Jeszcze niedawno widok zielonych tablic rejestracyjnych ulicach Białegostoku, Łap czy Łomży wzbudzał ciekawość, a dziś to już stały element krajobrazu Białegostoku. Jak się okazuje, nie tylko u nas „elektryki” zadomowiły się na dobre. Polska właśnie stała się europejskim liderem dynamiki rozwoju rynku aut na prąd, zostawiając w tyle technologicznych gigantów z Zachodu. Choć startowaliśmy z niskiego pułapu, to tempo, w jakim nadrabiamy zaległości, robi wrażenie nawet na największych sceptykach.
Dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM), Maciej Mazur, ogłosił sukces: w ubiegłym roku liczba rejestracji nowych samochodów w pełni elektrycznych (BEV) wzrosła u nas o blisko 127 proc. rok do roku. Dla porównania, średnia dla całej Unii Europejskiej to „zaledwie” 30 proc.
Warto jednak zachować podlaski zdrowy rozsądek – wciąż jesteśmy na etapie nadrabiania dystansu. Udział elektryków w polskim rynku to obecnie 7,2 proc., podczas gdy unijna średnia oscyluje wokół 20 proc. Niemniej jednak, 11. miejsce w Unii to solidny fundament pod dalszą rewolucję na naszych drogach.
Głównym hamulcem dla wielu białostoczan była dotąd cena. Kto by chciał płacić fortunę, skoro „spalinówka” wychodziła taniej? To się jednak zmienia. W 2025 roku średnia cena auta elektrycznego w Polsce spadła o 21 proc. – z astronomicznych 254 tys. zł do poziomu niespełna 200 tys. zł.
Eksperci wskazują na przełom: w segmentach luksusowych i większych (D i E) ceny aut na prąd i tych tradycyjnych niemal się zrównały. Największa różnica wciąż bije po portfelu przy małych, miejskich autach (segment A i B), ale prognozy są optymistyczne – za dwa lata ceny powinny się całkowicie wyrównać. To dobra wiadomość dla tych, którzy szukają sprawnego auta do lawirowania po białostockich korkach.
Za tym boomem stoją nie tylko niższe ceny w salonach, ale i konkretne wsparcie z programu „NaszEauto”. Do połowy stycznia 2026 roku Polacy złożyli już ponad 34 tysiące wniosków na łączną kwotę ponad miliarda złotych! Choć budżet (1,18 mld zł) jest już na wyczerpaniu, NFOŚiGW uspokaja: nabór trwa do 30 kwietnia 2026 r.
Nawet jeśli oficjalna pula pęknie, wnioski będą przyjmowane warunkowo na listę rezerwową. Urzędnicy chcą mieć pewność, że każda złotówka z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) trafi do kierowców, a nie wróci do Brukseli.
Jest jednak pewien haczyk, na którym potykają się nasi rodacy. Ponad tysiąc zatwierdzonych już dotacji czeka na wypłatę, bo wnioskodawcy... zapomnieli o formalnościach. Aby dostać kasę, trzeba przesłać do NFOŚiGW zabezpieczenie umowy.
Do wyboru mamy dwie opcje:
Cesja praw z polisy AC (najpopularniejsza droga),
Weksel in blanco wraz z deklaracją.
Bez tego dokumentu, nawet przy pozytywnej ocenie, pieniądze nie wpłyną na konto. Jeśli więc składasz wniosek, pilnuj skrzynki i kancelarii, by Twoja dotacja nie utknęła w martwym punkcie.
Ten ogólnopolski pęd ku elektromobilności to jasny sygnał dla naszych lokalnych władz i przedsiębiorców. Skoro Polacy (i Podlasiacy!) coraz chętniej przesiadają się na prąd, musimy mieć gdzie go „tankować”. Spadek cen aut i utrzymanie dopłat sprawią, że elektryków będzie przybywać, a wyzwaniem dla regionu stanie się teraz rozbudowa sieci szybkich ładowarek, by podróż z Białegostoku do Warszawy czy w głąb Puszczy była czystą przyjemnością, a nie walką o zasięg.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze