:0). Bramki: 26’ Adam Nikitiuk, 63’ Arsen Tsybulin. Żółte kartki: Kornel Sobczak (MOSP), Vladyslav Krymskyi, Adam Zamojski, Adam Zamojski (Sparta). Czerwona kartka: Adam Zamojski (85, Sparta - za 2. żółte). Sędziował: Adrian Bazylewski.
MOSP Białystok: Mateusz Sokolewicz - Adam Nikitiuk, Kacper Harasimczuk, Franciszek Komosiński, Krystian Stańczuk, Mateusz Bućko (32’ Paweł Baranowski), Konrad Pawluczuk, Krzysztof Sacharewicz, Patryk Mozolewski, Kornel Sobczak, Arsen Tsybulin.
Sparta: Paweł Sawicki - Darec Funke, Sebastian Sienkiewicz, Jacob Suprun (70’ Kajetan Hołownia), Adam Zamojski, Szymon Tuttas, Mikołaj Hołownia (65’ Paweł Sobolewski), Ernest Poźniak, Daniel Kruza, Vladyslav Krymskyi, Fedir Maslov (40’ Stanislav Kochan).
Tur Bielsk Podlaski kończy kwiecień z imponującym kompletem zwycięstw! W minionej kolejce bielska drużyna, oparta w dużej mierze na wychowankach (aż dziewięciu w wyjściowym składzie!), pewnie pokonała Supraślankę. Strzelanie już w 13. minucie rozpoczął Olaf Wysocki precyzyjnym uderzeniem lewą nogą zza pola karnego. W 29. minucie na 2:0 podwyższył Paweł Popik po podaniu Patryka Niemczynowicza. Goście odpowiedzieli wprawdzie kapitalnym trafieniem Łapińskiego w samo spojenie, przy którym powracający do bramki Plisiuk nie miał szans, ale na więcej rywali nie było stać. Później show skradł Marcin Bazylewski. Snajper Tura zdobył dwa gole, trafiając do siatki w dziesiątym (!) kolejnym meczu ligowym. Dla 21-letniego snajpera z Bielska Podlaskiego były to odpowiednio 24 i 25 trafienie w tym sezonie. Wynik na 5:1 ustalił Olaf Wysocki, wykańczając „do pustaka” koronkową akcję Kuby Witkowskiego. Bielszczanie są w niesamowitym gazie i z wielkim optymizmem czekają na majowe wyzwania.
Kolejny mecz zagra Tur w Czarnej Białostockiej (piątek, 1 maja, godz. 15.00) zawalczy z Czarnymi. Supraślanka swój kolejny mecz zagra dopiero 6 maja (środa) o 17.30, a gościć będzie zespół Turośnianki Turośń Kościelna.
Tur Bielsk Podlaski - Supraślanka Supraśl 5:1 (3:1). Bramki: 13’ 66’ Olaf Wysocki, 23’ 48’ Marcin Bazylewski, 29’ Paweł Popik – 32’ Mariusz Łapiński. Żółte kartki: Olaf Wysocki, Bartosz Gulewicz (Tur), Damian Bieliński, Mariusz Łapiński, Gabor Żukowski (Supraślanka). Sędziował: Mateusz Kownacki.
Tur: Damian Plisiuk - Marcin Bazylewski (84’ Kamil Zagrobski), Krystian Kulikowski, Paweł Łochnicki, Patryk Niemczynowicz (86’ Damian Doliński), Dawid Nowakowski (70’ Andrzej Lewczuk), Daniil Padzialinski, Paweł Popik, Maksymilian Tchórzewski, Jakub Witkowski (65’ Bartosz Gulewicz), Olaf Wysocki (70’ Łukasz Popiołek).
Supraślanka Supraśl: Konrad Rakus - Damian Bieliński, Bartosz Dejneka, Michał Gibulski (86’ Borys Tupalski), Jakub Jarmołowicz (55’ Dmytro Bergin), Dominik Kozłowski, Szymon Kuczyński, Mariusz Łapiński, Jakub Łaszczewski (61’ Kacper Kistowski), Hubert Stypułkowski (80’ Franciszek Zdanowicz), Gabor Żukowski.
Warmia Grajewo kontynuuje swój niesamowity marsz w wiosennej rundzie IV ligi! W wietrzne, sobotnie popołudnie wicelider tabeli rozbił u siebie KS Śniadowo 5:1, choć początek meczu zwiastował sporą niespodziankę. Mimo ogromnej przewagi gospodarzy od pierwszych minut, to goście w 31. minucie objęli prowadzenie za sprawą Jakuba Piaseckiego. Grajewianie odpowiedzieli jednak jeszcze przed przerwą – do remisu strzałem głową po rzucie rożnym doprowadził Edison. Po zmianie stron na boisku dominowała już tylko Warmia. W 56. minucie Bartosz Sawicki przytomnie zachował się pod bramką i dał gospodarzom prowadzenie, a w 72. minucie wynik podwyższył niezawodny Priestley Boateng. Końcówka to już całkowity demontaż defensywy gości: najpierw samobójcze trafienie zaliczył Kamil Dobrowolski, a wynik na 5:1 ustalił Dominik Cylwik tuż po wejściu na murawę.
Warmię czeka teraz w środę (29 kwietnia, godz. 17.30) z Krypnie w przełamaną wiosennie Krypnianką. Za to KS Śniadowo w czwartek (30 kwietnia) podejmie moniecki Promień (godz. 18.00).
Warmia Grajewo - KS Śniadowo 5:1 (1:1). Bramki: 41’ Edison Fernandes Da Silva Junior, 56’ Bartosz Sawicki, 71’ Priestley Boateng, 83’ Kamil Dobrowolski (samobój), 85’ Dominik Cylwik – 32’ Jakub Piasecki. Żółta kartka: Mateusz Grabarz (Warmia). Sędziował: Marcin Cieciorko.
Warmia: Kacper Radziszewski - Priestley Boateng (77’ Jakub Karpiński), Edison Fernandes Da Silva Junior, Mateusz Grabarz (68’ Jan Ostrowski), Rafał Kalinowski, Dawid Kalinowski (65’ Szymon Żabiuk), Filip Kułak, Bartosz Sawicki (82’ Dominik Cylwik), Mikołaj Siemieniuk, Szymon Turczewski, Bartłomiej Żbikowski (77’ Marcin Mikucki)/.
Śniadowo: Ivan Tsimashkou - Tomasz Brzozowski, Jakub Piasecki (84’ Patryk Choiński), Igor Cychol (78’ Arkadiusz Bronakowski), Karol Choiński, Kamil Dobrowolski, Patryk Sokołowski, Maksymilian Ostrowski (87’ Kacper Baczewski), Krystian Kadłubowski, Piotr Pisiak, Filip Cudakiewicz.
Sobotni wieczór przyniósł kibicom w Tykocinie prawdziwy dreszczowiec. Miejscowy Hetman zremisował z Wissą Szczuczyn 3:3, choć do 80. minuty wydawało się, że gospodarze pewnie sięgną po komplet punktów i sprawią dużą niespodziankę. Tykocinianie prowadzili już 3:1, grając z ogromnym zaangażowaniem i zostawiając na boisku mnóstwo serca. Jednak końcówka spotkania należała do przyjezdnych, którzy pokazali niezwykłą determinację i charakter.
Wissa, mimo otwarcie przyznanej przez sztab słabej dyspozycji (szczególnie w formacji obronnej), zdołała odwrócić losy rywalizacji w samym finale. Głównym architektem powrotu gości był Vadim Voronchenko, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Jedno trafienie dorzucił Paweł Adamiec. To właśnie ta dwójka pozwoliła ekipie ze Szczuczyna odrobić straty od stanu 1:3 w 82. minucie i rzutem na taśmę wywieźć z Tykocina jeden punkt. Dla Hetmana taki wynik to ogromny niedosyt po niemal perfekcyjnych 80 minutach, natomiast dla Wissy to cenna lekcja pokory i dowód na to, że w piłce gra się do ostatniego gwizdka. Obie drużyny stworzyły widowisko, które na długo zapadnie w pamięć lokalnym kibicom.
Hetman czeka teraz wyjazd do Augustowa, gdzie w środę o 19.00 zagra ze Spartą. Wissa zaś 1 maja (piątek) podejmie u siebie brański Pionier (godz. 14.00).
Hetman Skłodowscy Tykocin - Wissa Szczuczyn 3:3 (1:1). Bramki: 29’ Adam Ilczuk, 57’ 65’ Karol Chilmon – 39’ 86’ Vadym Voronchenko, 88’ Paweł Adamiec. Żółte kartki: Kamil Huczko, Tomasz Bernatowicz, Wojciech Moczulski, Karol Czajkowski, Wojciech Moczulski (Hetman). Daniel Grala, Jesus David Mosquera Gomez, Krystian Pawczyński (Wissa). Czerwona kartka: Wojciech Moczulski (Hetman, 85 - za 2. żółte). Sędziował: Mariusz Chrzanowski.
Hetman: Kosma Kurz - Wojciech Moczulski, Adam Ilczuk, Karol Chilmon (83’ Oliwier Kułakowski), Jakub Gałaszewski, Damian Grabarz, Karol Czajkowski, Patryk Sawicki (62’ Maciej Szot), Kamil Huczko, Rafał Maliszewski (54’ Dawid Chilmon), Karol Obidziński.
Wissa: Denys Kravchuk - Jesus David Mosquera Gomez, Krystian Pawczyński (62’ Camilo Andres Penaranda Marquez), Wiktor Walczak, Łukasz Tercjak, Łukasz Świderski, Damian Zaczkowski, Rafał Trzonkowski (46’ Paweł Adamiec), Daniel Grala (46’ Andrii Chaika), Vadym Voronchenko, Oleksandr Dziuba.
Po dwóch widowiskowych, ale nieszczęśliwych remisach 3:3, piłkarze Orła Kolno przystąpili do sobotniego starcia z Czarnymi Czarna Białostocka z ogromnym entuzjazmem. Rzeczywistość okazała się jednak bolesna dla gospodarzy, a świetnie dysponowani tej wiosny goście brutalnie wykorzystali każdy błąd miejscowych. Mecz od pierwszego gwizdka był bardzo dynamiczny – już w 2. minucie Czarni stworzyli groźną sytuację, na co błyskawicznie mógł odpowiedzieć Krystian Dzięgielewski. Napastnik Orła znalazł się w sytuacji sam na sam, ale trafił prosto w bramkarza. Niewykorzystana okazja zemściła się w 22. minucie, kiedy goście po składnej kontrze objęli prowadzenie po trafieniu 19-letniego Macieja Stolarewskiego.
Choć Orzeł ambitnie szukał wyrównania, a strzały aktywnego Patryka Banacha zagrażały bramce gości, to Czarni zachowali zimną krew. W drugiej połowie zespół z Czarnej Białostockiej mądrze się bronił i wyprowadzał zabójcze ciosy. W 55. minucie goście podwyższyli na 0:2, a chwilę później ich zawodnik popisał się fenomenalnym strzałem z około 30 metrów, ustalając wynik spotkania na 0:3. W końcówce meczu szansę na zdobycie cennego doświadczenia w barwach Orła dostali piętnastoletni debiutanci: Artur Dąbkowski oraz Oliwier Charubin. Teraz przed zespołem z Kolna prawdziwe schody i mecz z Ruchem Wysokie Mazowieckie (czwartek, 30 czerwca, 17.30). Czarni u siebie w piątek (1 maja) podejmą Tura Bielsk Podlaski i będzie to starcie dwóch ekip, które wiosną radzą sobie wręcz imponująco.
Orzeł Kolno - Czarni Czarna Białostocka 0:3 (0:1). Bramki: 23’ 64’ Maciej Stolarewski, 53-karny Jakub Gołdowski. Żółte kartki: Filip Pilch, Krystian Dzięgielewski, Michał Tarnowski (Orzeł), Mateusz Szuchnicki (Czarni). Czerwona kartka: Michał Tarnowski (Orzeł, 89). Sędziował: Maciej Nowacki.
Orzeł: Mikołaj Nadolny - Szymon Ożarowski (85’ liwier Zadroga), Damian Mingielewicz, Michał Tarnowski, Krystian Dzięgielewski (75’ Mateusz Banach), Karol Kuczyński (85’ Oliwier Charubin), Damian Łazarczyk (60’ Artur Dąbkowski), Patryk Banach (89’ Korneliusz Konopka), Karol Domurat, Marcin Trzciński, Filip Pilch.
Czarni: Filip Suchocki - Rafał Kałłaur (75’ Sebastian Stepańczenko), Cezary Łuczak (77’ Tomasz Znosko), Miłosz Hołowacz (65’ Jan Chomko), Maciej Stolarewski, Dawid Drozdowski, Jakub Gołdowski (65’ Szymon Bienasz), Michał Siwicki (69’ Michał Frankowski), Bartosz Gliński, Jakub Wynimko, Mateusz Szuchnicki.
To był powrót na własne boisko w wielkim stylu! Pionier Brańsk sprawił nie lada niespodziankę, pokonując 1:0 Ruch Wysokie Mazowieckie – zespół, który do tej pory szedł przez rundę wiosenną jak taran, wygrywając wszystkie sześć rozegranych dotąd meczów. Przed spotkaniem faworyt był oczywisty, zwłaszcza że trener Przemysław Masłowski musiał radzić sobie z ogromnymi brakami kadrowymi. W składzie zabrakło kluczowych stoperów: Jacka Dzienisa, Piotra Kosińskiego i Pawła Zabrockiego. W tej sytuacji postawiono na odważny manewr – w wyjściowej jedenastce Pioniera wybiegło aż sześciu młodzieżowców.
Ryzykowny plan trenera opłacił się z nawiązką. Fenomenalnie w bramce spisał się zaledwie 15-letni Maciej Stańczuk, który raz po raz powstrzymywał ataki faworyzowanych gości. Losy meczu rozstrzygnęły się w 60. minucie, kiedy to doświadczony Karol Kosiński wpakował piłkę do siatki. Mimo naporu Ruchu, młody skład Pioniera dowiózł skromne prowadzenie do ostatniego gwizdka, serwując liderowi pierwszą wiosenną porażkę. Wielkie brawa za charakter i walkę do samego końca!
Brańszczanie na kolejny mecz ligowy wybierają się do Czarnej Białostockiej na mecz z Czarnymi (1 maja, piątek, godz. 15.00), a Ruch na swoim terenie podejmie Orła Kolno (30 kwietnia, czwartek, godz. 17.30).
Pionier Brańsk - Ruch Wysokie Mazowieckie 1:0 (0:0). Bramka: Karol Kosiński 60. Żółte kartki: Grzegorz Górski, Karol Kosiński (Pionier), Michał Mościcki, Kamil Zalewski (Ruch). Sędziował: Mateusz Jemielity.
Pionier: Maciej Stańczuk — Damian Miłosiewicz, Tymoteusz Kulik, Kamil Żur, Oskar Zieniewicz (83' Mikołaj Zajkowski), Kacper Skowroński (68' Mateusz Jambrzycki), Andrzej Kosiński, Eryk Kajewski, Paweł Zawadzki (89' Wojciech Łuczaj), Karol Kosiński, Grzegorz Górski (69' Karol Styś).
Ruch: Damian Maksymowicz — Adrian Romanowski (60' Kamil Sakowicz), Aleksander Kuźma, Łukasz Grzybowski, Przemysław Puchalski (65' Maciej Ostrowski), Mikalai Charytonau, Kamil Gryko, Oskar Mazgoła (70' Kamil Jackiewicz), Jakub Mikołajczyk, Michał Mościcki (46' Rafał Kiczuk), Kamil Zalewski.
Przed tym meczem obie ekipy nie mogły poszczycić się wiosennymi wygranymi. Gospodarze grali w nietypowej roli... gości. Boisko w Turośni jest remontowane i Turośnianka grała ten mecz w Krypnie. Miejscowi mieli zatem dodatkowy handicup, a trener Rafał Babul nie ukrywał, że w tym meczu jego zespół musi wreszcie przełamać się. Pierwszą połową Krypanianka grała pod wiatr i więcej z gry mieli gracze Turośni. Goli jednak widzowie nie obejrzeli.
W II połowie pogodowy rollercoaster dopełnił jeszcze padający na zmianę deszcz i śnieg. Lepiej poradzili sobie w tej aurze piłkarze z Krypna, gdzie gole strzelili Damian Wasilewski (niemal tuż po wyjściu z szatni) oraz Mateusz Haponik. Wygrana pozwoliła Krypniance na zwiększenie dystansu nad 15. w tabeli LZS Krynki do 5 oczek.
Krypnianka kolejny mecz zagra u siebie już 29 kwietnia (środa) o godzinie 17.30, a Turośnianka majówkę ma wolną, bo mecz 26. kolejki zagra dopiero 6 maja w Supraślu z Supraślanką (godz. 17.30).
Turośnianka Turośń Kościelna - Krypnianka Krypno 0:2 (0:0). Bramki: 47’ Damian Wasilewski, 61’ Mateusz Haponik. Żółte kartki: Błażej Żero (Turośnianka), Adrian Kaczyński (Krypnianka). Sędziował: Bartłomiej Ignaczuk.
Turośnianka: Karol Dołkin - Damian Danilewicz, Dawid Hinz (70’ Aleksander Borkowski), Michał Klejno, Tymoteusz Kostro (78’ Kacper Sadowski), Maciej Kubeł, Cezary Kuciński, Kacper Łupiński, Marek Nowakowski (63’ Jan Wawiernia), Michał Zawadzki (46’ Igor Niemancewicz), Błażej Żero.
Krypnianka: Kacper Laskowski - Mateusz Haponik, Filip Kaźmierczyk, Marek Garbowski, Damian Wasilewski (78’ Adrian Kaczyński), Aleksander Piasecki (56’ Łukasz Jabłoński), Kamil Lisiewicz, Marcin Krysztopik, Krzysztof Osypiuk (65’ Aliaksei Liavontsyeu), Piotr Snarski, Paweł Citkowski
To był szalony mecz w Mońkach! Promień zremisował z LZS Krynki 2:2, ale to starcie zostanie zapamiętane dzięki niewiarygodnej postawie bramkarza gospodarzy. Osiemnastoletni Kuba Rembeliński stał się bohaterem dnia, broniąc w jednym meczu aż dwa rzuty karne!
Zaczęło się dobrze dla miejscowych – prowadzenie dał Patryk Ołów. Chwilę później goście mieli szansę z wapna, ale Rembeliński świetnie interweniował. Po przerwie bramkarz z Moniek dokonał rzeczy niemożliwej, broniąc drugą „jedenastkę”. Mimo to Krynki dopięły swego, strzelając dwa gole i wychodząc na 1:2. Dramaturgię dopełniła końcówka – tym razem rzut karny otrzymali gospodarze, a wynik na 2:2 ustalił Szymon Magnuszewski. W ostatniej akcji goście mogli jeszcze wygrać, ale piłka minimalnie minęła słupek. Remis stał się faktem, a Rembelińskiemu należą się owacje za serię genialnych interwencji, które uratowały punkt dla Promienia.
Promień Mońki w czwartek (30 kwietnia, godz. 18.00) czeka trudny wyjazd do Śniadowa na mecz z miejscowym KS. A Krynki zagrają o życie u siebie z KS Michałowo (czwartek, godz. 18.00).
Promień Mońki - LZS Krynki 2:2 (1:0). Bramki: 23’ Patryk Ołów, 90+1-karny Szymon Magnuszewski – 60’ Przemysław Szymanowicz, 68’ Marcin Pawnuk. Żółte kartki: Kacper Głódź, Patryk Ołów, Patryk Poliński (Promień), Adrian Karankiewicz, Przemysław Szymanowicz, Przemysław Karłowicz (Krynki). Sędziował: Damian Wysocki.
Promień: Jakub Rembeliński - Jesse Gyekye Andoh (90’+4 Patryk Zalewski), Dawid Stachelek, Stanisław Siemieńczuk, Maciej Odyjewski (90’+2 Konrad Abramowicz), Patryk Ołów, Kacper Głódź, Szymon Magnuszewski, Jakub Chojnowski, Damian Purta (38’ Dawid Wiszowaty), Patryk Poliński.
LZS Krynki: Przemysław Karłowicz - Juliusz Artemiuk, Dawid Bolesta, Maciej Jurczenia, Adrian Karankiewicz, Kamil Machłajewski, Dominiuk Niemyjski (78’ Łukasz Brałkowski), Marcin Pawnuk, Maciej Stachelek, Przemysław Szymanowicz, Mikita Zatouka.



RD i PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze