Miała być rehabilitacja po beznadziejnym meczu z Lechią, miał być szturm na fotel lidera i powrót na zwycięską ścieżkę - bez wymówek o zmęczeniu. Zamiast sygnału dla ligi, że Jaga przezwyciężyła kryzys jest kolejny dzwonek alarmowy. Żółto-czerwoni są w kryzysie i znajdują się na najlepszej ścieżce, aby go pogłębić. Rzeczywistość okazała się jednak dla przeszło 16 tysięcy kibiców zgromadzonych na Chorten Arenie. W sobotnie popołudnie, 14 marca, Jagiellonia Białystok zasłużenie uległa Piastowi Gliwice 1:2, przedłużając serię meczów bez ligowego zwycięstwa do pięciu. Zespół, który jeszcze niedawno pewnie kroczył po tytuł, dziś przypomina boksera zamroczonego po serii mocnych ciosów, a pociąg z napisem Mistrzostwo Polski z każdym tygodniem odjeżdża coraz dalej.
Po kompromitującej porażce 0:3 w Gdańsku, trener Adrian Siemieniec postanowił zareagować w sposób radykalny. Kiedy spiker ogłaszał wyjściową jedenastkę, na trybunach dało się słyszeć pomruk zdziwienia. Szkoleniowiec Dumy Podlasia dokonał prawdziwej przebudowy zespołu – na ławce rezerwowych usiedli dotychczasowi pewniacy: Andy Pelmard, Alex Pozo, Bartek Mazurek oraz najskuteczniejszy w żółto-czerwonych Afimico Pululu. W ich miejsce szansę otrzymali Yuki Kobayashi, Dawid Drachal, Samed Bazdar oraz Guilherme Montoia. Ale największym zaskoczeniem było jednak ustawienie Bartłomieja Wdowika. Piłkarz wypożyczony z Brag grający głównie na lewej stronie obrony, tym razem wystąpił jako prawoskrzydłowy pomocnik.
– Jako trener muszę nałożyć odpowiedzialność na większą liczbę zawodników – tłumaczył swoją decyzję Siemieniec.
I w pierwszej chwili wydawało się, że eksperyment przyniósł efekt. Już w 9 minucie Wdowik skierował piłkę do siatki po podaniu Kajetana Szmyta. Radość była jednak krótka – sędzia, po konsultacji z systemem VAR, gola nie uznał. Wdowik był na ewidentnym spalonym i skończyło się na rzucie wolnym dla gości.
Mimo optycznej przewagi gospodarzy, to Piast Gliwice dowodzony przez Daniela Myśliwca zaprezentował się dojrzalej. Goście nie tylko doskonale czytali grę Jagiellonii o nie dali się wytrącić z równowagi zaskakującymi rotacjami w składzie. Gliwiczanie wykorzystywali każdą stratę w środkowej strefie boiska groźnie kontratakując. W 21 minucie Chorten Arena zamarła: Jason Lokilo precyzyjnie dośrodkował na dalszy słupek, gdzie kompletnie niepilnowany Hugo Vallejo dopełnił formalności. Były zawodnik Realu Madryt zniknął z radarów białostockich obrońców i strzałem z bliska wyprowadził gości na prowadzenie. W tej sytuacji zawiniła cała defensywa, ale zarówno Bernardo Vital jak i Norbert Wojtuszek powinni mieć sobie najwięcej do zarzucenia. Nie popisał się też Sławek Abramowicz, który tez lekko zaspał.
Jagiellonia próbowała odpowiedzieć, a motorem napędowym akcji był Dawid Drachal. Młody zawodnik dwoił się i troił, aż w końcu w 35 minucie popisał się przepięknym uderzeniem od poprzeczki, które doprowadziło do euforii na trybunach. Niestety, po raz drugi tego dnia sędziowie musieli ostudzić zapał żółto-czerwonych. Asystujący przy trafieniu Samed Bazdar znajdował się na pozycji spalonej. Najpierw Wdowik zwlekał z podaniem, a Bazdar wystartował nieco za szybko i analiza VAR wykazała, że był spalony. Do przerwy tablica wyników wskazywała 0:1, co – patrząc na liczbę prostych strat Jagiellonii – było wynikiem w pełni zasłużonym.
W przerwie Adrian Siemieniec próbował ratować wynik, wprowadzając Nahuela Leivę oraz Alejandro Pozo. Gra gospodarzy nabrała nieco więcej rumieńców, ale wciąż brakowało konkretów pod bramką Karola Szymańskiego, który zastępował kontuzjowanego Frantiska Placha. Na dobry ład Jagiellonia mając optyczną przewagę nie miała specjalnego pomysłu jak sprawdzić formę dublera na bramce Piasta. I w sumie nie poddała go większej próbie, bo defensywa gliwiczan ofiarnie i konsekwentnie wybijała rywali z uderzenia.
Siemieniec w 55 minucie gry powrócił do"fabrycznych ustawień" Jagi wpuszczając na boisko Afimico Puiulu i Bartosza Mazurka. Przyniosło to ożywienie gry w szeregach żółto-czerwonych ale nie zapobiegło kłopotom. Piast natomiast czekał na swoją szansę w kontrataku. W 67 minucie nastąpił moment, który prawdopodobnie przesądził o losach spotkania. Hugo Vallejo przeprowadził indywidualną szarżę, wpadł w pole karne i strzałem po tzw. krótkim słupku pokonał Sławomira Abramowicza. Ten gol absolutnie obciąża młodego golkipera Jagiellonii, który w ostatnich meczach gra wyraźnie poniżej poziomu, do którego już przyzwyczaił. Przy tej interwencji Abramowicz zawiódł: piłka przeszła niemal „pod ręką bramkarza. Abramowicz zrehabilitował się kilka minut później, broniąc w nieprawdopodobny sposób strzały Jakuba Lewickiego i Oskara Leśniaka. Obie sytuacje mogły już kompletnie pogrążyć Jagę kończąc ostatecznie nadzieje białostoczan. Mimo wynik 0:2 na tablicy mocno przytłaczał Jagiellonię.
Gdy wydawało się, że Jagiellonia nie jest już w stanie zagrozić dobrze zorganizowanej defensywie Piasta, do głosu doszedł kapitan. W 80. minucie, po akcji Tarasa Romanczuka i zgraniu Bartosza Mazurka, piłkę przejął Jesus Imaz. Hiszpan uderzył z pierwszej piłki, futbolówka obiła słupek i zatrzepotała w siatce. To był moment historyczny – Imaz strzelił swojego 108. gola na boiskach Ekstraklasy, wyrównując rekord Flavio Paixao. Obaj panowie są obecnie najskuteczniejszymi obcokrajowcami w dziejach polskiej ligi.
Gol Imaza wlał nadzieję w serca białostoczan. Ostatnie dziesięć minut plus doliczony czas gry to rozpaczliwe oblężenie bramki gliwiczan. Jagiellonia biła jednak głową w mur. Piast, grający mądrze i niezwykle ofiarnie w obronie, nie pozwolił sobie na wydarcie zwycięstwa. Kolejne wrzutki w pole karne padały łupem defensorów gości lub pewnie interweniującego Szymańskiego.
Pozytywnym elementem tego meczu był debiut kolejnego nastolatka ze Akademii Jagiellonii. Zachary Zalewski wszedł na ostatnie kilkanaście minut pokazując się z dobrej strony.
Fani przez cały mecz głośno wspierali swój zespół, a po meczu głośnym skandowaniem podziękowali jagiellończykom i trenerowi Siemieńcowi. Wsparcie w tej chwili udzielone przez Ultrę i sporą część publiczności to najlepsze co mogła otrzymać Duma Podlasia. Tyle, że kibice nie wyjdą i nie zastąpią graczy i sztab, który musi znaleźć sam rozwiązanie problemów. Statystyki są nieubłagane – w ostatnich pięciu meczach PKO Ekstraklasy Jagiellonia wywalczyła zaledwie trzy punkty. To tempo punktowania drużyny broniącej się przed spadkiem, a nie kandydata do mistrzostwa. Eksperymenty kadrowe Adriana Siemieńca nie przyniosły oczekiwanego przełamania, a błędy w defensywie stają się już smutną rutyną.
Duma Podlasia musi teraz z niepokojem spoglądać na wyniki niedzielnych spotkań, zwłaszcza starcia Zagłębia Lubin z Lechem Poznań, które może jeszcze bardziej powiększyć stratę białostoczan do fotela lidera. Piast Gliwice dzięki tej wygranej oddalił się od strefy spadkowej i udowodnił, że w Białymstoku można wygrać, narzucając gospodarzom agresywny pressing. Jagiellonia jest w kryzysie – głębokim, wielowymiarowym i przede wszystkim mentalnym. Jeśli Adrian Siemieniec szybko nie znajdzie lekarstwa na indolencję swojej „maszyny”, ten sezon zakończy się ogromnym rozczarowaniem.
Jagiellonia Białystok - Piast Gliwice 1:2 (0:1). Bramki: Jesus Imaz 82 - Hugo Vallejo 21, 67. Żółte kartki: Igor Drapiński, Juande Rivas i Jakub Lewicki (Piast Gliwice). Sędziował: Marcin Szczerbowicz.Widzów:16 580.
Jagiellonia: Sławomir Abramowicz - Norbert Wojtuszek (46' Alejandro Pozo), Bernardo Vital, Yuki Kobayashi, Guilherme Montoia - Bartłomiej Wdowik (46 Nahuel Leiva), Taras Romanczuk, Dawid Drachal (55 Bartosz Mazurek), Jesus Imaz, Kajetan Szmyt (79 Zachary Zalewski) - Samed Bazdar (55 Afimico Pululu)
Piast Gliwice: Karol Szymański - Emmanuel Twumasi (46' Filip Borowski), Juande Rivas, Igor Drapiński, Jakub Lewicki - Jason Lokilo (59 Oskar Leśniak), Grzegorz Tomasiewicz (75 Michał Chrapek), Patryk Dziczek, Jorge Felix (60 Leandro Sanca), Hugo Vallejo - Gierman Barkowskij (72 Adrián Dalmau).
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze